Agata Malinowska

Kochanek królowej / En Kongelig Affære (Nikolaj Arcel, 2012)

Kochanek królowej / En Kongelig Affære (Nikolaj Arcel, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Kobieta władająca sercem mężczyzny posiada pełnię zgromadzonej przez niego władzy, ciesząc się do tego brakiem ciążącej na nim odpowiedzialności. Trudno o sytuację bardziej komfortową i gdyby nie ofensywa pań brzydkich i niekochanych, do dziś zapewne płeć piękna rządziłaby światem zakulisowo, tak jak działo się to w dawnych czasach. Jak na przykład w XVIII-wiecznej Danii, gdzie nie tylko kobiety, ale nawet chłopi byli jeszcze niewyemancypowani, zaś idee Oświecenia – wciąż świeże, niesplamione terrorem Rewolucji – całkowicie nie do przyjęcia dla ówczesnego establishmentu. Wtedy to rozegrał się romans pewnej odpowiednio ambitnej damy z odpowiednio potężnym mężczyzną, będący tematem „A Royal Affair”.

Losy kochanków połączyły się za sprawą króla Christiana VII, cierpiącego na chorobę psychiczną. Ona, Karolina Matylda, była jego niekochaną i niekochającą żoną. On, Johann Struensee – jego osobistym lekarzem i przyjacielem. Romans, jak wielokrotnie już w historii, zakończył się we łzach. Wcześniej jednak doprowadził do faktycznego przejęcia władzy przez Struensee, który zreformował państwo zgodnie z wyznawanymi przez siebie oświeceniowymi ideałami. Szalony król, lękając się utraty jedynego przyjaciela, aktywnie wspierał polityczną działalność medyka i patrzył przez palce nie tylko na niewierność żony, ale też na narodziny bękarta.

Cały powyższy akapit pełen jest wzmianek o męskiej działalności, skąd zatem tezy o damskim zakulisowym rządzeniu? No cóż, jeśli wierzyć scenarzystom, to Karolina, gruntownie oczytana w modnych oświeceniowych filozofach, a przy tym uwięziona w nieszczęśliwym małżeństwie, zasugerowała kochankowi, by ten użył swego wpływu na króla jako dźwigni dla reform. Zadurzony Struensee nie tylko naruszył moralne zasady (które, jako przeciwnik małżeństw, traktował dość luźno), ale również porzucił rozsądek, słusznie podpowiadający mu, iż płynące z Francji intelektualne prądy są na razie jedynie nowinką, która zyska moc stwórczą co najmniej w następnym pokoleniu. Tak właśnie – przez kobiecy kaprys – Dania stała się forpocztą Europy. Na krótko, gdyż po prawdzie lekarze średnio znają się na rządzeniu, a już w ogóle na dworskich intrygach.

Wiele czynników decyduje o tym, iż ten konwencjonalny historyczny dramat stał się jednym z moich ulubionych filmów Berlinale. Ogromną zaletą jest z pewnością sam temat, ale i scenariusz, który oddaje mu sprawiedliwość. Podkreśla on wszystko, co jest w tej historii możliwe do podkreślenia, każdy wątek może stać się zarzewiem ciekawej dyskusji. Mamy więc opowieść o człowieku wywodzącym się z gminu, przeprowadzającym zamach na dotychczasowy porządek – subtelną zapowiedź nadchodzącej rewolucji.

Mamy dramat zdradzonego zaufania, świetnie uwydatniony dzięki nagrodzonej roli Christiana VII (Mikkel Følsgaard). Mamy konflikt tradycji z postępem i pytania o koszt i sens polityczno-społecznych przemian. Wszystkie te zagadnienia są bardzo zręcznie owinięte wokół kwestii emocjonalno-sypialnianych i nigdy nie burzą dramatycznej struktury, dzięki czemu z kina wychodzi się usatysfakcjonowanym zarówno narracyjnie, jak i intelektualnie.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że rolę Struensee otrzymał Mads Mikkelsen, który mimo grania hollywoodzkich szwarccharakterów nie zaniedbuje poważniejszej kariery. Jego talent i charyzma nieco przytłaczają Alicię Vikander (Karolina Matylda) – z drugiej jednak strony jest to niezłe świadectwo czasów, w których mężczyzna miał znacznie większe możliwości rozwoju, kobietom zaś – jeśli miały szczęście i odpowiedni intelektualny potencjał – pozostawała rola spiritus movens odzianego w gorset.

Oprócz czysto filmowych walorów i pozytywnego wpływu na narodową dumę Duńczyków, „A Royal Affair” ma jeszcze jedną cechę, którą warto podkreślić na koniec. Film ten otwarcie afirmuje myśl oświeceniową, co może dziwić i gorszyć w naszym nadwiślańskim kraju, w którym kino historyczne najlepiej czuje się w klimatach bogoojczyźnianych. Tytuły obwieszczeń rozklejanych na murach w czasie krótkich rządów Struensee dobitnie przypominają widzom, że to właśnie temu nurtowi, nie zaś „wartościom wywodzącym się z tradycji chrześcijańskiej”, Europa zawdzięcza takie idee jak wyzwolenie chłopów, wolność słowa czy zakaz stosowania tortur.

W ostatecznym rozrachunku zaś – emancypację kobiet, czego z oczywistych względów trudno mi nie docenić. Bezwstydnie zatem i w sposób całkowicie zideologizowany polecam „A Royal Affair” jako ateistyczne pranie mózgu do zastosowania na niewinnych dziatkach – jeśli tylko trafi do naszych kin.

Kochanek królowej (2012) En Kongelig Affære
Kochanek królowej (2012) En Kongelig AffæreKochanek królowej (2012) En Kongelig Affære

(Visited 24 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>