Mariusz Czernic

Klan Sycylijczyków / Le Clan des Siciliens (Henri Verneuil, 1969)

Klan Sycylijczyków / Le Clan des Siciliens (Henri Verneuil, 1969)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Klan Sycylijczyków to jeden z tych filmów, które docenia się nie za oryginalność, ponadczasowość czy artystyczne aspiracje. To w stu procentach klasyczny reprezentant swojego gatunku, trzymający się reguł i schematów. Ten film jest jak sprawnie przygotowany napad rabunkowy. Bo w złodziejskim fachu należy trzymać się pewnych wytycznych, aby nie zostać schwytanym i podobnie jest z realizacją filmu rozrywkowego – nie powinno się kombinować, bo można wiele na tym stracić. Ważny jest także dobór odpowiednich fachowców – muszą to być ludzie nie tylko znający się na swojej robocie, ale także godni zaufania. Tylko wtedy misternie utkany plan ma szanse powodzenia. Henri Verneuil nigdy nie uzyskał rangi reżysera wybitnego, ale był na tyle sprawnym filmowcem, że mógł pracować z najlepszymi.

Pobyt w więzieniu nie resocjalizuje skazańców, ale jeszcze bardziej ich deprawuje i niszczy. Dlatego Roger Sartet po odsiedzeniu kilku lat w zakładach karnych nie stanie się porządnym obywatelem. Podczas więziennego transportu ucieka i planuje kolejny wielki skok. Możliwe, że tym razem nie wpadnie w łapy policji, gdyż nawiązał współpracę z sycylijską rodziną Manalese. Oni mają więcej rozumu od Sarteta, narwanego zabójcy z Korsyki. Gdy więc planują akcję to musi być ona szczegółowo dopracowana, by nikt nie zginął. Bo niepotrzebne ofiary najbardziej przyciągają policję i powodują, że wyroki sądu są surowe i bezdyskusyjne. Nie ufają więc korsykańskiemu recydywiście – jego agresywny styl może wpakować całą grupę w kłopoty.

Ten konflikt ma jeszcze trzecią stronę, którą reprezentuje inspektor Le Goff. Próbuje on rzucić palenie, jest więc rozdrażniony, ale szybko się okazuje że nałóg nikotynowy to jego najmniejszy problem. Schwytany przez niego zabójca policjantów wymknął się na wolność i planuje obrabować wystawę biżuterii w Villa Borghese w Rzymie. Ta wyjątkowo cenna kolekcja klejnotów zostaje wkrótce przeniesiona do samolotu zmierzającego przez Paryż do Nowego Jorku. Ale to wcale nie zniechęca rabusiów, wręcz przeciwnie – policja z pewnością nie będzie podejrzewać, że napad rabunkowy może być przeprowadzony w powietrzu. Jak zwykle o powodzeniu misji częściej decyduje szczęście i przypadkowe zbiegi okoliczności niż kondycja i finezja mistrzów w swoim fachu.

Film rozpoczyna się od cytatu z Czechowa „Gdy portretuję koniokradów, nie oceniam ich. To problem ławy przysięgłych, nie mój” („When I paint horse-thieves, I do not say that stealing horses is wrong. That is the jurors’ concern, not mine”). Henri Verneuil również nie zamierzał oceniać bohaterów swojego filmu, przedstawił tylko konkretne charaktery i postawy: władczego patriarchę, dla którego honor, rodzina i zaufanie to sprawy nadrzędne, poirytowanego policjanta bezsilnego wobec nieuchwytnych przestępców oraz cwanego zabójcę, który dobrymi manierami i urokiem osobistym uwodzi kobiety. Złodziejski fach to nie jest profesja, którą można się szczycić, ale w filmach rabusie często wzbudzali sympatię i nie inaczej jest tutaj. Przestępcy w tym filmie nie dokonują gwałtów ani innych sadystycznych czynów, więc łatwiej się z nimi identyfikować, z łatwością też można się powstrzymać od ferowania wyroków.

Henri Verneuil, będący nie tylko reżyserem ale też współscenarzystą, postarał się o dobre dialogi*, trzymające w napięciu sytuacje i ciekawe postacie na pierwszym planie. Tym właśnie przyciągnął na plan znakomitych francuskich aktorów. Doskonale znał ich możliwości, bo już wcześniej z nimi pracował (z Gabinem nakręcił w sumie pięć filmów). Można się czepiać, że Jean Gabin wygląda jak typowy Francuz i nie pasuje do roli Sycylijczyka, ale w tym filmie jest doprawdy rewelacyjny. Szorstki, autorytarny antybohater – takie postacie grywał przez cztery dekady i rola Vittoria Manalese jest doskonałym zwieńczeniem kariery (chociaż w latach 70. nadal występował i wciąż zdobywał pozytywne opinie). Partneruje mu Alain Delon, który też tworzy udaną kreację, nieco inną niż w Samuraju Melville’a, nie tak honorową i metodyczną.

Na drugim planie też jest nieźle. Dzięki udziałowi Lino Ventury kamera obserwuje nie tylko działania gangsterów, ale też policjantów. Filmowcy podkreślają bezsilność stróżów prawa, ale postać komisarza Le Goffa to nie jest jakiś patałach. To inteligentny i uparty funkcjonariusz podenerwowany tym, że w kraju szerzy się złodziejstwo i przemoc. I co najgorsze, nie można tego powstrzymać. Kolejny ważny atut filmu to Irina Demick. Aktorka już na początku kariery zaliczyła wyrazistą rolę w gwiazdorsko obsadzonej megaprodukcji wojennej Najdłuższy dzień (1962). Zagrała w niej działaczkę francuskiego ruchu oporu. Kryminał Verneuila też jest typowo męskim kinem, ale jej rola jest dość istotna dla rozbudowania niektórych charakterów i aspektów fabuły. Ponadto operator Henri Decaë tak ją sfilmował, że bije od niej niesamowity blask, wygląda naprawdę nieziemsko. Aktorsko też dała radę. Zagrała Francuzkę, która przez małżeństwo z Sycylijczykiem wkręca się do mafijnej rodziny.

Gdy w roku 1968 Verneuil realizował swój pierwszy (i jedyny) western Strzelby dla San Sebastian nie przypuszczał, że to początek owocnej współpracy z muzycznym geniuszem, Enniem Morricone. Ten włoski artysta zilustrował muzycznie 6 filmów Verneuila. Najlepszy rezultat osiągnął przy filmie Klan Sycylijczyków. Stworzył chwytliwą partyturę, która dobrze oddaje charakter opowieści gangsterskiej. Ale nie tylko temat przewodni zasługuje na uznanie – w pełnej napięcia scenie rozgrywającej się na lotnisku Orly Morricone zapodał taki psychodeliczny utwór, że na twarzy widza maluje się autentyczny niepokój. Film zapewnia rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. Budżet z pewnością był dość duży, ale reżyser nie wykorzystał go do bezmyślnego epatowania przemocą i mechanicznego mnożenia atrakcji. Efektem pracy filmowców jest dzieło hipnotyzujące, precyzyjne i rzeczowe, w którym trudno doszukać się słabych stron.

* Edit. W czołówce jako autor dialogów wpisany jest José Giovanni, który kilka lat później zrealizował film Dwaj ludzie z miasta (1973) z Delonem i Gabinem.

(Visited 18 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>