Mariusz Czernic

Karnawał dusz / Carnival of Souls (Herk Harvey, 1962)

Karnawał dusz / Carnival of Souls (Herk Harvey, 1962)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Herk Harvey wykorzystywał najczęściej swoją wiedzę i umiejętności do realizacji pozbawionych fabuły efemerycznych filmów edukacyjnych, ale zapisał się w świadomości miłośników horroru swoim jedynym filmem fabularnym. Karnawał dusz nie przysporzył mu sławy w czasach kiedy powstał – dopiero po wielu latach dostrzeżono jego wartość. Zauważono że wyróżnia się na tle innych filmów z lat 60, a także inspiruje filmowców, którzy chcą wytworzyć na ekranie oniryczny nastrój (np. David Lynch). Jak na produkcję niskobudżetową zaczyna się od mocnego uderzenia: grupa bezmózgowców ściga się w swoich samochodach na wąskich dróżkach i moście, w wyniku czego jedno z aut wpada do rzeki. Zanim wrak zostanie wyłowiony, jednej z pasażerek udaje się wydostać na powierzchnię. Przerażona kobieta próbuje wrócić do normalności, wynajmuje pokój w mieście i rozpoczyna pracę kościelnej organistki. Jednak wyobraźnia zaczyna płatać jej figle – od czasu wypadku prześladują ją zjawy i wizje, tak jakby przebywała we śnie, z którego nie można się obudzić.

Podstawową zaletą filmu jest rozsądne wykorzystanie minimalnego budżetu. W wielu droższych produkcjach nie widać wyłożonych nań pieniędzy, a tu każdy dolar zainwestowano bardzo mądrze. Sporo tu ciekawych lokacji, które spożytkowano w celu zbudowania klimatycznej historii o świecie nadprzyrodzonym przenikającym do rzeczywistości. Mały pensjonat, w którym zamieszkuje protagonistka, opuszczone drogi prowadzące donikąd, pechowy most, stacja obsługi pojazdów, zaplecze z organami kościelnymi, nastrojowo oświetlony park gdzie odbywa się tytułowy karnawał – niby zwykłe, niczym nie wyróżniające się miejsca, ale posłużyły reżyserowi do przedstawienia stanu duszy bohaterki, jej alienacji, traumy i strachu przed samotnością. Stroniąca od ludzi dziewczyna przystaje na propozycje nachalnego sąsiada, prawdopodobnie alkoholika, gdyż boi się zostać sama. Czuje że zaczyna tracić zmysły, więc potrzebuje wsparcia. Widz jednak podejrzewa, że osoby które ją otaczają nie są w stanie jej pomóc ani zapewnić dostatecznej ochrony. Kobieta jest zdana wyłącznie na siebie.

Herka Harveya, reżysera i producenta filmu, nie było stać na żadnych znanych aktorów, również ilość dubli musiała być ograniczona ze względu na koszty, więc nawet jak ktoś zagrał nie tak jak chciał reżyser, to nie powtarzano scen. Aktorstwo nie jest więc mocnym atutem, jednakże Candace Hilligoss zrobiła co mogła by uwiarygodnić swoją postać. Filmowana z dystansu wydaje się chłodna i niedostępna, ale zbliżenia twarzy wyraźnie podkreślają, że to zagubiona istota szukająca wyjścia z labiryntu, pragnąca wreszcie obudzić się z koszmarnego snu, który dręczy ją od wypadku. Co ciekawe, w roli zjawy prześladującej bohaterkę wystąpił sam reżyser. Jego trupio blada twarz może i nie będzie się śnić po nocach, ale dzięki mistrzowskiemu stopniowaniu napięcia oraz operowaniu kamerą i światłem film Harveya trafia do świadomości odbiorcy równie mocno co np. Noc żywych trupów (1968), cechująca się podobną aurą niesamowitości.

Karnawał dusz jest idealnym dowodem na to, jakie cuda można wyczarować za pomocą umiejętnie prowadzonej kamery i odpowiednio użytych instrumentów (jak np. organy kościelne). Zdjęcia Maurice’a Prathera i muzyka Gene’a Moore’a współtworzą senną atmosferę i wraz z intrygującym scenariuszem Johna Clifforda opowiadają metafizyczną historię, w której rządzi logika sennego koszmaru. Niektórych scen trudno zapomnieć, zapierają dech w piersiach, a także hipnotyzują – nie jest to więc horror, od którego odwraca się oczy, wręcz przeciwnie, pochłania się każde ujęcie, świadczące o kreatywności twórców. Genialny jest np. fragment, w którym nasza bohaterka trafia tak jakby w inny wymiar – nie może z nikim nawiązać kontaktu, nikt jej nie widzi ani nie słyszy. Mistrzowska jest także scena, w której organistka wpada w trans i wygrywa w kościele „szatańskie” melodie, które bulwersują księdza – jej pracodawcę. Wiele scen, w tym także tytułowy karnawał duchów, dowodzi wyjątkowej wyobraźni filmowców. W pewnym momencie film nie przypomina klasycznego kina grozy, ale awangardowe, eksperymentalne dzieło, które mogłoby wyjść spod ręki Bergmana lub Buñuela.

Pozostaje tylko żałować, że Herk Harvey już nie wrócił do gatunku horroru, nie nakręcił już nawet żadnego filmu fabularnego. Może w Wielkiej Brytanii, np. w wytwórni Hammer, miałby większe szanse na rozwój talentu i podszlifowanie warsztatu. Jednak w Ameryce lat 60. dominowało kino efektowne i dynamiczne, ukazujące w jaskrawych kolorach rozległe przestrzenie amerykańskich stanów, więc skromny czarno-biały film Harveya wyglądał nieatrakcyjnie i archaicznie, jak produkt z innej epoki. Do tego jeszcze akcja toczy się w żółwim tempie, przez co trwający ponad 70 minut film ciągnie się jak trzygodzinna epopeja. Z perspektywy czasu trudno się dopatrzyć uchybień, niemalże każda scena została dokładnie zaplanowana, w każdym ujęciu widać precyzję i konsekwencję w budowaniu koszmarnego świata, w którym każdy może czuć się osamotniony, niechciany i niepotrzebny. Ten film pochłania, magnetyzuje, ale i przeraża faktem, że z niektórych koszmarów nie można się wybudzić.

 Carnival of Souls (Herk Harvey, 1962) a Carnival of Souls (Herk Harvey, 1962) aaCarnival of Souls (Herk Harvey, 1962) aa

 

(Visited 21 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>