Aneta Dynowska

Jobs (Joshua Michael Stern, 2013)

Jobs (Joshua Michael Stern, 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Odkąd pojawiła się pierwsza informacja o idei zekranizowania „Jobsa” podniosły się głosu sprzeciwu wobec produkcji. Choć premierę dzieła zaplanowano na 19. kwietnia, w 37. rocznicę założenia Apple, dystrybutor potrzebował więcej czasu na promocję i „Jobsa” możemy zobaczyć w kinach dopiero teraz. Scenariusz oraz reżyseria przypadły raczej nowicjuszom kina. Joshua Michael Stern angażował się wcześniej projekty, które nie przynosiły zysku ani sukcesu, a dla Matta Whiteley’a jest to… debiut. Film jest biografią jednego z najbardziej znanych wizjonerów-wynalazców XX w., Steve’a Jobsa. Dzieło opowiada historię jego życia, drogi na szczyt oraz przerobienia garażowej produkcji na najbardziej dochodową i rozpoznawalną na świecie firmę – Apple.

Zacznę od tego, że „Jobs” jest o wiele lepszy od tego jak się o nim mówi. Od samego początku byłam bardzo zaintrygowana tą produkcją, ale nigdy nie przypuszczałam, że film wywrze na mnie tak ogromny wpływ, tym bardziej, że osobę Jobsa streszczałam najczęściej do jego i wynalazków. I kto by przypuszczał jaka idea kryje się za tymi urządzeniami! Dążenie do własnego rozwoju, maksimum kreatywności i produktywności, czyli skrót życia Jobsa. Najbardziej urzeka mnie jednak obiektywność filmu. Twórcy nie robią ze Steve’a swoistego boga, ale ukazują każdą z jego twarzy. Obok pozy genialnego, hipisowskiego wizjonera widać także perfekcyjne uosobienie prawdziwego megalomana. Biografia świetnie unika idealizowania Jobsa i swoją szczerością trafia do serc zakorzeniając w nich swe wartości. Seans „Jobsa” dał mi wiele do myślenia na temat pasji, spełniania marzeń i ciężkiej drogi na szczyt.

Jobs” nie uniknie porównań do „Social Network” – i choć wyda się to dość odważne – uważam, że biografia tego pierwszego jest… ciekawsza. Może dlatego, że życie Zuckerberga nie było tak fascynujące i przepełnione pasją? „Jobs” wygrywa przede wszystkim na polu fabularnym, ponieważ poza przybliżeniem portretu bohatera jest bardzo inspirujący. Wizualnie bawi się formą i tworzy magiczną aurę. Poznajemy Steve’a w okresie studiów – bosego, w dzwonach, biorącego narkotyki, tańczącego w zbożu (o ironio…). Później wraz z bohaterem dojrzewa, rozkwita i zmienia się świat wokół. Twórcy skupili się głównie na początkach pracy w Apple, dlatego brakuje kilku rozdziałów na końcu historii. Zadziałało to niestety na niekorzyść całości. Bardzo duże znaczenie mają tutaj odpowiednie kadry oraz charakteryzacja. Nad zdjęciami pracował Russell Carpenter, który ma swój ogromny sukces w pamiętnym „Titanicu”. W pięknych kadrach pobrzmiewa muzyka Johna Debneya („Pasja”, „Iron Man 2”). Szczególnie zapadła mi w pamięć scena z piosenką z repertuaru The Animals, „House of the rising sun”.

Wybór obsady od samego początku był bardzo delikatnym tematem. Kutcher, który na koncie ma Złotą Malinę i liczne komedie niskich lotów staje się nagle… Stevem Jobsem? Natłok krytyki był ogromny, ale Ashton świetnie sprawdził się w swojej roli. Na pewno kreacja Jobsa umożliwiła mu wyjście poza schematy i pozwoliła rozkwitnąć aktorsko. Kutcher na ekranie często wypadał dość komicznie i przerysowanie, ze względu na próby podjęcia stylu chodzenia Jobsa, ale trzeba mieć na uwadze jego poprzednie dokonania filmowe. Warto też zapamiętać ten tytuł jako krok naprzód w jego karierze. Najbardziej znienawidzoną osobą przez fanów „Jobsa” jest postać Mike’a, którego odgrywa charyzmatyczny Dermot Mulroney. Zaraz za nim jest Matthew Modine z kreacją Johna Sculley’a. Bardzo dobrze wypadł Josh Gad jako Steve Wozniak, który w filmie przejawia się epizodycznie, ale wkład w całą historię ma ogromny.

Seans „Jobsa” wspominam w superlatywach. Ta recenzja nie jest więc skutkiem emocji tuż po projekcji, ponieważ pisana była przez niemal dwa tygodnie. Na tym polega wyjątkowość tego tekstu. Mam nadzieję, że tak jak i mnie, „Jobs” zabierze was w daleką podróż do świata bez ograniczeń, pełnego inspiracji, determinacji, gdzie można spełniać marzenia. Najważniejszą lekcją, jakiej udzielił mi „Jobs” to wytrwałość w dążeniu do celu. Nauczył mnie, że jeśli jesteś najlepszy, to bez względu na przeszkody i tak w końcu znajdziesz się na szczycie. Na tym polega przeznaczenie geniuszy.

Jobs (Joshua Michael Stern, 2013) aa Jobs (Joshua Michael Stern, 2013) aJobs (Joshua Michael Stern, 2013) aaa

(Visited 17 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>