Agata Malinowska

Jestem Bogiem / Limitless (Neil Burger, 2011)

Jestem Bogiem / Limitless (Neil Burger, 2011)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Wyobraźcie sobie, że jesteście na przyjęciu i leniwie przechadzacie się między grupkami dyskutującymi na różne tematy. Możecie przystanąć przy każdej z nich i dowiedzieć się, że tu rozmawia się o energii atomowej, roli wulgaryzmów w komunikacji międzyludzkiej, modyfikacjach genetycznych, sytuacji społeczno-ekonomicznej w Kongo, ostatniej kolekcji Diora lub nowej sztuce Strzępki i Demirskiego. Każdy z tych działów (i wiele milionów innych) macie w małym palcu i nie sprawia Wam żadnej trudności pogadanie z każdym o wszystkim. Wyobraziliście sobie? To pewnie macie teraz wyraz twarzy podobny do tego, jaki nie znika z oblicza Eddiego Mory, bohatera „Jestem Bogiem”.

What’s your secret? Medication!

Każdy jakoś zaczynał – Eddie zaczął od prób wmówienia sobie, że jest pisarzem, zrujnowania sobie związku i wyglądania jak nietrzeźwy strach na wróble. Jego życie odmieniło się jednak, gdy spotkał przypadkiem na ulicy znajomego dilera, który zaopatrzył go w jedną tabletkę nieznanego specyfiku. Po dłuższym wahaniu Eddie zdecydował się łyknąć, a wtedy… I was blind, but now I see…

Szerokopasmowy dostępu do zasobów własnej pamięci oraz stukrotnie szybsze niż normalnie zdolności uczenia się i kojarzenia faktów są z pewnością gwarancją natychmiastowego uzależnienia się od tego, co daje takie możliwości. W szczególności wówczas, gdy skutkiem zażycia tego czegoś jest napisanie kilku rozdziałów książki, rozwiązanie naukowego problemu i „zaliczenie” sąsiadki w ciągu jednego wieczoru. Nasz bohater wraca więc do dilera, błagając o więcej. I w wyniku rozwoju wydarzeń zastaje w mieszkaniu trupa i duży zapas specyfiku, nazwanego w skrócie NZT. Jednego oddaje w ręce policji, drugi przywłaszcza i rozpoczyna nowe, superinteligentne życie, pełne sukcesów, ale i niebezpieczeństw. Okazuje się bowiem, że stawka jest wysoka. Odstawienie NZT jest śmiertelne. A zasoby zdobyte przez naszego bohatera, choć duże, są jednak ograniczone…

Przyszły Bóg w towarzystwie swojego dilera.
You can access all of it

Pewnie zastanawiacie się, którą ścieżką pójdzie teraz reżyser „Limitless”. Czy zechce zanurzyć się w spekulacjach na temat świata, w którym właśnie pojawił się człowiek obdarzony czterocyfrowym IQ? Czy może zajmie się wątkami sensacyjnymi, które tak skonstruowana fabuła niewątpliwie gwarantuje? Odpowiedź, wywróżona ze stanu filmowej SF ostatnich lat, narzuca się sama. „Jestem Bogiem”, teoretycznie thriller science-fiction, stawia raczej na thriller, podążając za trendem ugruntowanym przez „Incepcję”. Nie przeszkadza to jednak zwrócić uwagi na ciekawe implikacje faktu, że w ogóle zdecydowano się przedstawić nam tę historię.

medium_20110322110139334894
Dzięki Internetowi i energii wielu milionów ludzi, którzy napompowali go każdą możliwą wiedzą (i każdą możliwą bzdurą), dostęp do informacji nigdy jeszcze nie był tak łatwy. Dla miejskich drapieżników, właścicieli różnej maści zwierzątek w rodzaju smartfonów i laptopów, niewiedza nie jest dziś źródłem towarzyskiej frustracji. Problemem staje się coś przeciwnego – data flood. Zarzuceni liczbami i faktami, przestajemy ogarniać dostępny dla nas obszar wiedzy. Przeskakując z miejsca na miejsce, pomiędzy kolejnymi kawałkami informacji, ślizgamy się po powierzchni rzeczy, bez szans na uchwycenie istoty zjawisk. Nasz mózg, do tej pory zadziwiająco szybki w kojarzeniu faktów i budowaniu złożonych zależności, właśnie stał się niewydolny. Marzymy więc o jakimś tuningu, zarazem nieco bojąc się konsekwencji…

Naturalnie ścieżki literatury spekulatywnej podążają raczej w stronę cyborgizacji. Już teraz prawie nie rozstajemy się z elektronicznymi przyjaciółmi. I choć działające połączenie ludzkiej tkanki nerwowej z krzemem to nadal pieśń przyszłości, spersonalizowane wszczepki opisywane choćby w „Czarnych oceanach” niewątpliwie kuszą. Jednocześnie pozostaje strach przed zatraceniem się. Coraz częściej eksploruje się wątki związane z zagubieniem w nierzeczywistości, czy to we śnie („Incepcja”), czy przestrzeniach wirtualu („Matrix” lub nawet rodzima „Sala samobójców”). Poprzez te marzenia i koszmary staramy się oswoić z koncepcją, która wydaje się być logiczną konsekwencją rozwoju cywilizacji – utratą biologicznej integralności na rzecz dalszego udoskonalenia gatunku. W tym kontekście „Jestem Bogiem” jest niewinnym snem o tym, by mieć ciastko i zjeść ciastko – zyskać nadprzewodzący mózg dzięki metodom może nie całkiem naturalnym, ale też nie pozbawiającym człowieczeństwa.

I see fifty scenarios

Zapędziliśmy się jednak za daleko w rejony intelektualne – wróćmy do filmu. „Jestem Bogiem” jest dokładnie taki, jak można się spodziewać na podstawie zwiastuna, a to już bardzo duży plus, bo nic mnie tak nie wytrąca z równowagi, jak false advertising. „Limitless” nie wykorzystuje co prawda potencjału tkwiącego w pomyśle, ale za to z brawurą bawi się całą paletą środków wyrazu, zmieniając temperaturę barwową zdjęć, wykorzystując soczewki kontaktowe (dzięki którym oczy bohatera, gdy jest na haju, błyszczą się jak małe niebieskie latarenki), szczodrze i zgrabnie korzystając z efektów komputerowych. Bez zarzutu działa też silnik napędzający akcję a głównego bohatera nietrudno jest polubić, chociaż jego superinteligentne plany na lepszy świat pozostają dla nas tajemnicą, absorbuje go zaś głównie walka o ulubioną (a potem już życiodajną) używkę. A jeśli należycie do fanów Roberta De Niro – przypominam, że on tu jest!

Oczywiście, jak to z filmami o ludziach superinteligentnych bywa, można postawić standardowy zarzut – „Jestem Bogiem” jest za prosty i za przewidywalny. Bohater odnosi co prawda sukcesy i bryluje w towarzystwie, jednak gdy przychodzi co do czego, pakuje się w kabałę z entuzjazmem zdradzającym typowego bohatera kina akcji. Mimo wszystko jestem skłonna wybaczyć tę drobnostkę. Ostatecznie Eddie, jakkolwiek bardzo mądry, nie ma zielonego pojęcia, że tkwi w świecie, którym kierują reguły narracyjne, a nie zasada przyczyny i skutku. Znając zasady konstruowania scenariuszy bez problemu można rozpoznać nadchodzący zakrętas fabuły na długo przed bohaterem. Zatem nie ma rady. Średnio inteligentny, ale w miarę wyrobiony widz, będzie zawsze o krok przed filmowym supermózgiem. Mając tę świadomość, można bawić się jak dziecko nie tylko na „Limitless”. Czego i Wam życzę.


M 46 Bradley Cooper (center) stars in Relativity Media's LIMITLESS. Jestem Bogiem (Limitless, 2011), reż. Neil Burger aaJestem Bogiem (Limitless, 2011), reż. Neil Burger

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>