Mariusz Czernic

James Bond 007 – agent zabójczo skuteczny

James Bond 007 – agent zabójczo skuteczny
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Ian Fleming’s James Bond 007 (1962 – 2012)

Brytyjski agent z licencją na zabijanie walczy z potężnymi organizacjami, na czele których stoją bogacze-szaleńcy, marzący o władzy nad światem. Bond pokonuje przeciwników nie tylko dzięki inteligencji, sprytowi i sprawności fizycznej, ale także dzięki nowoczesnej technologii, przeróżnym gadżetom, szybkim samochodom, często też przy pomocy kobiety. Cały cykl przygód Bonda, składający się z 23 oficjalnych części, to cykl filmów bardzo różnych – dobrych, przeciętnych i kiepskich. W cyklu nie brakuje ironicznego humoru, ale najważniejsza jest akcja – widowiskowa, ale często nieprawdopodobna. W pierwszych filmach serii liczyła się również interesująca intryga szpiegowska, z czasem filmy o Bondzie stały się przesadnie efekciarską parodią kina akcji. W cyklu mogą się podobać egzotyczne krajobrazy różnych krajów świata, różnych kontynentów, znakomita jest także muzyka, szczególnie utwory Johna Barry’ego.

Doktor No
Dr. No (1962 / 110 minut)
reżyseria: Terence Young
scenariusz: Richard Maibaum, Johanna Harwood, Berkely Mather na podst. powieści Iana Fleminga

Dr. No (1962
Film został wówczas zmiażdżony przez krytyków, ale na ostrą krytykę zasługuje druga połowa filmu. Pierwsza godzina jest bardzo dobra i trzyma w napięciu. Najpierw zlikwidowanie agenta i jego sekretarki, potem dziwne wydarzenia typu facet połykający cyjanek, tajemnicza kobieta z aparatem, tarantula w łóżku Jamesa Bonda i pościg samochodowy, kończący się upadkiem w przepaść, co Bond kwituje ironicznym tekstem: „Spieszyli się na pogrzeb”. Z perspektywy czasu widać, że już ten pierwszy film zawiera wiele elementów, które pozostały niezmienne do dzisiaj. Już podczas pierwszego pojawienia się w kasynie główny bohater przedstawia się jako „Bond. James Bond”, po czym spotyka się z szefem, który daje mu niebezpieczne zadanie. Bond otrzymuje swój pierwszy gadżet, którym jest pistolet Walter (wcześniej używał Beretty) i przystępuje do akcji. Musi wyjaśnić zagadkę podwójnego morderstwa na Jamajce, w międzyczasie flirtuje z kobietami, przez jedną zostaje zdradzony, a w końcu wpada na trop tajemniczego doktora No. Od momentu kiedy Bond trafia na wyspę doktora No film zaczyna być kiczowaty, czego dowodem jest chociażby scena, w której kobieta i Murzyn próbują przekonać Bonda, że smok istnieje, kiczowaty jest także cały finał w siedzibie tytułowego bohatera, przypominający tandetne filmy science-fiction z lat 50. o szalonych naukowcach. A na koniec mamy efektowną eksplozję. Mimo wad jest to bardzo dobry film z dobrze poprowadzoną akcją. Film, który przeszedł do historii kina nie tylko jako początek długiego cyklu, ale także jako początek „nowej ery kina akcji”.

Pozdrowienia z Rosji
From Russia With Love (1963 / 115 minut)
reżyseria: Terence Young
scenariusz: Richard Maibaum na podst. powieści Iana Fleminga i adaptacji Johanny Harwood

From Russia With Love (1963
O ile pierwsza część zawierała elementy sensacyjno-fantastyczne, część druga to już czyste kino szpiegowskie z intrygą „zimnowojenną”. Pamięta się pojedynek Seana Connery’ego i Roberta Shawa w pociągu, wielofunkcyjną walizkę Bonda, a także Pedro Armendariza w jego ostatniej roli przed samobójstwem. W tym filmie dowiadujemy się o niejakim Blofeldzie, który na długie lata zostanie stałym i najgroźniejszym wrogiem Bonda. W tym filmie nie widzimy jego twarzy, w następnych filmach grają go różni aktorzy, co może sugerować, że często przechodzi operacje plastyczne, przez co trudniej go schwytać i unieszkodliwić. Świetny jest pomysł, aby zamiast Blofelda pokazywać jego kota, niezły jest też pomysł z prologu – „efekt maski” wykorzystany później we wszystkich kinowych częściach Mission: Impossible. Wzorowe kino szpiegowskie ze świetnie poprowadzoną intrygą. Świetny klimat, wredne czarne charaktery, dobra akcja, nie brakuje też efektownej eksplozji pod koniec. Wyraźna poprawa w stosunku do poprzedniej części, reżyser Terence Young wyciągnął wnioski i zrobił lepszy film. Chociaż są też niezbyt udane sceny, jak ta w obozie cygańskim.

Goldfinger
(1964 / 110 minut)
reżyseria: Guy Hamilton
scenariusz: Richard Maibaum, Paul Dehn na podst. powieści Iana Fleminga

Goldfinger
Chociaż Terence Young radził sobie całkiem nieźle, zmieniono reżysera licząc, że wprowadzi istotne zmiany, które mogą wyjść filmowi na dobre. Jednak Goldfinger jest lepszy przede wszystkim dlatego, że czarny charakter, tytułowy Goldfinger, jest bardzo wyrazistą postacią. Kultowa jest scena, w której Bond znajdujący się w niebezpiecznej sytuacji pyta: „Spodziewa się pan, że będę mówił”, a Goldfinger odpowiada: „Spodziewam się, że pan umrze”. Oczywiście wiadomo, że Bond nie może umrzeć, bo nie byłoby filmu, ale mimo tego iż Goldfinger go nie zabije, daje mu do zrozumienia, że z nim nie ma żartów. Już na samym początku (nie licząc ‚wstrząsającego’ prologu) Goldfinger pokazuje do czego jest zdolny. Czy to gra w karty, czy w golfa zawsze oszukuje, by jak najwięcej zarobić, a nielojalnych pracowników zabija w okrutny sposób (złota farba, spotkanie z prasą). Nie jest on oczywiście jedynym groźnym przeciwnikiem w tym odcinku – jest jeszcze pewien groźnie wyglądający niemy Azjata ze swoim zabójczym kapeluszem. Dynamiczna i efektowna akcja, zimne blondynki, niesympatyczni i źli przeciwnicy oraz bajerancki Aston Martin z katapultą w siedzeniu i innymi gadżetami. O ile w poprzednich filmach można było znaleźć nieudane sceny, to Goldfinger jest niemal doskonały – więc może jednak zmiana reżysera przyniosła oczekiwany skutek.

Operacja Piorun
Thunderball (1965 / 130 minut)
reżyseria: Terence Young
scenariusz: Richard Maibaum, John Hopkins na podst. oryginalnego scenariusza Jacka Whittinghama i oryginalnej fabuły Kevina McClory’ego, Jacka Whittinghama i Iana Fleminga

Thunderball (1965
Odcinek wyróżniający się tym, że spora część akcji rozgrywa się pod wodą – te sceny realizowała oddzielna ekipa specjalizująca się w kręceniu zdjęć podwodnych. Nie wiadomo czy Guy Hamilton się nie sprawdził na stołku reżysera, czy tak jakoś wyszło, że na stanowisko powrócił Terence Young. Ale i tak najlepsze sceny nakręcił Ricou Browning, reżyser sekwencji podwodnych. Niektórzy zarzucają filmowi, że liczne podwodne sceny zwalniają tempo, ale ja tak nie uważam. Bardzo podobał mi się ten odcinek, fabuła jest ciekawa i trochę nietypowa. Autorem pomysłu nie był Ian Fleming tylko niejaki Kevin McClory, przez co możliwy był remake tego filmu, Never Say Never Again w 1983 roku, nie zaliczany do oficjalnego cyklu. Operacja ‚Piorun’ już w prologu ma świetną akcję, a potem jest jeszcze ciekawiej, nie brakuje także humoru. Jest ciekawa intryga szpiegowska, kobiety w dążeniu do celu bywają podstępne, a przestępcy nawet z jednym okiem są niebezpieczni. Film przekonuje, że pływanie z rekinami nie jest tak straszne jak spotkanie z mordercą, a harpun nie powinien służyć tylko do polowania na duże zwierzęta morskie. Są też w filmie chybione pomysły, np. scena zabicia agentki Widma, Fiony Volpe, jest kiepsko pomyślana i zrealizowana.

Żyje się tylko dwa razy
You Only Live Twice (1967 / 117 minut)
reżyseria: Lewis Gilbert
scenariusz: Roald Dahl na podst. powieści Iana Fleminga; materiały dodatkowe – Harold Jack Bloom

You Only Live Twice (1967
Każdy bohater kina akcji żyje co najmniej dwa razy, Bond nie jest wyjątkiem. Swoje drugie życie przeżywa w Japonii, gdzie wykonuje tajne zadanie, mające na celu zapobiec III wojnie światowej. Konflikt zbrojny zamierza wywołać niejaki Blofeld z organizacji Widmo. Napięcie jest tym większe, kiedy wiemy, że Blofeld pojawi się także w kolejnych filmach cyklu. W związku z tym zagrożenie nie zostanie całkiem wyeliminowane. Trop prowadzi do pewnego wygasłego wulkanu, gdzie rozegra się kulminacyjna scena. Z filmu pamięta się scenę akcji z udziałem śmigłowca wyposażonego w gadżety i broń (można to uznać za pierwowzór helikopterów Blue Thunder i Airwolf z filmów lat 80.). To także film, w którym po raz pierwszy poznajemy osobiście szefa organizacji Widmo, Blofelda o ptasim wyglądzie Donalda Pleasence’a. Film, mimo wielu akcji, nie dostarcza takich emocji jak poprzednie części cyklu. Trudno zrozumieć, dlaczego w tamtych czasach tak obawiano się Rosjan oraz tego, że zdobytą broń będą chcieli użyć przeciwko USA. Ale ten lęk przed wojną amerykańsko-sowiecką widać w wielu filmach, nie tylko w tym.

W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości
On Her Majesty’s Secret Service (1969 / 142 minuty)
reżyseria: Peter Hunt
scenariusz: Richard Maibaum na podst. powieści Iana Fleminga; dodatkowe dialogi – Simon Raven

 James Bond 50 ans

W poprzednim filmie Bond ożenił się z Japonką na niby, dla dobra misji. Tym razem żeni się z miłości, a jego wybranką jest niezbyt atrakcyjna hrabina. Przeciwnicy Bonda nie dadzą mu jednak spokoju – póki żyje Blofeld agent 007 nie może liczyć na szczęśliwe życie rodzinne i musi oglądać się za siebie. Blofeld wygląda już nieco inaczej, jak Telly Savalas, ale Bond także jest inny, mniej charyzmatyczny – Seana Connery’ego jednorazowo zastąpił George Lazenby. Sporo jest tu bzdurnych momentów, a z ekranu wieje nudą i nie pomagają ani efektowna kulminacja w Alpach Szwajcarskich ani nietypowe zakończenie.

Diamenty są wieczne
Diamonds Are Forever (1971 / 120 minut)
reżyseria: Guy Hamilton
scenariusz: Richard Maibaum, Tom Mankiewicz na podst. powieści Iana Fleminga

Diamonds Are Forever (1971
Odwieczny wróg Bonda, Ernst Stavro Blofeld, po raz kolejny próbuje namieszać, natomiast agent 007 próbuje go powstrzymać. Motywacja brytyjskiego agenta jest jednak inna – już nie chodzi tylko o powstrzymanie konfliktu na wielką skalę, ale chodzi także o osobistą zemstę. W poprzednim filmie serii Blofeld zabił żonę Bonda, stało się to pod nieobecność Connery’ego – trudno więc uwierzyć, że Bond Connery’ego miał kiedykolwiek żonę. Jill St. John w roli partnerki Bonda jest irytująca, nowy odtwórca Blofelda także pozbawiony charyzmy, a scenariusz nie jest do końca przemyślany. W filmie jest scena, w której Bond wjeżdża w wąski fragment ślepej uliczki na dwóch prawych kołach, a wyjeżdża na lewych. Albo jest to po prostu wpadka, albo ironiczne stwierdzenie, że Bond potrafi dokonywać cudów. Jednak najbardziej z filmu pamięta się piosenkę tytułową w wykonaniu Shirley Bassey oraz scenę ze skorpionem wrzuconym za koszulę przez parę homoseksualistów-morderców.

Żyj i pozwól umrzeć
Live and Let Die (1973 / 121 minut)
reżyseria: Guy Hamilton
scenariusz: Tom Mankiewicz na podst. powieści Iana Fleminga

Live and Let Die (1973
Początek jest prosty, ale zrealizowany w sposób bardzo intrygujący, klimatyczny – w tajemniczych okolicznościach giną trzej agenci. Po tym prologu słyszymy znakomitą piosenkę Paula McCartneya, która wprowadza nas w klimat. Niestety w dalszej części filmu mamy do czynienia z fabułą związaną z magią voodoo, która zupełnie nie angażuje widza. Bond jak zwykle pozwala umrzeć swoim wrogom, sam korzysta z życia flirtując z kobietami. Debiut Jane Seymour od razu w głównej roli kobiecej jest średnio udany, ale scenariusz nie dawał jej dużego pola do popisu. Roger Moore sam powiedział – „moja metoda aktorska: podnieść lewą brew, potem prawą” – i to w filmie wyraźnie widać. Chociaż zagrał Bonda aż 7 razy uważam, że nie nadawał się do tej roli. Tylko sceny akcji są w stanie uratować nie tylko ten film, ale też inne z udziałem Rogera Moore’a.

Człowiek ze złotym pistoletem
The Man with the Golden Gun (1974 / 125 minut)
reżyseria: Guy Hamilton
scenariusz: Richard Maibaum, Tom Mankiewicz na podst. powieści Iana Fleminga

The Man with the Golden Gun (1974
Trudno uwierzyć, że twórca Goldfingera zrobił aż trzy słabe filmy o Bondzie. Ten również nie zachwyca, więc dobrze, że później zmieniono reżysera. Jednak Christopher Lee idealnie pasuje do roli przeciwnika Bonda i dla tej roli warto film obejrzeć. Podobnie jak w Żyj i pozwól umrzeć Clifton James gra rolę szeryfa J.W. Peppera, dostarczając przy tym humoru. Film jest jednak zbyt groteskowy – bliżej mu do parodii, a nie prawdziwego filmu akcji. Złoty pistolet Scaramangi jest cenną bronią, ale nie pokona Waltera PPK w rękach Bonda. Niestety ten pojedynek strzelców pozbawiony jest emocji. Za to pomysłowa i dobrze wykonana jest scena skoku samochodu, przewrotki w locie i upadku na cztery koła.

Szpieg, który mnie kochał
The Spy Who Loved Me (1977 / 125 minut)
reżyseria: Lewis Gilbert
scenariusz: Christopher Wood, Richard Maibaum na motywach powieści Iana Fleminga

The Spy Who Loved Me (1977
Najlepszy film z Rogerem Moore’em w roli Bonda. Ciekawe miejsca akcji, interesująca postać kobieca, bezwzględni przeciwnicy, z których wyróżnia się olbrzym o stalowych szczękach oraz znakomita muzyka i piosenka Nobody Does It Better. Przede wszystkim zaś akcja jest dynamiczna, wciągająca i efektowna. Wiele elementów wskazuje, że tytułowym szpiegiem jest agent zabity przez Bonda w prologu. Twórcy filmu sugerują inne rozwiązanie – w Bondzie zakochuje się radziecka agentka Ania Amasowa (w tej roli Barbara Bach). W każdym razie nie jest to film o miłości, tylko o agentach wykonujących niebezpieczną misję. Nie pierwszy i nie ostatni raz agent brytyjski pracuje z agentką radziecką, co jest poniekąd próbą pojednania Wschodu z Zachodem, a co za tym idzie ZSRR i USA.

Moonraker
(1979 / 126 minut)
reżyseria: Lewis Gilbert
scenariusz: Christopher Wood na podst. powieści Iana Fleminga

Moonraker
Na końcu filmu Szpieg, który mnie kochał jest napis „James Bond powróci w filmie Tylko dla twoich oczu”, ponieważ ten film był już w planach. Jednak sukces Gwiezdnych wojen sprawił, że producenci postanowili umieścić Bonda w kosmosie. Powstał film Moonraker, którego atrakcją miały być „kosmiczne” efekty specjalne. Pierwszą część filmu rozgrywającą się m.in. w Wenecji i Brazylii ogląda się dobrze, powraca olbrzym ze stalową szczęką i jest całkiem efektownie i dynamicznie. Jednak kiedy akcja przenosi się na prom kosmiczny Moonraker film staje się kiczowaty i pozbawiony emocji, w dodatku wspomniany olbrzym przechodzi zupełnie nieprzekonującą przemianę.

Tylko dla twoich oczu
For Your Eyes Only (1981 / 127 minut)
reżyseria: John Glen
scenariusz: Richard Maibaum, Michael G. Wilson na podst. opowiadań Iana Fleminga For Your Eyes Only i Risico

For Your Eyes Only (1981
W prologu zostaje ostatecznie pokonany Blofeld, ale to wcale nie oznacza, że całe zło zostało unicestwione. Pojawiają się nowi przeciwnicy, a Bond wcale nie myśli o przejściu na emeryturę. Prolog jest kiepski, ale po czołówce występuje już solidna porcja rozrywki i emocji. Film oprócz efektownych scen akcji posiada też napięcie, polegające na tym, że od początku nie wiadomo kto jest czarnym charakterem (Kristatos czy Colombo). Z filmu pamięta się chociażby sceny kaskaderskie we włoskim kurorcie narciarskim. Bond trenuje sporty zimowe i letnie: narciarstwo, nurkowanie i wspinaczkę wysokogórską. Znalazło się miejsce na znakomitą scenę pościgu samochodowego wąskimi uliczkami Hiszpanii – Bond ucieka z dziewczyną żółtym Citroenem. Żywa i dynamiczna akcja, interesująca fabuła z motywem zemsty i zaskakującymi zwrotami akcji oraz piękne plenery od Grecji, poprzez Hiszpanię i Włochy, na wyspie Korfu kończąc.

Ośmiorniczka
Octopussy (1983 / 131 minut)
reżyseria: John Glen
scenariusz: George MacDonald Fraser, Richard Maibaum, Michael G. Wilson na podst. opowiadań Iana Fleminga Octopussy i The Property of a Lady

Octopussy (1983
Największą zaletą filmu jest piosenka Johna Barry’ego All Time High w wykonaniu Rity Coolidge. Film zaś jest bardzo nierówny – zdarzają się zabawne sceny („ostatnio jajka zdrożały”), nie brakuje jednak scen żenujących (Bond w przebraniu klowna, scena w dżungli, w której Bond mówi do tygrysa „Siad!”, a do węża – „Spełznij!”). Są w filmie oryginalne pomysły (pościg za pociągiem samochodem na felgach, Bond w przebraniu … krokodyla), są próby trzymania widza w napięciu (rozbrajanie bomby), występują baśniowe postacie i miejsca (afgański książę, indyjski pałac), a także egzotyczne scenerie (Kuba, Indie). Przede wszystkim jest dynamiczna akcja i sporo scen kaskaderskich, ale nie ratują one filmu, bo scenariusz jest infantylny i nieprzemyślany.

Zabójczy widok
A View to a Kill (1985 / 131 minut)
reżyseria: John Glen
scenariusz: Richard Maibaum, Michael G. Wilson na podst. opowiadania Iana Fleminga From A View to a Kill

A View to a Kill (1985
Ostatni film z Rogerem Moore’em w roli agenta 007. W roli jego przeciwnika Christopher Walken – mimo że znakomicie wcielił się w postać wrednego czarnego charakteru nie uratował tego filmu. Stary i znudzony rolą Roger Moore, ładna, ale jednak irytująca, Tanya Roberts oraz beznadziejna fabuła i kiepsko wykonane sekwencje akcji (np. jazda wozem strażackim oraz finał na moście Golden Gate) składają się na kino infantylne, kiczowate, tandetne, z minimalną ilością dobrych pomysłów. Do tych lepszych pomysłów zaliczyłbym jazdę konną z przeszkodami oraz scenę, w której Bond mówi do taksówkarza „Za tym spadochronem!”. Ogólne wrażenie jednak negatywne.

W obliczu śmierci
The Living Daylights (1987 / 130 minut)
reżyseria: John Glen
scenariusz: Richard Maibaum, Michael G. Wilson

The Living Daylights (1987
Wraz ze zmianą aktora z Rogera Moore’a na Timothy Daltona zmienia się konwencja cyklu na bardziej poważną. A co najważniejsze zmienia się na lepsze. Fabuła wciąga i zaskakuje, bohaterowie są nieprzewidywalni, sceny akcji bardzo dobre. Przyzwoite kino szpiegowskie z ciekawą intrygą, nawiązującą poniekąd do radzieckiej interwencji w Afganistanie. Dalton w roli Bonda ma bardziej realistycznych przeciwników, w tym filmie są to handlarze bronią, w następnym – handlarze narkotyków.

Licencja na zabijanie
Licence to Kill (1989 / 133 minuty)
reżyseria: John Glen
scenariusz: Michael G. Wilson, Richard Maibaum

Licence to Kill (1989
Film wyróżnia się dużą dawką brutalnej przemocy. Konflikt z potentatem narkotykowym kończy się tragicznie dla przyjaciela Bonda, agenta CIA Felixa Leitera i jego nowo poślubionej żony. Schwytanie i zabicie morderców jest dla Bonda sprawą osobistą, co powoduje, że jego szef zabiera mu licencję na zabijanie i odsuwa od sprawy. Agent 007 musi działać na własną rękę. Mocny i efektowny film z dobrą akcją, chociaż przegięciem jest scena z Tirem. James Bond nawet pozbawiony licencji na zabijanie jest bezwzględny. Nawet ogarnięty myślą o zemście potrafi trzeźwo myśleć i działać rozsądnie.

GoldenEye – Złote Oko
GoldenEye (1995 / 130 minut)
reżyseria: Martin Campbell
scenariusz: Jeffrey Caine, Bruce Feirstein na podst. fabuły Michaela France’a

GoldenEye (1995
Pierce Brosnan idealnie wpasował się w garnitur agenta 007, zaś aktorstwo to dość mocny atut tego filmu – obok Brosnana także Sean Bean, Iza Scorupco i Famke Janssen stworzyli interesujące, wyraziste postacie. No i Judi Dench jako szefowa ‚M’ także zapada w pamięć. Prolog jest bardzo naciągany, wiele jednak mówi o tym, że jest to powrót do bardziej komiksowej wizji pracy agentów (Bond jedzie na motocyklu, po czym … łapie samolot w locie). Jak przetrwamy ten początek jesteśmy już w stanie przełknąć każdą filmową bzdurę. Scena z czołgiem może się wydawać niezamierzenie zabawna, to jednak spora ilość ironicznego humoru w filmie sprawia, że nawet przesadnie efekciarskie pomysły idealnie tu pasują. Aktorzy grają z dystansem, a reżyser i scenarzyści nie udają, że to tylko rozrywka.

Jutro nie umiera nigdy
Tomorrow Never Dies (1997 / 119 minut)
reżyseria: Roger Spottiswoode
scenariusz: Bruce Feirstein

Tomorrow Never Dies (1997
Film zawiera mistrzowsko skonstruowane sceny, błyskotliwe dialogi oraz świetny bajerancki gadżet – telefon, za pomocą którego można sterować samochodem marki BMW. Nie brakuje akcji, kaskaderskich popisów i kung fu, ze względu na udział azjatyckiej gwiazdy – Michelle Yeoh. Ucieczka na motocyklu, skok z wieżowca i sceny z samochodem pełnym gadżetów to tylko niektóre zapadające w pamięć sceny akcji. A motyw z gazetą opisującą jutrzejsze wydarzenia jest bardzo aktualny w czasach, kiedy gazety walczą o wyłączność i pierwszeństwo.

Świat to za mało
The World Is Not Enough (1999 / 128 minut)
reżyseria: Michael Apted
scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, Bruce Feirstein na podst. fabuły Neala Purvisa i Roberta Wade’a

James Bond 50 ans
Z tego filmu pamięta się przede wszystkim świetną kreację aktorską Sophie Marceau – jest ona przekonująca jako pełna uroku, ale jednak podstępna i okrutna kobieta, która nawet w obliczu śmierci zachowuje zimną krew i trwa przy swoich przekonaniach. James Bond chociaż jest dżentelmenem nie zawaha się jej zabić, kiedy uzna to za konieczne. Niestety, film nie prezentuje już nic więcej ponad to, co już wcześniej widzieliśmy, a Denise Richards jest tu irytująca i bezbarwna.

Śmierć nadejdzie jutro
Die Another Day (2002 / 133 minuty)
reżyseria: Lee Tamahori
scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade

Die Another Day (2002
Przezabawna jest scena, w której ‚R’ (następca specjalisty od gadżetów ‚Q’) pokazuje Bondowi niewidzialny samochód. Scena ta sugeruje, że mamy do czynienia z jednej strony z parodią cyklu, z drugiej zaś strony – z fantastyczną bajką. W dalszej części obserwujemy wiele nawiązań do poprzednich filmów, co można uznać jako hołd na 40-lecie kariery agenta 007 lub też jako brak konkretnych pomysłów na rozwinięcie tej kultowej postaci. Sceny akcji mają potencjał, ale został on zmarnowany (przesadnie efekciarski pojedynek na szpady). W dodatku idiotyczny jest pomysł z Koreańczykiem w ciele Anglika – to zapewne nawiązanie do beznadziejnego pomysłu z Doktora No, w którym Chińczyka grał Kanadyjczyk. Plusem jest kreacja Rosamund Pike w roli zimnej blondynki.

Casino Royale
(2006 / 144 minuty)
reżyseria: Martin Campbell
scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, Paul Haggis na podst. powieści Iana Fleminga

Casino Royale
Po czterech filmach z Brosnanem przyszedł czas na kolejną podmianę obsadową. Angielski aktor Daniel Craig stał się kolejnym agentem brytyjskiego wywiadu, który przyjął numer 007, oznaczający że jest siódmą osobą w państwie, która ma prawo zabijać wrogów swojego kraju. Wspólnie z Vesper Lynd (w tej roli Eva Green) próbuje rozpracować groźnego przestępcę, a kulminacyjna rozgrywka, na którą składają się prawdziwa wojna nerwów, szczęście (lub jego brak) w kartach i umiejętność blefowania, odbędzie się w tytułowym kasynie. Pełne napięcia kino sensacyjne z widowiskowymi scenami akcji (pościg na Madagaskarze), dobrą grą aktorską Craiga i Green oraz ciekawie wplecionymi charakterystycznymi motywami serii (jak martini wstrząśnięte nie zmieszane lub też nieśmiertelna kwestia „My Name is Bond. James Bond”).

Quantum of Solace
(2008 / 106 minut)
reżyseria: Marc Forster
scenariusz: Paul Haggis, Neal Purvis, Robert Wade

Quantum of Solace
Z poprzednich filmów wiemy, że jak Bond jest wściekły i żądny zemsty to nadużywa licencji na zabijanie i najlepiej zejść mu z drogi. W interpretacji Daniela Craiga agent 007 jest pozbawioną poczucia humoru „maszynką do zabijania”, nie romansuje z kobietami i stał się kimś zupełnie innym. Sceny akcji są mechaniczne i pozbawione inwencji. To już nie jest zabawa w agentów tylko poważna próba stworzenia kina akcji na miarę XXI wieku w stylu przygód Jasona Bourne’a – próba, moim zdaniem, nieudana. Po obejrzeniu filmu szybko się o nim zapomina i już nie czeka się z niecierpliwością na kolejny film cyklu.

Skyfall
(2012 / 143 minuty)
reżyseria: Sam Mendes
scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, John Logan

Skyfall
Poprzedni film cyklu można uznać za drobne potknięcie, które może się zdarzyć każdemu, bo jak przekonuje Sam Mendes – z przygód agenta 007 można jeszcze wiele wycisnąć i można jeszcze fanów serii pozytywnie zaskoczyć. Ciekawą rolę w tej opowieści pełni tytułowe Skyfall (posiadłość w Szkocji), a napięcie podkręcane jest stopniowo przez nieodłączne w tym gatunku sceny akcji – efektowne, pełne brawury i zaskakujących zwrotów. Daniel Craig całkiem nieźle radzi sobie z rolą, nie można również nic złego powiedzieć o Judi Dench, której postać o kryptonimie M awansuje na pierwszoplanową bohaterkę, usuwając w cień młode i ładne dziewczyny, jakie były nieodłącznym elementem cyklu. Film bywa przewrotny oraz w sposób ironiczny i pomysłowy korzysta z czynników kojarzących się z przygodami Jamesa Bonda.

Nieoficjalne części cyklu

Casino Royale
(1967 / 131 minut)
reżyseria: John Huston (sceny w domu Jamesa Bonda i w szkockim zamku), Val Guest (sceny z Woody’m Allenem i dodatkowe sekwencje z Davidem Nivenem), Kenneth Hughes (sceny w Berlinie), Robert Parrish (sceny z Peterem Sellersem i Orsonem Wellesem), Joseph McGrath (sceny z Peterem Sellersem, Ursulą Andress i Orsonem Wellesem)
scenariusz: Wolf Mankowitz, John Law, Michael Sayers na motywach powieści Iana Fleminga

Casino Royale a
Pięciu reżyserów, z Johnem Hustonem na czele, może sugerować, że mamy do czynienia z epizodyczną konstrukcją, a więc każdy z reżyserów pracował oddzielnie. Chociaż film ten opowiada raczej jednowątkową historię o przygodach brytyjskiego agenta to podzielony jest na epizody, zrealizowane w różnym stylu. Fabuła zainspirowana powieścią Iana Fleminga jest pretekstem do sparodiowania pierwszych czterech filmów o Bondzie. W filmie są zwariowane sytuacje, które wskazują, że to komedia, ale niestety dowcipy są nieśmieszne i pozbawione uroku, by nie powiedzieć żenujące. John Huston nie był specjalistą od komedii i zdarzały mu się wpadki, ale trudno uwierzyć, że w ten projekt zaangażowali się aktorzy, tacy jak Peter Sellers, Orson Welles i David Niven. Jedyne co w filmie zasługuje na uwagę to muzyka Burta Bacharacha.

Nigdy nie mów nigdy
Never Say Never Again (1983 / 134 minuty)
reżyseria: Irvin Kershner
scenariusz: Lorenzo Semple Jr. na podst. fabuły Kevina McClory’ego, Jacka Whittinghama i Iana Fleminga

Never Say Never Again (1983
Sean Connery powrócił do roli Bonda w nieoficjalnej części cyklu, będącej poniekąd remake’em Operacji ‚Piorun’. Wytwórnia Eon posiadała prawa do powieści Fleminga i postaci Bonda, jednak autorem Operacji ‚Piorun’ był niejaki Kevin McClory i dzięki temu realizacja tego remake’u była możliwa. Film zawiera zabawne momenty i wartką akcję, lecz trudno ten film zaliczyć do udanych. Chociaż w tamtych latach Bond znany był pod postacią Rogera Moore’a to powracający w tej roli Sean Connery pokazał, że to on jest prawdziwym Bondem. Mimo podeszłego wieku aktor nie stracił charyzmy i nie powinno nikomu przeszkadzać, że flirtuje z młodszą o 23 lata Kim Basinger. Niestety, film okazuje się nudną, bezmyślną i przewidywalną ramotką. Sean Connery otrzymał nauczkę, aby bardziej starannie wybierać role – przekonał się, że ważniejszy jest scenariusz, a nie milionowe honorarium.

Na koniec wyliczanki.
10 najlepszych filmów serii:
1. Skyfall (2012), reż. Sam Mendes
2. Casino Royale (2006), reż. Martin Campbell
3. Goldfinger (1964), reż. Guy Hamilton
4. Operacja ‚Piorun’ (Thunderball, 1965), reż. Terence Young
5. Szpieg, który mnie kochał (The Spy Who Loved Me, 1977), reż. Lewis Gilbert
6. Tylko dla twoich oczu (For Your Eyes Only, 1981), reż. John Glen
7. GoldenEye – Złote Oko (GoldenEye, 1995), reż. Martin Campbell
8. Jutro nie umiera nigdy (Tomorrow Never Dies, 1997), reż. Roger Spottiswoode
9. W obliczu śmierci (The Living Daylights, 1987), reż. John Glen
10. Licencja na zabijanie (Licence to Kill, 1989), reż. John Glen

Najciekawsze dziewczyny Bonda:
1. Natalya Simonova (Izabella Scorupco), GoldenEye – Złote Oko
2. Vesper Lynd (Eva Green), Casino Royale
3. Major Anya Amasova / Agent XXX (Barbara Bach), Szpieg, który mnie kochał
4. Elektra King (Sophie Marceau), Świat to za mało
5. Domino Derval (Claudine Auger), Operacja ‚Piorun’
6. Pam Bouvier (Carey Lowell), Licencja na zabijanie
7. Miranda Frost (Rosamund Pike), Śmierć nadejdzie jutro
8. Melina Havelock (Carole Bouquet), Tylko dla twoich oczu
9. Wai Lin (Michelle Yeoh), Jutro nie umiera nigdy
10. Corinne Dufour (Corinne Cléry), Moonraker

Odtwórcy roli agenta 007 (w kolejności od najlepszego):
001 Sean Connery
002 Pierce Brosnan
003 Timothy Dalton
004 Roger Moore
005 Daniel Craig
006 George Lazenby

(Visited 134 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>