Agata Malinowska

Jak zostać królem / The King’s Speech (Tom Hooper, 2010)

Jak zostać królem / The King’s Speech (Tom Hooper, 2010)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Na dobranoc Bertie opowiada swoim córkom bajkę o ojcu dwóch księżniczek zaklętym w pingwina. „… i wiecie, w co się zamienił, gdy księżniczki go pocałowały?” „W księcia!” – przekrzykują się dziewczynki. „W albatrosa” – odpowiada spokojnie Bertie. Fucha księcia nie poraża go atrakcyjnością. Ostatecznie zna to wszystko z autopsji – nosi nazwisko Windsor i jest drugi w kolejności do tronu Wielkiej Brytanii.

Bertie, czyli Albert Fryderyk Artur Jerzy Windsor, to wrażliwy, wycofany mężczyzna, dla którego publiczne wystąpienia są prawdziwą męką – jest bowiem jąkałą. I choć próbowało mu pomagać już wielu renomowanych specjalistów, jego problem nie zmniejszył się ani na jotę. A czas nagli. Jerzy V, ojciec Alberta, jest chory, a starszy brat pozostaje w nieformalnym związku z dwukrotną rozwódką, której poślubienie może być nie do pogodzenia z godnością królewskiego stanowiska. Jąkała czy nie, Bertie musi liczyć się z koniecznością objęcia tronu i częstych wystąpień za pośrednictwem nowego wynalazku – radia. Lionel Logue, ekscentryczny australijski spec od wad wymowy, staje się dla księcia ostatnią deską ratunku.

Tak zaczyna się dwugodzinna niemal opowieść o przyjaźni króla Jerzego VI z człowiekiem z gminu i o najeżonej trudnościami drodze do wielkości. By zostać prawdziwym przywódcą narodu, Albert musi nie tylko poradzić sobie z wadą wymowy. Musi też uwierzyć, że potrafi należycie sprawować stanowisko. Wszystko to na tle Wielkiej Historii. Nadchodząca wielkimi krokami II Wojna Światowa to poniekąd także konfrontacja oratorska – Hitler słynie na całą Europę ze swoich świetnych mów, budzących frenetyczną reakcję słuchaczy. Albert, jak dotąd, wręcz przeciwnie.

Nie jest to film, który można zepsuć zbyt szczegółową recenzją. Wiadomo mniej więcej, jak ta przygoda musi się zakończyć, by stało się zadość zamiłowaniom publiczności, która nagrodziła „Jak zostać królem” na festiwalu w Toronto. W najgorszym wypadku można zajrzeć do działu historycznego w Wikipedii. Nie zaskoczenie jest zatem główną atrakcją tego po angielsku statecznego filmu. Jest nią aktorstwo. Geoffrey Rush, grający australijskiego logopedę, stworzył postać ciepłą i zabawną, która bardzo ciekawie kontrastuje z osobą nieśmiałego, pełnego kompleksów księcia.

Natomiast Colin Firth, czyli Bertie, we wspaniały sposób potwierdził klasę zaprezentowaną w „Samotnym mężczyźnie”. Historyjka o królu-jąkale balansuje na granicy błahostki. Gdyby nie doskonała wiarygodność głównej roli, być może nawet by ją przekroczyła. Jednak autoironiczne poczucie humoru Alberta, jego skrytość, serdeczna miłość do żony i dzieci, wreszcie prozaiczny wysiłek człowieka, który pragnie spełnić swoje obowiązki najlepiej jak potrafi, nie pozwalają na emocjonalny dystans. Jerzy VI to zwykły człowiek, ale taki, którego nie sposób nie polubić lub chociaż mu nie współczuć.

Nie można też pominąć ról drugoplanowych. Helena Bonham Carter, odstępując na moment od ról furiatek i złowrogich kucharek, wdzięcznie partneruje Albertowi jako żona. Dobrze prezentuje się także Guy Pearce jako starszy brat księcia – pantoflarz chodzący na pasku amerykańskiej uwodzicielki. Odstaje jedynie Timothy Spall jako groteskowa, kojarząca się nieco z buldogiem, wersja Winstona Churchilla. Atutem są dobrze napisane, żywe i zabawne dialogi, które dodają wigoru nawet najbardziej flegmatycznym postaciom. Realizacji nie sposób zarzucić wiele. Chociaż nie jest bardzo finezyjna, to zachowuje jednolity styl a na zdjęcia przyjemnie jest popatrzeć. Miłym akcentem jest pojawiająca się tu i ówdzie muzyka klasyczna, podkreślająca staromodny klimat.

Czy film Hoopera, faworyt Złotych Globów, ma duże szanse w wyścigu po tegoroczne nagrody? Nie jest to dzieło oszałamiające i błyskotliwe realizacyjnie, jak „The Social Network” lub „Incepcja”. Wątpliwe zatem, by otrzymało główną nagrodę lub wyróżnienie za reżyserię lub scenariusz. Z pewnością jednak można postawić jakieś pieniądze na Colina Firtha, któremu w zeszłym roku sprzed nosa sprzątnął Oscara Jeff Bridges. Dla tej wybitnej aktorskiej kreacji warto wybrać się do kina, zanurzyć się w dostojnej, krzepiącej, niedzisiejszej atmosferze i dowiedzieć się, jak zostaje się królem.

The King's Speech aa The King's Speech aThe King's Speech aaa

(Visited 10 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>