Mariusz Czernic

Ip Man – tryptyk chiński

Ip Man – tryptyk chiński
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Pewnie każdy, kto ogląda filmy sztuk walki zastanawia się, który styl walki jest najlepszy i najbardziej skuteczny. Gdyby naprzeciwko siebie stanęli mistrz kung fu i mistrz karate, to który z nich wyszedłby zwycięsko z tego pojedynku? Chociaż filmy martial arts, realizowane głównie w Hongkongu to produkcje typowo rozrywkowe, służące zaprezentowaniu widowiskowych sekwencji akcji, to jednak wiele najpopularniejszych filmów tego gatunku przedstawia pewien wycinek z historii Chin, przy okazji pokazując wyczyny autentycznych postaci, z których najpopularniejszy i najczęściej pokazywany na ekranie to Wong Fei-hung.

Niedawno popularną postacią stał się mistrz Wing Chun, Ip Man, dzięki zapoczątkowanej przez Wilsona Yipa trylogii, odkrywającej przed widzami trzy etapy życia bohatera. Powstały trzy bardzo dobre filmy, będące jednocześnie widowiskiem pełnym akcji i brutalnych walk oraz biografią chińskiego bohatera, który uczył m.in. Bruce’a Lee. Choreografią walk zajął się m.in. Sammo Hung, który po śmierci Bruce’a Lee stał się głównym popularyzatorem „stylu pięknej wiosny”, który z chińskiego nazywa się Wing Chun (poświęcił tej sztuce walki kilka swoich filmów z przełomu lat 70-tych i 80-tych). Ten styl walki wymyśliła mniszka z klasztoru Shaolin, Ng Mui, zaś nazwa wywodzi się od nazwiska jej najlepszej uczennicy, Yim Wing Chun.

Ip Man
Yip Man (2008 / 106 minut)
reżyseria: Wilson Yip Wai Shun
choreografia walk: Sammo Hung Kam Bo, Tony Leung Siu Hung

1

Tytułowego bohatera od razu poznajemy jako mistrza kung fu w swoim rodzinnym mieście Foshan w Chinach. Ma on żonę i syna, ale nie ma dla nich zbyt wiele czasu, bo zajęty jest nauczaniem kung fu. Ponadto w mieście pojawia się jakiś postrzeleniec, który zamierza pokonać wszystkich tutejszych mistrzów. Irytuje swoim zachowaniem, arogancją i zuchwalstwem, by wkrótce dostać nauczkę od Ip Mana. To początek historii, mający pokazać tytułowego bohatera jako szlachetnego człowieka i niepokonanego mistrza. Wkrótce jego życie gwałtownie ulegnie zmianie z powodu trwającej 8 lat wojny chińsko-japońskiej (1937-45). Scena, w której Ip Man pokonuje 10-ciu japońskich karateków pokazuje, jak bardzo pod wpływem wojny zmienił się jego charakter – ze spokojnego i cierpliwego męża i ojca przeobraził się gwałtownie w rozjuszonego i bezlitosnego wojownika.

Znajdziemy w tym filmie liczne sceny walki, perfekcyjnie wykonane, doskonale wyreżyserowane przez Sammo Hunga i Tony’ego Leunga – tego drugiego nie należy mylić z aktorem Tonym Leungiem, znanym z filmów Wong Kar Waia. Mocną stroną jest aktorstwo pierwszoplanowego wykonawcy Donniego Yena, który wiarygodnie odgrywa zarówno ten pozorny spokój, skromność i łagodny charakter, ukryte pod delikatnym uśmiechem, jak i wychodzące na wierzch negatywne emocje, ujawniające się przed Japończykami. Twórcy zadbali też o odpowiednią oprawę wizualną, by lata 30. i 40. XX wieku wyglądały w miarę przekonująco, a japoński kompozytor Kenji Kawai postarał się oddać klimat tamtych czasów i miejsc za pomocą nastrojowej muzyki. Obok przemocy występuje tu także humor, szczególnie na początku, bo kiedy w życie bohaterów wkrada się zawierucha wojenna nie ma już okazji do śmiechu. Świetny jest finałowy pojedynek (Donnie Yen vs Hiroyuki Ikeuchi), w który zostały wplecione ćwiczenia z drewnianym manekinem.

Ip Man 2
Yip Man 2 (2010 / 108 minut)
reżyseria: Wilson Yip Wai Shun
choreografia walk: Sammo Hung Kam Bo

2

Po wojnie Ip Man opuścił Chiny i zamieszkał w Hongkongu. Jednak problemy go nie opuściły, nadal boryka się z biedą, licząc że kłopoty finansowe się skończą wraz z założeniem szkoły kung fu. Poznaje mistrza Honga, dzięki któremu poznaje zasady, jakie obowiązują w tej okolicy. Z czasem przybywają tu zachodni bokserzy, którzy chcą udowodnić, że chiński boks jest nieskuteczny. Po raz kolejny przekonujemy się, że w sztukach walki jest tak jak w sporcie – nikt nie może być pewny zwycięstwa, ale należy walczyć, by to zwycięstwo osiągnąć.

Bardzo udana kontynuacja biografii Ip Mana. Dużo akcji, dobre role aktorskie Donniego Yena i Sammo Hunga, świetne pojedynki jeden na jednego, z których wyróżniają się dwa krwawe starcia na ringu. Dwaj mistrzowie kung fu bronią tu honoru chińskich sztuk walki. Chociaż jest to produkcja chińska i można się domyślać, kto wygra, te pojedynki z zachodnim bokserem trzymają w ogromnej niepewności i robią wrażenie na widzach. Podobnie jak część pierwsza ten film należy do czołówki filmów martial arts.

Narodziny legendy: Ip Man
Yip Man chinchyun / The Legend Is Born: Ip Man (2010 / 100 minut)
reżyseria: Herman Yau Lai To
choreografia walk: Tony Leung Siu Hung

3

Jeśli ktoś narzekał, że w poprzednich częściach nie było mowy o przeszłości mistrza z Foshan to otrzymuje w zamian solidnie przygotowany prequel, z którego dowie się, kto przyczynił się do tego, że Ip Man stał się niepokonanym mistrzem Wing Chun. Równolegle z wątkiem martial arts rozwija się wątek romansowy, ilustrowany piękną angielską balladą Greensleeves. Jeśli zaś chodzi o sekwencje walk to najbardziej w pamięć zapada pozbawiony brutalności pokazowy pojedynek dwóch mistrzów, granych przez legendy kina kung fu, Sammo Hunga i Yuena Biao, walczących z zawiązanymi oczami (dodać należy, że Sammo Hung zagrał inną rolę niż w Ip Manie 2). Młode lata Ip Mana zostały przedstawione w nieco familijnym stylu, w porównaniu do poprzednich części mniej tu brutalności, więcej zaś humoru i liryzmu. Ale mimo pewnych ograniczeń jest to interesujący, niegłupi spektakl, dostarczający emocji i rozrywki, pozbawiony nudy.

Podsumowanie

Tryptyk o Ip Manie to kino najlepszej jakości, łączące to co najlepsze w filmach sztuk walki z elementami biografii chińskiego mistrza z Foshan. Filmy nie tylko dla tych, którzy ćwiczą kung fu, powinny się spodobać także tym, którzy zamiast trenować wolą obserwować mistrzów w akcji. Tłem dla opowieści o człowieku, który na każdym kroku popada w kłopoty, jest pewien fragment z historii Chin, a nauka kung fu jest pewnym sposobem radzenia sobie z demonami historii, powstającymi w wyniku wojen domowych lub najazdów z zewnątrz. Warto się z tym cyklem zapoznać, bo ta trylogia z Kantonu to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się tamtejszej kinematografii w ostatnich latach. Filmy czerpiące garściami z mającego długą tradycję w Azji kina martial arts, zgrabnie łączące w całość najważniejsze składniki kina rozrywkowego. Widać tu jednak pewien odrębny charakter, który powoduje, że nie jest to klasyczne mordobicie, tylko kino akcji z ambicjami wyjścia poza schemat. Dlatego ten film powinien się spodobać nie tylko miłośnikom azjatyckiej odmiany kina akcji.

(Visited 32 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>