Agata Malinowska

Iluzja / Now You See Me (Louis Leterrier, 2013)

Iluzja / Now You See Me (Louis Leterrier, 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

W czasie projekcji Iluzji słyszymy wielokrotne zachęty, by przyglądać się w skupieniu – bo im uważniej się patrzy, tym mniej się zobaczy. Ta pozornie paradoksalna uwaga jest niezwykle istotna dla odbiorcy. Nie warto wnikać w to, co się widzi, bo można ujrzeć ciemność lub nawet nicość. Warto przed projekcją zdeponować swój mózg w banku. Byle nie w tym, który zamierzają obrabować bohaterowie – czwórka iluzjonistów.

Rzeczeni iluzjoniści dokonujący w czasie swojego spektakularnego show napadu na bank to zgrany, choć różnorodny zespół zwany Czterema Jeźdźcami. Składa się nań charyzmatyczny perfekcjonista (Jesse Eisenberg), mistrz hipnozy (Woody Harrelson), zręczny złodziejaszek (Dave Franco) i kobieta (Isla Fisher, tak, to jest ironia). Kryminalny wyczyn uchodzi im płazem, jednak FBI i Interpol posyłają ich śladem swoich ludzi – agenta Rhodesa (Mark Ruffalo) i agentkę Dray (Melanie Laurent) – zaś po piętach depcze im dodatkowo Morgan Freeman, zajmujący się zawodowo demaskowaniem magicznych sztuczek. Wszyscy oni są przekonani, że włamanie to preludium do czegoś znacznie większego. Czy mają rację? Kto zetknął ze sobą ten niezwykły kwartet sztukmistrzów? Jakie są jego (i ich) zamiary?

Pytania mnożą się z każdą minutą, atmosfera gęstnieje, napięcie rośnie – aż wreszcie przychodzi TEN MOMENT. Moment, w którym widz nagle zdaje sobie sprawę, że właśnie naobiecywano mu zbyt wiele i że nieważne jak efektowne będzie wyjaśnienie dostarczone przez reżysera. W stosunku do tych oczekiwań, które skumulowano w pierwszych trzech kwadransach, będzie ono i tak za słabe. Sytuację pogarsza fakt, że rozwiązanie akcji majaczy gdzieś na horyzoncie przez cały film – a jest to rozwiązanie banalne i rozczarowujące, nawet jeśli finał dostarcza garści niespodziewanych szczegółów. Iluzja przypomina kiepski trick magiczny: masa obietnic i zwrotów akcji, i żadnego porządnego prestiżu.

Muszę jednak przyznać, że choć obietnice są niespełnione, to nietrudno jest dać się im zwieść. Zwróciliście z pewnością uwagę na feerię gwiazd uświetniającą Iluzję – pierwsza partia filmu daje im zabłysnąć pełnym światłem. Aktorzy nie eksplorują nowych terytoriów, jedynie z widoczną przyjemnością bawią się swoim emploi. Robią to, co umieją i w czym czują się doskonale, wykorzystując do maksimum możliwości, jakie dają im dialogi i pełna energii, dynamiczna ekspozycja. Sceny magicznych pokazów są należycie oszałamiające, iluzjoniści pracują nowocześnie i z rozmachem, nie tracąc zarazem intymnego kontaktu z publicznością. Ów glamour, dym i lustra początkowo dość skutecznie zagłuszają wątpliwości, jakie może zgłaszać sceptyczny umysł – dopóki działają, a działają całkiem nieźle aż do TEGO MOMENTU. Potem, gdy Iluzja musi na serio zająć się własną intrygą i spróbować zadziwić widowiskowym, niespodziewanym finałem, na pierwszym planie pozostają już tylko zakłopotani scenarzyści, aktorskie gwiazdy bowiem nikną gdzieś w ferworze daremnych wyścigów i wybuchów.

Nie trzeba być wybitnym czytelnikiem tego, co między wierszami, by zauważyć, że targają mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony jest to szczera sympatia dla wyśmienitej obsady – niewątpliwie któryś z producentów widział Zombieland i zauważył, że dobrze jest mieć w jednym filmie Eisenberga z Harrelsonem. Z drugiej: poirytowanie faktem, że król jest po raz kolejny nagi. Być może moje oczekiwania były rozbuchane. Być może powinnam zwrócić baczniejszą uwagę na to, że poprzedni film reżysera Iluzji to Starcie tytanów. Mimo wszystko trudno mi znaleźć lepsze określenie niż „zbyt głupi”. Ale zachęcam, byście sprawdzili sami.

(Visited 21 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>