Hugo i jego wynalazek (Martin Scorsese, 2011) | Kinetoskop - recenzje, artykuły filmowe
 Mariusz Czernic

Hugo i jego wynalazek / Hugo (Martin Scorsese, 2011)

Hugo i jego wynalazek / Hugo (Martin Scorsese, 2011)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Najnowszy film twórcy Infiltracji to nostalgiczna podróż do początków kina, kiedy kino było miejscem magicznym i pełnym uroku. Uważano je za ciekawostkę i nikt nie myślał o tym, by zbić na tym fortunę. Dzisiaj już jest inaczej, produkcja filmowa pochłania wiele pieniędzy, aktorzy zarabiają wiele milionów dolarów, a dla filmowców ważniejsze jest, ile film zarobił, zaś sprawą drugorzędną jest, czy film wart jest pieniędzy wydanych na bilet. W dzisiejszych czasach niewielu jest takich reżyserów, którzy za pomocą nowoczesnej technologii potrafią zabrać widzów w magiczną podróż do przeszłości. I Martin Scorsese do takich wizjonerów nie należy – w pracy nad adaptacją książki Briana Selznicka zabrakło mu pasji i zaangażowania, jakie cechują chociażby twórców filmu Artysta. Hugo to film, który ogląda się z przyjemnością, ale jest to film banalny, przewidywalny i nastawiony na zysk, jak każda hollywoodzka superprodukcja.

Pomysł by pokazać historię kina z punktu widzenia dzieci, poznających twórczość pioniera sztuki filmowej, był pomysłem znakomitym, tym bardziej w czasach, gdy już minęła setna rocznica powstania filmu Podróż na Księżyc Georgesa Mélièsa, zawierającego wiele innowacyjnych rozwiązań. Ten stary film zapoczątkował nowy gatunek filmowy, science fiction, który rozwija się nadal, zaś ostatnio coraz częściej można go oglądać w technice trójwymiarowej (3D). Film Scorsese’go ma kilka cech wspólnych z archaicznym dziełem Mélièsa. Przede wszystkim oba filmy to specyficzny przegląd technicznych możliwości kina, ponadto oba widowiska łączą satyrę, zabawę i przygodę ze spektakularnymi efektami specjalnymi i sztuczną scenografią. Jeden i drugi film, mimo bogactwa użytych środków, cechuje się prostą strukturą narracyjną. Méliès był jednak magikiem, który potrafił zaczarować publiczność, Scorsese’mu ta sztuka się nie udała, bo dzisiejsza widownia jest bardziej wymagająca i nie zadowoli się jedynie ładnymi obrazami i precyzyjnie wykonanymi trikami.

Chociaż gusta publiczności są zmienne to jest sposób na to, by zapisać się w świadomości następnych pokoleń i ani czas ani żadna inna siła nie są w stanie zniszczyć zaangażowania i pracy włożonej w pewne projekty. Na początku filmu pojawia się wieża Eiffla, która już od ponad stu lat jest symbolem Paryża, często wykorzystywanym w filmach, zaś drugim elementem przewijającym się przez długi czas w filmie jest ujęcie przedstawiające rakietę w oku księżyca, kojarzące się z filmem Podróż na Księżyc z 1902 roku. I chociaż to ujęcie prawie wcale nie jest cytowane w filmach, to chyba każdy kinoman je zna z wielu opracowań dotyczących historii kina. Ten fragment z Podróży… jest symbolem niezwykłej wyobraźni i prawdziwej magii kina. Ludzie obdarzeni taką nieprzeciętną wyobraźnią nigdy nie popadną w zapomnienie, bo efekty ich pracy mogą przetrwać wieki, jeśli będą się wyróżniać oryginalnością, szaleństwem lub specyficznym poczuciem humoru. Te trzy cechy posiada wspomniane ujęcie z filmu Mélièsa i kojarzy się ono najbardziej z pierwszym istotnym przełomem w dziejach kina, kiedy to kamera zaczęła filmować fikcyjne wydarzenia zamiast służyć wyłącznie rejestrowaniu rzeczywistości.

Już od pierwszych kadrów ten barwny spektakl zachwyca stroną wizualną, pomysłowym wykorzystaniem wybranych motywów filmowych i niestety niczym więcej. Wyczuwalna jest od początku pewnego rodzaju tajemniczość, postacie ukrywają jakieś sekrety, które stopniowo są odkrywane przez scenarzystę i reżysera. Jednak te tajemnice, które odkrywają bohaterowie po godzinie filmu widz może rozszyfrować w 10 minut (ja odgadłem rozwiązanie nawet bez oglądania filmu, znając jedynie dwa elementy układanki – czas akcji i postać Georgesa Mélièsa). Napięcia nie spowoduje również wątek bezwzględnego inspektora, który czyha na błąkające się po dworcu sieroty, by odesłać je do domu dziecka. Biegający bez kagańca, duży i groźny, lecz mimo wszystko groteskowy pies sugeruje, że sceny z nim miały być w równym stopniu zabawne co przerażające, ale to nie wyszło, bo te sceny nikogo raczej nie rozbawią ani nie dostarczą emocji (znacznie lepiej wykorzystano psa w Artyście Hazanaviciusa).

Ciekawie wypada w filmie porównanie człowieka do maszyny. Kiedy człowiek popada w rozpacz z powodu niespełnionych marzeń oraz traci cel w życiu i nadzieję na lepszą przyszłość staje się podobny do zepsutej maszyny, którą należy naprawić, bo jeśli nie będzie wykonywać tego, do czego została stworzona to stanie się bezużyteczna. Film zawiera piękne, pomysłowo skonstruowane sekwencje, szczególnie w drugiej połowie, kiedy wraz z bohaterami odkrywamy historię kina niemego, obserwując przedostające się do świadomości dziecka motywy z wczesnych filmów, takie jak pociąg wjeżdżający na stację albo człowiek wiszący na wieży zegarowej. Reżyser próbuje przekonać odbiorców, że kino to fabryka marzeń, zaś sny utkane są z filmowej rzeczywistości. Scorsese nie jest jednak czarodziejem i zabrakło w tym filmie magii, dzięki której można by uwierzyć w to, że bzdurne, infantylne pomysły Mélièsa mogą kogoś porwać do działania i zainspirować do większej kreatywności. Anachroniczne pomysły francuskiego wizjonera wyglądają tandetnie w czasach, kiedy nowoczesna technologia się rozwija, zaś kino stało się czymś więcej niż rozrywką.

Hugo i jego wynalazek to standardowy przedstawiciel kina familijnego. Naiwna i niezbyt oryginalna bajka, w której dzieci próbują poznać bliżej tajemnice dorosłych, zaś dorośli odkrywają w sobie dziecięcą wrażliwość i skłonność do sentymentalnej podróży w przeszłość. Do tego klasycznego, familijnego schematu wprowadzono niezapomniane elementy starego kina, które dzięki reżyserowi, projektantom oprawy wizualnej i grafikom komputerowym ożyły na ekranie w budzącej podziw baśniowo-realistycznej scenerii Paryża okresu międzywojennego. Nad stolicą Francji nieprzerwanie od wielu lat góruje wieża Eiffla, będąc świadkiem wielu historii zróżnicowanych bohaterów. Choć często są to historie smutne i wzruszające to trudno się przejąć losem bohaterów recenzowanego filmu – ich przygody są mało ciekawe, średnio zajmujące i szybko wypadną z pamięci.

Ważnym tematem filmu jest upływający nieubłaganie czas. Kino ma już ponad 100 lat, które minęły szybko i bezpowrotnie, no i obecnie już mało kto kojarzy takie nazwiska jak Georges Méliès i Douglas Fairbanks. Film Scorsese’go przybliża widzom postać reżysera-wizjonera, który uwierzył, że produkcja filmowa ma przed sobą długą przyszłość. To między innymi dzięki niemu i podobnym do niego marzycielom i pasjonatom kinematografia zaczęła się porządnie rozwijać, zyskiwać coraz lepszą pozycję, zdobywać coraz więcej zwolenników, by w końcu stać się ważnym medium do komunikowania się z ludźmi na całym świecie.

Perfekcyjna realizacja, spektakularna scenografia, piękne zdjęcia i znakomite efekty specjalne robią niesamowite wrażenie, doskonale współgrając z opowiadaną historią i świetnie oddając tę atmosferę Paryża lat 30-tych, gdzie wieże zegarowe na dworcu Montparnasse cały czas pokazują mijające godziny, zaś tłum ludzi na tym samym dworcu zasuwa do przodu jak zaprogramowane roboty, by nie tracić cennych minut (w jednej scenie o mało co nie rozdeptują młodej dziewczyny i nie zadają sobie trudu, by się zatrzymać i pomóc jej wstać). Wykształceni ludzie, szczególnie ci, którzy są odpowiedzialni za rozwój techniki, niczym rozpędzony pociąg gnają do przodu, nie oglądając się za siebie, bo wskazówki zegara przypominają im, że nie należy tracić czasu na głupstwa i dziecięce zabawy.

Hugo to z pewnością film dobry, który jednak rozczarowuje, bo po takim twórcy jak Martin Scorsese należało się spodziewać czegoś więcej niż dobrze poskładanej serii ładnych (może nawet pięknych) obrazków. Film może się spodobać zarówno dzieciom jak i dorosłym, szczególnie tym, którzy lubią nostalgiczne powroty do starych czasów, to trudno się oprzeć wrażeniu, że sporo tu jednak zbędnego kiczu, za pomocą którego pokazano w skrócie życie i twórczość Georgesa Mélièsa. Film ogląda się z przyjemnością, ale w przeciwieństwie doArtysty nie udało się zachęcić widzów do sięgnięcia po stare filmy. Agnieszka Holland nazwała film Hazanaviciusa „idiotyczną wydmuszką”, ale takie określenie bardziej pasuje do filmu Scorsese’go.

 Hugo (Martin Scorsese, 2011)  aa Hugo (Martin Scorsese, 2011)Hugo (Martin Scorsese, 2011)  aaa

(Visited 31 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>