Agata Malinowska

Holy Motors (Leos Carax, 2012)

Holy Motors (Leos Carax, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Leos Carax nazywa swój nowy film „prywatnym” i reaguje źle ukrywaną irytacją na pytania o to, czy „Holy Motors” to hołd złożony kinu. Jeśli nie hołd, to co? Na to nie odpowiada wcale. Zręcznie pociągnięty za język ujawnia jednak okruchy fantazji, ulotnych wrażeń i osobistych upodobań, które w sumie składają się na to niezwykłe, dziwaczne widowisko. Podążmy zatem beztrosko pozostawionym przez niego tropem wskazującym iż jest to „film o aktorze, ale i o człowieku”, i zobaczmy, co też nam z tego wyjdzie.

Ów aktor i człowiek nazywa się Panem Oskarem, i bywa kimś w rodzaju siebie prawie wyłącznie wówczas, gdy przygotowuje się do kolejnej „roli” w obszernym wnętrzu białej limuzyny. To tam przeżywa swoje proteuszowe przemiany, mniej widowiskowo niż bohater „Zagubionej autostrady”, za to w bardziej kontrolowany sposób. Świat jest dla niego teatrem, zaludnionym przez innych aktorów, i gdy wynurza się z wnętrza samochodu, jest już swoją postacią w zastanych dekoracjach.

Czy naprawdę ma znaczenie, że te dekoracje to prawdziwy Paryż, że nie widać kamer ani reżysera, a komplet wskazówek co do zadania zawarty jest w tajemniczej teczce? Nie. Oskar jest aktorem z powołania. Ważny jest sam akt i jego piękno. Jedynie jego szoferka Céline widuje go, gdy nagi i zmęczony nakłada na twarz protezy, gumę i makijaż, gdy pędzelkiem poprawia brud na paznokciach, gdy troskliwie przywdziewa kostium. Kto zresztą może zagwarantować, że Pan Oskar nie jest również jedną z kreacji? Nikt.

W rzeczywistości, gdy odrzuci się i zdezawuuje interpretacje związane z kinem, które wydają się tak oczywiste, „Holy Motors” stają się może nawet bardziej intrygujące jako porywający sen o doświadczeniu czegoś więcej niż pełni jednego ludzkiego życia. O zanurzeniu się w bezmiarze możliwości, możliwości w każdym stylu i smaku, od Bergmana, poprzez Wachowskich, Loacha i Cronenberga aż do Buñuela (ostatecznie jest to jednak sen reżysera filmowego). Bez konsekwencji, bo nawet śmierć jest tutaj czymś umownym i opcjonalnym, ale i bez głębi, bo nawet najlepszy aktor Metody nie będzie sobie zawracał głowy tym, by jego postać była kompletna jako człowiek. Pan Oskar jest każdym i Pan Oskar jest nikim – taka jest bowiem cena za nieograniczoną autokreację.

Ta pokusa, to łaskotanie, by choć na moment wyrzec się swojej tożsamości i wydać się napotkanej osobie kimś innym – każdy zapewne kiedyś tego doświadczył, choćby we śnie. To początek drogi, której końcem jest rozpłynięcie się w wielości czyli w nicości, w powodzi własnych symulakrów. Po cóż właściwie poświęcać czas na mozolne dojrzewanie i kształtowanie swej tożsamości? Po co korzystać z szansy na stworzenie jednego, pełnego dzieła sztuki – swego życia – i ryzykować, że w chwili śmierci przeleci nam przed oczyma film klasy B?

Skoro można mieć – już! teraz! natychmiast! – tysiące różnorodnych, ożywczych, krótkich jak mgnienie oka doświadczeń jako kobieta, mężczyzna, dziecko? Dziś, gdy świat staje się wirtualny, kamery rodzą się w naszych głowach i wszyscy jesteśmy aktorami. Wszyscy mamy pełną wolność autokreacji, jeśli tylko zgodzimy się poświęcić spójność swej osobowości. Tożsamość – czy ona nie jest aby przereklamowana?

Holy Motors (2012)dHoly Motors (2012) aaHoly Motors (2012)

(Visited 36 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>