Przemysław Sopocko

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii / The Hobbit: The Battle of the Five Armies (Peter Jackson, 2014)

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii / The Hobbit: The Battle of the Five Armies (Peter Jackson, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Grudzień 2014 roku, ostatnie spotkanie ze Śródziemiem w kinie … „Bitwa Pięciu Armii” zaczyna się w miejscu, gdzie kończyło się „Pustkowie Smauga”. Rozwścieczony smok (głos i ruchy Benedicta Cumberbatcha) rusza na Miasto na Jeziorze, czyli Esgaroth. Część krasnoludów z Thorinem (Richard Armitage)  oraz Bilbo Baggins (Martin Freeman) pozostaje w Ereborze. Kilku z braci przebywa w Mieście w towarzystwie elfickiej wojowniczki Taurieli (Evangeline Lilly). Bard (Luke Evans) przebywając w lochu na rozkaz władcy (Stephen Fry) widzi zniszczenia dokonywane przez Smauga.

Szczęśliwym trafem ucieka z celi i próbuje strącić gada. Jego syn zamiast uciekać wręcza ojcu bełt, taki sam, który kiedyś wybił jedną z łusek smoka. Bard w dramatyczny sposób wystrzeliwuje tenże nabój, dosięgając Smauga w miejsce nieosłonięte łuską. W konwulsjach, gad spada na … łódkę uciekającego ze złotem władcy Esgaroth.

Krasnoludy widzą zniszczenia, ale i śmierć potwora. Pozwala im na zajęcie Ereboru wraz z całym złotem, przez które Thorin wariuje. Arcyklejnot, którego pożąda ma Bilbo. Udział w skarbie chcą mieć ludzi, przewodzeni przez Barda, elfowie z królem Thranduilem (Lee Pace) i księciem Legolasem (Orlando Bloom) na czele. A ze wschodu naciągają orkowie pod wodzą Azoga (Manu Bennett) oraz Bolga (Lawrence Makoare).

Bitwa Pięciu Armii się zbliża. Uwięzionego Gandalfa (sir Ian McKellen) ratują Galadriela (Cate Blanchett), Elrond (Hugo Weaving), Saruman (sir Christopher Lee) oraz Radagast (Sylvester McCoy), widząc powrót Saurona (głos Benedicta Cumberbatcha). Zło wróciło na Wschód … jedynie Saruman odradza pościgu. Stąd wiadomo co stanie się w „Drużynie Pierścienia”. A orkowie dalej idą na Erebor … Gandalf po wyzdrowieniu jedzie załagodzić spór krasnoludów z ludźmi i elfami. A jednocześnie wspomóc w walce ze Złem. Nadchodzi bitwa …

Pięć Armii ściera się pod Ereborem. Dobro zaczyna przegrywać pod naciskiem licznych sił orków, goblinów, wargów itd., a Thorin ma rachunki do wyrównania z Azogiem. Bitwa trwa. Kiedy nadzieja jest stracona, pojawia się wsparcie, czyli Orły i Beorn. Mimo strat, nawet wśród głównych bohaterów, udaje się doprowadzić misję do końca. Bilbo wraca do Shire, gdzie zamieszka na następne 60 lat. Do swoich 111 urodzin, gdy leciwego hobbita (sir Ian Holm) odwiedzi stary przyjaciel, czyli Gandalf, kończąc film w miejscu, gdzie rozpoczyna się „Drużyna Pierścienia”.

the Battle of the Five Armies

Opis treści to nie jest spoiler. Dużo osób zna historię, a najpewniej domyśla się jej zakończenia. Ukazanie wielu sytuacji, czy samej bitwy pozostawiam do oceny własnej. Wszystko wygląda cudownie, ale to już było we „Władcy Pierścieni”. Smutek zakończenia przygody ze Śródziemiem pozostaje. Mimo wielkiego sentymentu, którym darzę dzieła Johna Ronalda Reuda Tolkiena, a także ekranizacje sir Petera Jacksona, mam pewne uwagi. Nie ma rzeczy idealnych. Miłość, to nie tylko szukanie wspólnych cech i pozytywów, ale pójście na ustępstwa i łagodzenie różnic. Nawet negatywnych.

Sir Peter Jackson stracił świeżość tworzenia z trylogii i pierwszej części „Hobbita”. Ma swoje lata i nie ma sił na kręcenie dalszych części. Poza tym, syn samego J.R.R. Tolkiena, Christopher nie godzi się na dalsze ekranizacje. To prawo dziedzica. Mającego ponad 80 lat, ale człowieka, który „Silmarillon” opracował do końca po śmierci swojego ojca. Powtarzanie patosu, czy wprowadzanie nowych postaci nie wyszło na dobre opowieści. „Władca Pierścieni” to legenda. Mit, z którym trzeba było się mierzyć. To samo uniwersum, część tych samych postaci. Udało się styl kontynuować, ale to już nie zachwyca jak w 2003 r. Miło było wrócić do tamtych lat i czekać co rok na kolejny obraz. Raczej z sentymentem, niż zachwytem, ale zawsze. Pomijam pewne śmieszne sceny, np. jeleń albo łoś bojowy podczas bitwy. Film pozytywnie mnie zaskoczył. Pewne plotki co do niektórych postaci nie sprawdziły się. Nowa Zelandia wciąż zachwyca. Ostatni już raz jako Śródziemie. Może i lepiej, gdyż trzeba wiedzieć, gdzie należy  skończyć, żeby nie zepsuć efektu.

Aktorzy, to kontynuacja kilkuletniej pracy. Martin Freeman, sir Ian McKellen, Richard Armitage, James Nesbitt itd. Przed nimi warto chylić czoła. Krasnoludzi śmieszą, ale i pozytywnie nastrajają swoją wiernością i honorem w walce. Nie chcę się powtarzać o stronie technicznej, gdyż wykonała ją ekipa od poprzednich części – operator Andrew Lesnie, kompozytor Howard Shore, scenarzyści sir Peter Jackson, jego żona Frances Walsh, Phillippa Boyens oraz Guillermo del Torro. Pewnie pojawią się nominacje do Oscara (R) w kategoriach technicznych.

Wyżej wspomniani twórcy zamknęli całą swoją pracę pięknym efektem, zwieńczonym bitwą. Ale i wzruszającą piosenkę „The Last Goodbye” Billego Boyda, czyli Pippina z „Władcy Pierścieni”. Szkot w słowach o pożegnaniu mówi wszystkim „do widzenia, to już koniec” odysei filmowej, która zmieniła oblicze kina. W Nowej Zelandii i na świecie. Na zawsze. Teraz, zabrakło czegoś, jak przy „Powrocie Króla”, lecz można to twórcom wybaczyć. Wszak, to jesienią 2001 r. wprowadzili Nas do świata Tolkiena przeniesionego na wielki ekran. I w grudniu 2014 r. na Naszych oczach go zamknęli.

(Visited 17 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>