Przemysław Sopocko

Hamlet (Kenneth Branagh, 1996)

Hamlet (Kenneth Branagh, 1996)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Hamlet (sir Kenneth Branagh), syn zabitego króla – Ducha (Brian Bleesed, „Robin Hood: Książę Złodziei”, „Henryk V” i „Aleksander”), jest duńskim księciem. O śmierć ojca, podejrzewa swego stryja – Klaudiusza (w tej roli sir Derek Jacobi, czyli abp Cosmo Lang z „Jak zostać królem”, czy Grakchus z „Gladiatora”). Klaudiusz, z kolei, żeni się z jego matką Gertrudą (Julie Christie – Lara ze słynnego „Doktora Żywago” Davida Leana). Hamlet, poza pomszczeniem śmierci ojca, zakochuje się tragicznie w Ofelii (dama Kate Winslet, szlachectwo dostała, tego samego dnia, co sir Kenneth).

Fabuła oczywiście, pozostaje taka sama, jak w sztuce Szekspira, więc pojawiają się i inne postacie – Poloniusz (Richard Briers, „Henryk V”, „Frankenstein”, „Wiele hałasu o nic”), Laertes (Michael Maloney – delfin z „Henryka V”), czy Fortinbras (Rufus Sewell – „Iluzjonista”).

Tę ekranizację „Hamleta”, odróżnia coś od pozostałych wersji. Po pierwsze, trwa ona 4 godziny (!). Jest, to pełna adaptacja. Pojawiają się wszystkie wątki i postacie, nawet jedynie wspomniane w sztuce. Przykładowo, Reynaldo, sługa Laertesa, grany przez Gerarda Depardieu, Priam i Hekuba, wspomniani w sztuce, przez Aktora, grani przez, odpowiednio sir Johna Gielguda (miał wtedy 92 lata!) oraz damę Judi Dench.

Po drugie, sceneria. Sztukę, przeniesiono w czasy wiktoriańskie. Bałem się o efekt końcowy, ale Szekspir pokazał, że jego sztuki są ponadczasowe. Film nakręcono w Blenheim Palace, Woodstock, w Oxfordshire. Blenheim Palace, jest jedyną niekrólewską rezydencją, określaną mianem Palace, w Wielkiej Brytanii. Blenheim Palace, od początku XVIII w., należy do książąt Marlborough, czyli rodziny Churchillów. Sam sir Winston, urodził się tamże. Potem, decydując się na publiczne otwarcie swojej posiadłości, dla zwiedzających. Rzeczywiście, rezydencja robi wrażenie na widzu.

Mocne strony filmu, to sir Kenneth Branagh. Była to już jego kolejna ekranizacja szekspirowskiej sztuki, po „Henryku V”, „Wiele hałasu o nic” i rok wcześniej „Otello”. W przypadku, tego ostatniego filmu, tylko zagrał, a w „Henryku V”, „Wiele hałasu o nic”, brawurowo odegrał rolę główną, wyreżyserował oraz napisał scenariusz. Choć, sir Kenneth ma skłonności narcystyczne, to moim zdaniem, jest prawdziwym artystą.

Poza nim, inni aktorzy „ciągną” film w górę. Dama Kate Winslet, jako niewinna Ofelia, rok przed „Titaniciem„, wnosi taką dziecinną urodę, podobnie do mojego wyobrażenia Ofelii. Sir Derek Jacobi, jako Klaudiusz, jest cyniczny i skuteczny. Julie Christie, jako matka Hamleta, wydaje się być rozdarta – ma nowego męża, ale kocha swojego syna. Michael Maloney, jako Laertes, jest tak samo narwany, jak w roli delfina w „Henryku V”. Richard Briers, jako Poloniusz, idealnie gra wścibskiego, ale lojalnego wobec królowej dworzanina. Uff, już opis jest szczegółowy, a nie wiem, czy to połowa. Rufus Sewell, jako Fortinbras, średnio mi przypadł do gustu. Brian Bleesed, ze swoim charakterystycznym głosem, idealnie oddaje Ducha, choć tu mówi cicho, zamiast tradycyjnie krzyczeć.

A teraz reszta obsady – Robin Williams, jako dworzanin Ozryk, Charlton Heston, jako Aktor, Billy Crystal, jako grabarz, Jack Lemmon, jako Marcellus, strażnik Elzynoru, Timothy Spall, jako Rosenkrantz,  Gerard Depardieu, czyli wspomniany Reynaldo. Poza nimi, wspomniani już wcześniej – sir John Gielgud, jako Priam i dama Judi Dench, jako Hekuba. W roli angielskiego ambasadora, wystąpił sam Richard Attenborough, wybitny reżyser, twórca „Gandhi’ego” i „Chaplina”, choć ja uwielbiam go, jako twórcę „O jeden most za daleko”. A do tego wszystkiego, pojawił się Yorrick, jako wspomnienie, nie tylko czaszka – zagrał go Ken Dodd, piosenkarz i kabareciarz.

Muzyka Patricka Doyle’a, osobiście przyjaciela sir Kennetha Branagh, to esencja dla uszu. I Motywy muzyczne z monologów, pogrzebu Ofelii, czy wspomnienia o Troi – aż łzy cisnęły mi się na oczy. Gdy słucham muzyki z „Hamleta”, myślę o zachodzie Słońca, gdzieś na angielskich polach, który śledzę z folly, tzn. wieżyczki czy zameczku, postawionego, gdzieś na odludziu. Anglia, jest pełna tego typu obiektów. Na sam koniec, „In Pace” śpiewa sam Placido Domingo (!).

Zdjęcia Alexa Thomsona (zm. 2007), idealnie współgrają z Blenheim Palace, nadając lokacjom wiele dynamizmu, zwłaszcza podczas sceny pojedynku. Scenografia Tima Harvey’a, współpracownika, sir Kennetha, również wpływa na odbiór filmu. Choć, domyślam się, iż niewiele musiał zrobić, w przypadku dekoracji wnętrz Blenheim Palace.

Film był nominowany do Oscara, w czterech kategoriach – scenografia, kostiumy, muzyka i scenariusz. Moim zdaniem, powinny dojść nominacje, za zdjęcia, męską rolę pierwszoplanową oraz najlepszy film. Uważam, że „Hamlet” był lepszy, niż „Angielski pacjent”. Nie ja głosuję na Oscary. A szkoda…

(Visited 9 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>