Agata Malinowska

Grobowiec świetlików / Hotaru no haka (Isao Takahata, 1988)

Grobowiec świetlików / Hotaru no haka (Isao Takahata, 1988)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Fani anime od lat i do znudzenia powtarzają każdemu, kto zechce ich słuchać, iż w kulturze japońskiej film rysunkowy skierowany bywa częstokroć do dojrzałej widowni. Od 1988 roku, kiedy to słynne Studio Ghibli wyprodukowało Grobowiec świetlików, zachodni widz zdążył się już nieco z tą koncepcją oswoić, w dużej mierze za sprawą wyśmienitych animacji powstałych w ostatnich latach. Nominacje do Oscara i Złotych Globów zdobyły Persepolis i Walc z Baszirem, publiczność kin studyjnych zachwyciła się ekscentryczną kreską Sylvaina Chometa i zakosztowała psychodelicznej atmosfery Kongresu Folmana. Wprowadzenie do kin Grobowca świetlików po 25 latach od premiery może się wydawać osobliwą decyzją, jednak zapewne dopiero teraz na to arcydzieło japońskiej kreski czekają w Polsce świadomi, wyrobieni odbiorcy.

Jest to historia osieroconego rodzeństwa, walczącego pod koniec II wojny światowej o przetrwanie w dogorywającej Japonii. Smutny finał, jaki czeka czteroletnią dziewczynkę i opiekującego się nią brata, poznajemy już na wstępie. Pozostałe półtorej godziny to wielka retrospekcja, po której oprowadza nas dusza zmarłego chłopca.

Opowieść zawarta w filmie to pokłosie osobistej tragedii. Akiyuki Nosaka, autor powieści będącej kanwą Grobowca świetlików, jako dziecko stracił opiekuna w amerykańskim bombardowaniu Kobe, później zaś musiał patrzeć na głodową śmierć swojej siostry. Niewykluczone, że właśnie te okoliczności decydują o unikalnej, niezwykle mocnej barwie emocjonalnej charakteryzującej ową niezwykłą animację – mieszance miłości, nostalgii i rozdzierającego smutku. Jeśli dodamy do tego fabularną chropawość, tak charakterystyczną dla opowieści wziętych z życia, i troskliwie wypielęgnowane przez reżysera poczucie więzi z bohaterami, otrzymamy film niezwykle dojmujący.

Zważywszy na realia, w jakich rozgrywa się opowieść, łatwo jest lekką ręką zaklasyfikować Grobowiec świetlików do kategorii „mocne kino antywojenne”, wraz z apokaliptycznym Idź i patrz Klimowa czy zgryźliwym Full Metal Jacket Kubricka. Byłaby to jednak dla tego filmu decyzja krzywdząca. Takahata nie przemawia bowiem językiem przemocy, nie próbuje szokować i przerażać, nie odpycha widza obrazami udręki. Przeciwnie – misternie i powoli wzbudza w nim miłość, współczucie i sympatię, by potem równie niespiesznie pokazać mu dramatyczny los, jaki przypada obiektowi ciepłych jego uczuć. Po pierwsze więc, sięgając ku pokładom głębokich emocji, uderza mocniej. Po drugie, wojnę traktuje raczej jako tło, na pierwszym planie umieszczając piękno i niewinność, zniszczone przez ludzką obojętność – a jest to temat znacznie bardziej uniwersalny.

Jeśli w ogóle można porównywać Grobowiec świetlików do jakiegokolwiek innego filmu, będzie to raczej zrealizowane rok wcześniej Imperium słońca. Dzieło Spielberga zawiera jednak sporą dawkę hollywoodzkiego lukru, skutecznie chroniącego widza przed emocjonalnym urazem. Może zresztą trudno spodziewać się czegoś innego po filmie nakręconym w kraju, który II wojnę światową zakończył jako globalne mocarstwo. Smutek i gorycz są wszak domeną przegranych, a nie zwycięzców. Warto czasem poznać i tę drugą perspektywę – i ponieść konsekwencje…

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>