Agata Malinowska

Grawitacja / Gravity (Alfonso Cuarón, 2013)

Grawitacja / Gravity (Alfonso Cuarón, 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Od premiery Ludzkich dzieci minęło już siedem lat. Czas ten Alfonso Cuarón spędził głównie na realizacji swego nowego projektu – Grawitacji. Wyprodukowany pod auspicjami wielkiej hollywoodzkiej wytwórni, z dwoma laureatami Oscara w obsadzie, pełen napięcia i wyrazistych emocji, nowy film Meksykanina ma wszelkie szanse na przyciągnięcie szerokiej publiczności. Obok – a może mimo – tego Grawitacja jest olśniewającą, autorską medytacją nad wolą przetrwania. I najdoskonalszą wizją kosmosu od czasu słynnej „Odysei kosmicznej”.

Górnolotne powoływanie się na dzieła mistrzów kina jest jednym z głównych grzechów recenzentów, popełniam go jednak z pełną świadomością. Kosmos Cuaróna nie jest dynamiczną scenerią rodem ze space opery. Jest on cichy, pełen bezwładu i bezlitosny – taki właśnie, jaki znajdziemy u Kubricka, a zresztą także i u Lema. Tyle tylko, że Kubrickowi zapewne nigdy nie śniło się o możliwościach, jakie daje technologia XXI wieku. I choć jego wirujące w takt straussowskich walców modele kosmicznych statków pozostaną za zawsze w mojej pamięci, to nie ukrywam, że w mojej opinii wyznaczony przez niego standard technicznej i artystycznej maestrii został właśnie pobity. Przynajmniej w pewnym konkretnym zakresie. Długie ujęcia, w czasie których nie tylko bohaterowie i rekwizyty, ale też kamera, poruszają się zgodnie z dynamiką obowiązującą w stanie nieważkości, dają widzowi niezwykłe, wszechogarniające poczucie zawieszenia w kosmicznej pustce.

To właśnie te wizualne delicje olśniewają nas w pierwszych minutach, gdy akcja dopiero się zawiązuje. Bohaterowie w swych obszernych kombinezonach, poprzypinani do klamer, naprawiają właśnie teleskop Hubble’a. Milcząca nowicjuszka, doktor Ryan Stone manipuluje przy maszynerii. Wyluzowany stary wyga Matt Kowalsky tańczy wokół niej, dowcipkując z załogą siedzącą za konsolami i monitorami w Houston. Nikt nie spodziewa się katastrofy – spotkania z chmurą kosmicznych odpadków – która obróci w perzynę prom i teleskop, a dwoje astronautów pośle samotnie w zimną otchłań.

To doktor Stone jest bohaterką tego filmu, choć mogłoby się wydawać, że Kowalsky, ów kosmonauta idealny, będzie znacznie lepiej predysponowany, by mu kibicować. Cuaróna nie interesuje jednak człowiek dzielny i zrównoważony. Przyciąga go raczej postać, która trafiła w przestrzeń kosmiczną nieprzygotowana na wyzwanie, jakie ją czeka, i która, po przeżyciu na Ziemi osobistej tragedii, nie ma nawet specjalnej motywacji, by przetrwać. Grawitacja to film o pogrążaniu się w otchłani – każdym jej możliwym rodzaju – próbujący uchwycić moment, w którym zapada ostateczna decyzja, by się ratować lub dać za wygraną. Na jednej szali rozpacz, na drugiej – zwierzęca wola życia.

Cuarón roztacza więc przed nami spektakularną wizję technologicznego cudu, jakim jest podbój kosmosu, by afirmować prymitywny instynkt odziedziczony po naszych dzikich przodkach. Jest to może pewien paradoks, ale nie wielkie zaskoczenie. Każdy, kto widział Ludzkie dzieci, pamięta zapewne pełną pietyzmu scenę narodzin. Cuarón to reżyser pro-life – nie w sensie agresywno-kontraborcyjnym, lecz jak najbardziej pozytywnym, gotowym akceptować i chwalić życie również w jego wstydliwej zwierzęcości. Zapewne tylko taka osoba mogła uczynić kosmos – tę martwą, pustą przestrzeń – miejscem tak dogłębnie przerażającym.

„Przestrzeń” to zresztą słowo, którego można używać do opisu Grawitacji w każdym możliwym znaczeniu. Półtorej godziny, które spędzimy w kinie, nie zawiera zbyt wiele substancji. Fabułę da się streścić podczas przejażdżki windą. Nie znaczy to, że film nie trzyma w napięciu. Przeciwnie – nie można się od niego oderwać, niezależnie od tego, czy będzie się go oglądać jako miałki, świetnie zrealizowany kosmiczny thriller, czy jako pełną majestatu metaforę. Cuarón zabierze was w podróż, jakiej jeszcze nigdy nie odbyliście. Musicie tylko podać mu rękę.

(Visited 20 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>