Agata Malinowska

Grand Budapest Hotel (Wes Anderson, 2014)

Grand Budapest Hotel (Wes Anderson, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Grand Budapest Hotel” obfituje w przyjemnostki, ale jeśli miałabym wskazać wisienkę na tym gigantycznym torcie, byłaby to bajkowa, ekstrawagancka – i tragikomiczna – wizja Europy lat 30 XX wieku. I to nie tej Europy, którą Amerykanie tak lubią pokazywać, zamkniętej w granicach wyznaczonych przez Big Bena, Wieżę Eiffla i Koloseum. Wes Anderson wybiera się na południowy wschód Starego Kontynentu, tam gdzie niegdyś rozciągała się Monarchia Austro-Węgierska, i gdzie, jak dowiadujemy się z jego filmu, leży kraj o swojskiej nazwie Zubrowka, zaludniany przez różnej maści dziwaków.

To właśnie tam, w górskim uzdrowisku, stoi tytułowy hotel – ociekający przepychem moloch, którym, niczym wielką orkiestrą, dyryguje legendarny portier Monsieur Gustave. Ów nieugięty perfekcjonista i kochanek licznych starszych dam pewnego dnia staje się dziedzicem bezcennego obrazu, zapisanego mu w testamencie przez jedną z wdzięcznych flam. Jednak rodzina zmarłej, a zwłaszcza demoniczny syn, nie zamierza się z tym łatwo pogodzić. Gustave zostaje oskarżony o morderstwo. Nie pomaga mu specjalnie fakt, iż tuż po odczytaniu ostatniej woli zapobiegliwie ukradł odziedziczone arcydzieło…

Cóż może nastąpić po takiej ekspozycji, jeśli nie ciąg łotrzykowskich przygód, pościgów i makabrycznych przypadków? „The Grand Budapest Hotel” pełen jest ich po brzegi i zapewnia fenomenalną wręcz zabawę, a jednak jest to także opowieść o duchach, przemijaniu, osuwaniu się Europy w zdziczenie, które zmieni ją na zawsze. Po wojnie wielki hotel, zaniedbany i opustoszały, nigdy już nie odzyska dawnego blasku. Bezpowrotnie odeszła jego chwała, tak jak odeszli ludzie tacy jak Gustave – niespecjalnie święci, ale wielkiego serca i głębokiej lojalności.

Ten gorzki rys nigdy nie zatruwa filmu, nadaje mu jedynie charakterystycznego posmaku, a też i trochę głębi. Miłośnicy reżysera zapewne znają już i lubią ten klimat – z pewnością znają go i lubią aktorzy, garnący się, by tworzyć szalone, groteskowe kreacje, jakich nie napisze dla nich nikt inny. Być może na tym festiwalu zobaczę kilku z nich w filmach poważniejszych, mniej eskapistycznych – albo i lżejszych, zabawnych w ten oficjalny, hollywoodzki sposób. Ale jestem prawie pewna, że nie będziemy się wtedy bawić lepiej. Ani ja, ani oni.

GRAND BUDAPEST HOTEL_426.jpgGrand Budapest Hotel (2014) aaGrand Budapest Hotel

(Visited 11 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>