Adrian Kaczyński

Go Goa Gone (Raj Nidimoru, Krishna D.K., 2013)

Go Goa Gone (Raj Nidimoru, Krishna D.K., 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Go Goa Gone” to bardzo zabawna komedia rodem z Bollywood, która bardzo skutecznie parodiuje odpowiednika zza oceanu – Hollywood. Dlatego nie powinna dziwić filmowa fabuła tej indyjskiej produkcji, gdzie trójka dosyć niezdarnych przyjaciół: Hardik (Kunal Khemu), Luv (Vir Das) oraz Bunny (Anand Tiwari) po pewnych przejściach decyduje się na typowe odstresowanie w krainie rozkoszy i rozpusty – Goa, które wydaje się być odpowiednikiem amerykańskiego Las Vegas. Na miejscu oczywiście jest wszystko to co amerykanie (przynajmniej w filmach) uwielbiają, czyli kobiety, impreza, alkohol, mafia, narkotyki oraz… ZOMBIE.

W „Go Goa Gone” wiele jest odwołań do produkcji hollywoodzkich (mam nadzieję, że nie tylko ja je dostrzegam :)). Szef rosyjskiej mafii polujący na zombie momentami przypomina Rambo robiącego sieczkę w Wietnamie, a czasem Dutcha z „Predatora” – pada nawet kultowy zwrot z „Terminatora” – I’ll be back. Jeden z bohaterów przywołuje scenę z „Wysypu żywych trupów”, a samą produkcję można porównać do „Zombieland” – z tym, że to nieco inny typ filmu. Słownie obrywa się także schematycznym slasherom, a nawet nawykom żywieniowym amerykanów opartych na fast-foodach.

Może nie jest to dowcip i satyra najwyższych lotów, ale potrafi rozbawić do rozpuku i zapewnia znakomitą rozrywkę. Filmowi towarzyszy dosyć dobra ścieżka dźwiękowa z utworami, których warstwa liryczna jest równie zabawna jak sam film – uzupełniają się więc znakomicie. Na przykładzie tego filmu doskonale widać, że do wykonania dobrego pastiszu niezbędny jest odpowiedni dystans oraz pomysł. W porównaniu z „Go Goa Gone” amerykańskie parodie naśmiewające się z rodzimych tworów wypadają bardzo blado (wyjątek może stanowi „Dom w głębi lasu”).

W Indiach dzieło Nidimoru i Krishny D.K. przyjęło się całkiem nieźle zwracając się dwukrotnie.  Zakończenie pozwala domniemywać, że to jeszcze nie koniec i droga sequelowi pozostała otwarta. „Go Goa Gone” polecam do odprężenia i na dzień, w którym nie chce nam się wytężać umysłu przy skomplikowanym filmie – czysta rozrywka.

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>