Agata Malinowska

Gesher (Vahid Vakilifar, 2010)

Gesher (Vahid Vakilifar, 2010)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Wyświetlany w tym roku na festiwalu w San Sebastian irański „Gesher” to drastyczny przykład kina, które odarto praktycznie ze wszystkiego, nie wyłączając fabuły. Przez 84 minuty obserwujemy trzech robotników zamieszkujących w betonowych rurach. Pokazuje nam się prawdę, a w każdym razie coś, co ma ją przypominać. Sprawdza się stare porzekadło, że nie zawsze jest ona piękna.

Bohaterowie szukają zarobku w Asalouyeh – rejonie bogatym w złoża gazu i przypominającym industrialne piekło. Wieczorami okolicę oświetlają wielkie płomienie buchające z kominów, za dnia widać zaś głównie stal i brud. Mężczyźni wykonują najbardziej niewdzięczne prace, smażąc się w upale. Po fajrancie odpoczywają, każdy na swój sposób – na przykład pływając w morzu lub przymierzając ciuchy w butiku. Śpią wspólnie w swoim nędznym lokum. Czasem posyłają rodzinie pieniądze.

Każdy, kto spodziewa się, że sytuacja w jakiś sposób się rozwinie, jest w błędzie. Być może właśnie to, że dla tej trójki nie widać żadnych dalszych perspektyw, jest w „Gesher” najbardziej istotne. Bezdomni, walczący o lepszy los, który jeśli nadchodzi to tylko w postaci lepszego posiłku, próbują zachować nadzieję i resztki godności. Jakimś sposobem to im się udaje. Mężczyzn wiąże przyjaźń, nie wahają się też dzielić z innymi tym, co mają – wiedzą o tym, że ciężkie czasy łatwiej jest przetrwać w towarzystwie.

Obejrzenie „Gesher” może być istotnym przeżyciem – przez daleko posunięty realizm i skrajną oszczędność realizacyjną, Vakilifar niszczy umowność, której zwykle spodziewamy się w kinie. Wydaje się, że celem reżysera jest nie tyle przekazanie nam wiedzy o istnieniu zarobkowej migracji w Iranie, ile wciągnięcie nas w tę rzeczywistość, abyśmy sami mogli poczuć żar, kurz i brud.

Dzięki zdjęciom, którym południowe słońce nadaje niezwykłą kontrastowość, i dźwiękom ulicy, tak właśnie się dzieje. Niestety rozmycie obrazu pojawiające się podczas, nieczęstych na szczęście, przejazdów kamery, nieco wybija z rytmu – prawdopodobnie film zrealizowano z „festiwalowym” budżetem.

Powiedziawszy co mogłam najlepszego, na koniec muszę się przyznać, że „Gesher” zawiera wszystkie składniki, których w filmach nie cenię. Jego skrajny realizm, najlepiej ilustrowany przez scenę udrażniania odpływu w toalecie, ascetyczność w zakresie środków wyrazu, zupełny brak fabuły i żółwie tempo odstręczyły mnie od niego na dobre. Definitywnie nie jest to moje kino. Ale może czyjeś jest. Odważnym radzę spróbować.

Gesher aa Gesher a

(Visited 7 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>