Adrian Kaczyński

Foxcatcher (Bennett Miller, 2014)

Foxcatcher (Bennett Miller, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Pieniądze w wykreowanym przez Bennetta Millera świecie wydają się mieć kolosalne znaczenie. I nie chodzi tylko o najnowszego „Foxcatchera”, ale uświadczyliśmy tego także w „Moneyball”, gdzie Brad Pitt musiał konkurować z potentatami finansowymi baseballa przy użyciu statystyk i innych trików, którym nikt nie dawał wiary (niemniej nadal rządzą cyferki). W „Foxchatcher” pieniądz staje się motywacją do działania u Marka i Davida Schulza, a u głównego bohatera jest tylko przedłużeniem nadwątlonego ego i sposobem na zaistnienie.

Du Pont (Steve Carell), w celu zbierania kolejnych medali dla Ameryki, oferuje medalistom olimpijskim lokum, wypasioną salę treningową, fundusze na rozwój oraz przede wszystkim godziwą wypłatę, co w tamtych czasach w przypadku sportowców nie było takie oczywiste. Wychodząc z taką propozycją do Marka (Channing Tatum) i Davida (Mark Ruffalo) wydaje się mieć jak najbardziej patriotyczne i słuszne cele. Na tę propozycję przystaje tylko młodszy Mark, który pragnie w końcu wyjść z cienia starszego brata. A przynajmniej tak to wygląda w opowieści Millera.

Cała ta opowieść jest bardzo nieskładna i niespójna, gdzieś pomiędzy wierszami oraz próbą realizacji celów reżysera uciekły emocje. Nie powinny więc nikogo dziwić oznaki znużenia, czy małego zdziwienia w logice przedstawionych wydarzeń. Po prostu jakoś mi się to kupy nie trzyma. Tym razem nie udało się Millerowi udźwignąć brzemienia autentycznej historii, bo „Foxcatcher” wiarygodnością nie powala, a wszystkie sztuczne wzbogacenia, ciekawej w samej sobie, opowieści dodane przez scenarzystów można uznać za uchybienia, jeśli nie najsłabsze punkty. Efektem tego był czas spędzany z wujkiem gogle, który pozwolił mi ogarnąć tę historię w całości, poznać przebieg wydarzeń i po dodaniu tego do fabuły filmu można dojść do jakichś wniosków i posklejać tę układankę.

Zdecydowanie na plus w mojej pamięci zapisał się oddany klimat lat 80. i 90. oraz Channing Tatum, który w swojej karierze już się pojedynkował w wielu filmach, ale to właśnie jako odtwórca zapaśnika zostanie zapamiętany najbardziej, chociaż to pewnie najmniej widowiskowa dyscyplina sportu, w której filmowo występował. Na przeciwnym biegunie znalazł się Steve Carell (jakież zaskoczenie), nie przekonał mnie zupełnie. Mogę cieszyć się jedynie z tego, że maska charakteryzatorska przysłaniała jego prawdziwą twarz, ale jak emocji nie wzbudzał wcześniej, tak i teraz nie wzbudza, nawet jako skryty szaleniec.

Nikogo więc chyba nie zdziwi, że bardzo niewiarygodna (choć zrozumiała) wydała się przemiana głównego bohatera – Du Ponta, którego apetyt wzrasta w miarę jedzenia, ponadto żyć w cieniu swoich sportowców, czy matki nie zamierzał. Niestety ukazano to w najmniej efektywny i przejrzysty sposób, przez co finał „Foxcatchera” nie szokuje, nie jest takim punchem jakim miał być w zamierzeniu. Na szczęście wcześniej tej historii nie znałem, ale teraz kolejni ją oglądający z pewnością trafili na jakiś artykuł, z któregoś z największych rodzimych portali opisujących prawdziwą historię (nie tę z filmu) i po obejrzeniu mogą poczuć się rozczarowani, może nawet bardziej niż ja – mimo to potrafi przykuć do ekranu.

(Visited 7 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>