Mariusz Czernic

Fitzcarraldo (Werner Herzog, 1982)

Fitzcarraldo (Werner Herzog, 1982)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Dla Wernera Herzoga reżyseria filmowa była nie tylko profesją przynoszącą godziwy zysk i uwielbienie festiwalowej publiczności, ale przede wszystkim niesamowitym przeżyciem i ekstremalnym wyzwaniem. By zrealizować swoje plany jeździł więc do dżungli, gdzie nieznośne moskity, jadowite węże i tropikalna przyroda utrudniały życie podróżnikom z dalekich krain.

Niemiecki reżyser znalazł w peruwiańskiej dżungli pozytywne aspekty, dla których warto tam wrócić i jeszcze raz uwiecznić na taśmie tę eskapadę. Pierwszy raz Herzog przybył nad Amazonkę na początku lat 70, by nakręcić film „Aguirre – gniew boży” rozgrywający się w XVI wieku podczas wyprawy konkwistadorów Pizarra. Po 10 latach wrócił, by stworzyć tu kolejny autorski dramat cechujący się epickim rozmachem, głęboką treścią i europejską wrażliwością.

Początek XX wieku. Tytułowy Fitzcarraldo to Brian Fitzgerald, irlandzki podróżnik i miłośnik włoskiej opery, a w szczególności śpiewaka Enrica Caruso. Po fiasku jakim okazała się jego inwestycja w kolej postanowił wybudować operę w Iquitos, położonym nad Amazonką mieście portowym. Eksploatacja lasów kauczukowych to jego pomysł na zdobycie środków niezbędnych do spełnienia tej zachcianki. Kupuje parowiec, zbiera załogę i rusza w rejs, by urzeczywistnić marzenie. Droga wiedzie przez rzekę i góry, a okoliczni Indianie wzbudzają niepokój jak cisza przed wielką bitwą. Okazują się wprawdzie bardzo pomocni, ale to właśnie jest intrygujące. Bo czemu właściwie mieliby pomagać obcym ludziom, których nie rozumieją?

Marzenia kosztują, pochłaniają nie tylko wiele pieniędzy, ale też czasu i energii. Trzeba się namozolić, by móc stanąć dumnie z podniesioną głową i zobaczyć efekt swojej batalii. Dla Herzoga realizacja filmu na pewno nie była łatwa. Była bitwą, ale zakończyła się zwycięstwem reżysera. Scenariusz nie mógł być szczegółowy. Należało się spodziewać, że pojawią się nieprzewidziane zdarzenia, które utrudnią pracę ekipy filmowej. Tym bardziej jeśli zatrudniło się Klausa Kinskiego – aktora, który lubił stwarzać problemy.

Herzog uważał go za geniusza, więc mimo jego kapryśnego charakteru musiał go mieć w ekipie. Tytułami ich pięciu wspólnych filmów są nazwiska głównych bohaterów, co jasno daje do zrozumienia, że najważniejsza jest w nich odgrywana przez Kinskiego postać. Fabuła to tylko pretekst, by aktor mógł się wykazać.

Niesprawiedliwe byłoby jednak stwierdzenie, że „Fitzcarralda” warto obejrzeć tylko dla Kinskiego. Bo zalet jest tu więcej. Podstawowy atut to zapierająca dech sceneria. Kraina, o której mówi się, że Bóg jeszcze nie dokończył dzieła stworzenia. Operator Thomas Mauch, który z Herzogiem pracował przy 9 filmach (także dokumentalnych) potrafił wydobyć z tego miejsca to co najpiękniejsze. Czuje się słodko-gorzki smak egzotycznej przygody.

Niespokojne wodospady i kapryśne rzeki, bogata roślinność i lasy kauczukowe są atrakcyjną ozdobą tych stron i dowodem na to, że natura jest prawdziwym artystą kreującym prawdziwe cuda. Respekt wzbudzają trudne do przebycia góry, przez które nasz bohater próbuje przenieść statek parowy. Zadanie wydaje się niemożliwe do wykonania, a jednak dzięki współdziałaniu wielu osób udaje się dokonać niemożliwego. Te widowiskowe sekwencje z udziałem prawdziwych Indian robią wielkie wrażenie. Nie powstydziłby się ich sam David Lean, specjalista od dzieł monumentalnych.

MCDFITZ EC003
Fitzcarraldo stale podróżuje ze swoim adapterem, za pomocą którego odtwarza ulubione kawałki operowe: utwory Belliniego, Pucciniego, Straussa i Verdiego, składające się na bogaty repertuar Enrica Caruso. One dominują na ścieżce dźwiękowej przysłaniając pracę zespołu Popol Vuh, odpowiedzialnego za muzykę oryginalną. Ale te operowe wstawki są tu niezbędnym składnikiem służącym charakterystyce idealistycznego bohatera, pasjonata i optymisty, który naiwnie wierzy że opera jest w dziczy potrzebna.

Równie dobrze mógłby zbudować restaurację na środku pustyni – klientów nie byłoby wielu, ale za to jacy spragnieni i głodni. Mimo, iż Fitz jest naiwny i sfiksowany to wzbudza sympatię, bo jest uparty i odważny. Nie obchodzi go, co inni myślą o jego planach. On naprawdę wierzy, że to co zaplanował ma sens i może przynieść dochody. Na początku jest zresztą taka scena, która sugeruje że miłośników opery nie jest wcale mało w tych stronach. Fitz wraz ze swoją partnerką spóźnia się na przedstawienie w lokalnej filharmonii i nie ma już dla nich miejsc siedzących.

Ważną osobą w życiu Fitzcarralda jest jego bogata kochanka Molly. Ona też jest wielbicielką operowych arii i chciałaby uczestniczyć w wyprawie. Tym bardziej, że to ona kupiła statek i opłaciła załogę. Fitz odwdzięcza się jej w taki sposób, że nazywa statek jej imieniem. W roli Molly Claudia Cardinale, która będąc już po 40-ce nie musiała błyszczeć urodą ani seksapilem (choć nadal wyglądała uroczo). Mogła się już skupić na dojrzałym aktorstwie, ale zdawała sobie sprawę, że to nie będzie jej życiowa rola, gdy ekran rozsadzają dwie ekscentryczne osobowości: Kinskiego i Herzoga.

Wydaje się, że rola mieszkającego w Peru marzyciela i melomana była pisana z myślą o Kinskim, ale nie był on pierwszym wyborem reżysera. Wcześniej planowano obsadzić Jasona Robardsa, laureata dwóch Oscarów. Film został zrealizowany w Brazylii i Peru przez niemieckich twórców, a liczne trudności jakie towarzyszyły filmowcom stały się tematem realizowanego równocześnie filmu dokumentalnego „Brzemię snu” (1982, reż. Les Blank).

Herzoga nie interesowała polityka ani historia, więc nie ma tu rządowych intryg ani antyhiszpańskich rewolucji. Zamiast tego jest opowieść przygodowa o konfrontacji natury z cywilizacją oraz marzeń z rzeczywistością. Statek wnoszony z wielkim trudem na górski grzbiet to jasno sformułowany pogląd, że ciężką pracą i sprytem można spełnić największe pragnienia. Parowiec Molly to nie tylko środek transportu. To ciężar marzeń – podniesienie go oznacza, że wszystko jest możliwe nawet gdy wydaje się zupełnie niewiarygodne.

Reżyser zawarł w filmie sporo ciekawych obserwacji i jak przystało na doświadczonego dokumentalistę bez fałszu przedstawił życie w południowoamerykańskiej dżungli oraz relacje z miejscowymi, którzy mają inną kulturę, zwyczaje i religię. Nie ma tu chrześcijańskich misjonarzy głoszących biblijne nauki, ale tytułowy bohater jest kimś w tym rodzaju. Zamiast słowa bożego przynosi dzikusom europejską muzykę, która jest uniwersalna. Tak jak kino. Można nie rozumieć włoskiej, hiszpańskiej czy niemieckiej mowy, ale muzykę lub film łatwo zrozumieć nawet gdy nie zna się języka.

Fitzcarraldo Fitzcarraldo a Fitzcarraldo aa FITZCARRALDOFitzcarraldo 1982

(Visited 31 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>