Agata Malinowska

Fargo (Ethan Coen, Joel Coen, 1996)

Fargo (Ethan Coen, Joel Coen, 1996)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Zdarza mi się czasem zobaczyć film, który daje w kość. Przez kilka dni cierpię egzystencjalnie i nie ma ze mną rozmowy, bo patrzę na wszystkich wilkiem. Potem mija miesiąc, przeczytam jakąś książkę, pogadam z kimś o niczym i przychodzi czas na weryfikację pierwszego wrażenia. Zdarza się, że nie ma już o czym mówić, bo jakoś samo przeszło. Ale bywa, że nie przechodzi. „Fargo” oglądałam chyba ponad pół roku temu i wciąż nic.

Oczywiście po takim wstępie można się spodziewać, że będzie to film nie wiadomo o czym, ale tak naprawdę fabuła jest dość operetkowa, jak to zwykle u braci Coen. Sprzedawca samochodów, Jerry Ludegaard, który popadł w finansowe tarapaty, usiłuje uzyskać zastrzyk gotówki od swojego bogatego teścia. Ponieważ nie da się tego zrobić drogą negocjacji, decyduje się zaaranżować porwanie własnej żony i wynajmuje w tym celu dwóch opryszków, z którymi zamierza podzielić się okupem. Plan wydaje się koronkowy, więc oczywiście nie ma prawa zadziałać i już wkrótce giną pierwsi ludzie. Śledztwo w tej sprawie rozpoczynają organy ścigania w postaci ciężarnej pani szeryf Marge Gunderson. Wszystko to, i jeszcze więcej, w mroźnych plenerach stanu Minnesota.

Warto nadmienić, że Minnesota to dla braci Coen rodzinne strony. Nakręcenie filmu o makabrycznych zbrodniach, dodatkowo ze wzmianką o autentyczności przedstawionych tam zdarzeń, jest z pewnością raczej specyficznym hołdem dla krajobrazów dzieciństwa. Niemniej znajomość lokalnego kolorytu z pewnością pomogła uczynić ten film lepszym i dodać mu kilku ciepłych akcentów, które czynią całość jeszcze bardziej barwną.

Fargo” jest bowiem raczej filmem wyrazistym niż subtelnym. Rysunki postaci są schematyczne, ale starannie dobrani aktorzy ożywiają je i sprawiają, że stanowią one uosobienia starych jak świat ludzkich typów (Jerry Lundegaard to wręcz modelowy tchórz). Scenariusz jest niezwykłą mieszanką bardzo czarnego humoru, okrutnego dramatu i wątków kryminalnych. Sugestywna muzyka i zimna paleta barw dodatkowo pogłębiają nastrój, który już na początku nie jest nadmiernie wesoły. Jednak pomimo narastającego uczucia przytłoczenia, kilka scen w „Fargo” jest przerysowanych w tak zabawny sposób, że nie mogłam się nie roześmiać.

Przerysowane są również wizerunki dwóch łotrów – Carla i Gaeara. O ile jednak Buscemi, grający Carla, jest tu nerwowy i ekspresyjny, o tyle Gear to zamknięty w sobie psychopata, który poświęca mordowaniu akurat tyle uwagi, co oglądaniu telewizji. Zbrodnie w „Fargo” są jakby przypadkowe, w gruncie rzeczy głupie i niezrozumiałe. Bracia Coen nie dają się wciągnąć w pakt z diabłem, nie próbują usprawiedliwiać ani współczuć. Zło nie ma tu intrygującej twarzy Ala Pacino, erudycji Hannibala Lectera, nonszalancji Alexa z „Mechanicznej pomarańczy”.

Nie jest nawet trochę interesujące, budzi wyłącznie wstręt i strach. I to właśnie ten film przychodzi mi czasem na myśl, gdy widzę makabryczne nagłówki brukowców o kolejnym niemowlaku usmażonym przez matkę w mikrofalówce. Dostojewski czerpał inspirację z kronik kryminalnych, bracia Coen spokojnie mogliby również pójść po swoją fabułę do kiosku.

Na szczęście wszystko jest tu dość umowne – oryginały plączące się po ekranie nieco tylko przypominają sąsiadów zza rogu, trudno sobie też wyobrazić, by taki teatr przypadku był wiarygodnym odbiciem rzeczywistości. Na szczęście – inaczej powstałby film naprawdę wstrząsający, którego oglądanie trudno by było znieść.

Fargo (Ethan Coen, Joel Coen, 1996) a Fargo (Ethan Coen, Joel Coen, 1996) aaFargo (Ethan Coen, Joel Coen, 1996) aaa

(Visited 7 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>