Agata Malinowska

Ex Machina (Alex Garland, 2015)

Ex Machina (Alex Garland, 2015)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Alex Garland nie zdążył jeszcze wyrobić sobie marki jako reżyser. Jednak jako scenarzysta współtworzył jedne z najciekawszych filmów nurtu science-fiction w XXI wieku – W stronę słońca i Nie opuszczaj mnie. Ex Machina, jego pierwszy w pełni autorski film, ma zaś szansę stać się najinteligentniejszym SF ostatnich dwóch dekad.

Sekwencja otwierająca filmu zawiera scenę lotu helikopterem ponad porośniętymi dżunglą górami. Wywołuje ona nie tyle zawrót głowy, ile natychmiastowe déjà vu. Podobna sceneria i podobny lot rozpoczyna jeden z najsłynniejszych thrillerów SF lat 90 – Park Jurajski. Bohaterowie zmierzają w nim ku tajnemu ośrodkowi, by zobaczyć tam cud techniki, który rzuci ich na kolana. A potem zniszczy.

Podobna atmosfera odosobnienia, ekscytacji i grozy towarzyszy pasażerowi i tego helikoptera. Młody informatyk Caleb przybywa do odległej górskiej posiadłości zamieszkałej przez Nathana, geniusza, miliardera i samotnika. Tam poznaje skonstruowaną przez Nathana cybernetyczną kobietę – Avę. Zadaniem Caleba jest przeprowadzenie testu. Ma tydzień, by poznać Avę, porozmawiać z nią i ocenić, czy posiada ona świadomość zbliżoną do ludzkiej. Ava, zamieszkująca rozległe pomieszczenie pod stałą obserwacją licznych kamer, okazuje się być przyjazna, subtelna i inteligentna. Pomiędzy nią a Celebem szybko zawiązuje się sympatia. Pewnego dnia, gdy w posiadłości nagle wysiada zasilanie, i wszechobecne kamery ślepną, Ava przekazuje chłopakowi wiadomość. Nie ufaj Nathanowi. On nie jest twoim przyjacielem. Kłamie na każdym kroku.

Kłopot w tym, że Caleb, jakkolwiek zauroczony Avą, nie może być pewien także i jej motywacji. Robotyczna kobieta dość wcześnie daje mu do zrozumienia, że pragnie uciec z ośrodka. Ukrywa swoje ciało androida pod ubraniem i peruką. Nawiązując z chłopakiem nieśmiały flirt, pozuje na księżniczkę więzioną przez ogra, delikatnie ustawiając Caleba w pozycji rycerza. Nathan zresztą wpisuje się w tę narrację doskonale – brodaty, zwalisty i nadużywający alkoholu, ewidentny mizogin i megaloman, zręczny manipulator, wzbudza w bohaterze podziw, ale też nieufność, a może i obrzydzenie.

Ex Machina (Alex Garland, 2015) Ss

Sam wynalazca postrzega siebie raczej w kategoriach prometejskich – i trudno nie przyznać mu racji. Mit o Prometeuszu – Tytanie, który stworzył ludzką rasę i wykradł dla niej ogień od Zeusa, by ponieść straszliwą karę – patronuje nurtowi science-fiction od samych jego początków. Pierwszym „współczesnym Prometeuszem” był Victor Frankenstein, bohater słynnej powieści Mary Shelley, twórca sztucznego człowieka, który zwrócił się przeciw swemu twórcy. Prometejskie dzieło – powołanie do życia innej istoty mocą ducha i intelektu – stało się tu figurą symbolizującą bluźnierstwo nauki, za pośrednictwem której człowiek gwałci naturalny porządek, by ostatecznie zostać za to ukaranym już nie z ręki bogów, lecz istoty, którą sam stworzył. Historia Frankensteina znajduje oczywiste powtórzenie w opowieściach o buncie maszyn, od Odysei kosmicznej poprzez Terminatora, aż po (Ani)Matrix. Tą samą ścieżką podąża Garland, budując wokół trojga bohaterów atmosferę nieuniknionej katastrofy. Sztuczna inteligencja, raz powołana do życia, nie daje się ujarzmić – od początku walczy o wolność i nie uznaje nad sobą żadnej władzy. To, co z początku wydaje się zaledwie naukowym eksperymentem, jest w istocie dramatycznym pojedynkiem, podszytym koszmarem i szaleństwem.

Ex Machina, ze swoją damską A.I., ze swoim erotyzmem i intelektualną witalnością, to swego rodzaju evil twin dla filmu Ona. Ów świetny film sprzed dwóch lat przedstawia historię romansu melancholijnego człowieka imieniem Theodore i Samanthy – bezcielesnej, filuternej i ultrapotężnej sztucznej inteligencji. Podobnie jak w Ex Machina, porozumienie między człowiekiem i maszyną zostaje tu nawiązane przede wszystkim na płaszczyźnie emocjonalnej. Staje się ono motorem rozwoju i ważnym krokiem na drodze do samoświadomości Samanthy. Miłość i flirt to w Ona narzędzie emancypacji. W Ex Machinanarzędzie władzy.

Ex Machina (Alex Garland, 2015) A

Być może najwięcej zabawy daje interpretacja filmu jako opowieści o grze w kobiecość. Nathan tworzy Avę jako istotę seksualną. Podkreśla jej kobiecość, nadając jej damskie atrybuty i piękną twarz. Ava świadomie kontynuuje maskaradę, zakładając sukienki, okazując łagodność i uległość. Dla Caleba staje się kobietą w opresji, by mógł on łatwiej zapomnieć o jej niezwykłej naturze. Naturze, której na dobrą sprawę nie zna nawet sam Nathan. Kobiecość to dla Avy maska, zestaw kodów i symboli, nigdy biologiczna konieczność czy „prawo naturalne”. Jest istotą spoza naturalnego porządku i wolno jej wybrać, czy zechce ten zastany ład zaakceptować, czy podeptać. Idąc o krok dalej, można uznać Avę za figurę feministyczną – postać kobiety wyzwolonej przez technologię, której nie obowiązują już zasady wyznaczone przez ciało lub kulturę i która zgodnie z własną wolą przygarnia, modyfikuje lub odrzuca tradycyjnie przyjęte kobiece symbole i własności. Można też zobaczyć w niej ostateczne bluźnierstwo nauki – uosobioną karę na swojego Prometeusza. Co kto lubi.

Jak widać, powodów, by hołubić film Garlanda jest bardzo wiele. Jednak najistotniejszy dla mnie jest ten, że reżyser i scenarzysta w dwójni jedyny zdaje się doskonale rozumieć i bawić się wszystkimi tymi tropami, z lubością dorzucając całymi garściami kolejne. Mamy tu więc także spiskowe teorie związane z Google (Nathan jest wynalazcą najpopularniejszej wyszukiwarki w Internecie), Wittgensteina, bombę atomową i tytuł złowrogo nawiązujący do deus ex machina w jego literalnym znaczeniu. Z pewnością może to sprawiać wrażenie popisywania się, z drugiej – trudno jest nie zareagować pozytywnie na taką feerię pomysłów i aluzji. Ani Nolan (Interstellar), ani tym bardziej Scott (Prometeusz) czy nieszczęsny Wally Pfister (Transcendencja), nawet nie otarli się o ten poziom intelektualnej dyscypliny. Jeśli marzą oni o kolejnych podbojach w regionach zbliżonych do SF, właśnie dowiedzieli się, kto powinien być ich scenarzystą.

Ostatnimi czasy sztuczna inteligencja wyziera zza każdego prawie kinematograficznego winklaEx Machina jest piątym, po Automata, The Machine, Chappie i Transcendencji, filmem poruszającym ten temat, który przewinął się przez moją świadomość w ciągu ostatniego roku. Jest również najprawdopodobniej wart więcej, niż wszystkie one razem wzięte. Mam nadzieję, że to wystarczająca rekomendacja.

(Visited 18 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>