Przemysław Sopocko

Equilibrium (Kurt Wimmer, 2002)

Equilibrium (Kurt Wimmer, 2002)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Po III wojnie światowej ludzkość postanowiła wyeliminować przemoc ze swojej egzystencji. Ale postawy pełne przemocy miały gdzieś swoje źródło. Były nim uczucia. W wielkim i totalitarnym państwie na wzór z „Roku 1984” George’a Orwella, rządzący wynaleźli narkotyk – prozium, który niszczył w człowieku uczucia. Poza zdolnością do odczuwania, postanowiono zniszczyć także przedmioty jej wywołujące – a więc książki, dzieła sztuki.

Za odczuwanie groziła kara śmierci, a osób, które nie brały prozium poszukiwali klerycy Tetragrammatonu, mając do dyspozycji także czyścicieli – specjalne oddziały policji. Państwem rządził Ojciec (Sean Pertwee), który był wszędzie (jak Wielki Brat u Orwella). Jednym z kleryków był John Preston (Christian Bale), odnoszący największe sukcesy ze wszystkich. Okazał się bezlitosny – nie zrobił nic, kiedy czyściciele zabrali jego żonę na kremację za odczuwanie, ani, gdy musiał zabić innego kleryka  – Errola Patridge’a (Sean Bean). Pewnego dnia, zapomniał jednak wziąć prozium. Zaczął odczuwać …

Christian Bale i Emily Watson

Zobaczył, że Partridge miał rację, a na dodatek zakochał się z wzajemnością w jego dziewczynie – Mary O’Brian (Emily Watson). Kleryk Brandt, nowy partner Prestona, ambitny człowiek, zaczął podejrzewać kolegę o odczuwanie. Rozpoczęła się gra Prestona- wciąż działał, ale postanowił skontaktować się z ruchem oporu, któremu przewodził Jurgen (William Fichtner). Ludzie z podziemia chcą zabić Ojca oraz obalić totalitarne rządy. Preston przystaje do nich, a tym bardziej, że pojawi się szansa na spotkanie z samym Ojcem i jego zastępcą konsulem Dupontem (Angus MacFadyen) … idealna okazja na realizację planu.

kleryk Preston i czyściciele

Tyle o treści. Bardzo ciekawa historia, ale … no właśnie. Aktorsko jest bardzo dobrze. Christian Bale to niekwestionowa gwiazda. Ponoć po tym filmie zaproponowano mu rolę Batmana w trylogii Christophera Nolana. Z drugiej strony, Bale (Walijczyk z pochodzenia) od „Equilibrium” rozpoczął tendencję zwyżkową, która doprowadziła go do Oscara (R). Walijczyk pokazał swoje umiejętności w sztukach walki, ale też w scenach dramatycznych – odczuwanie żalu.

Taye Diggs, to druga ważna postać. Ambitny, wścibski, ale też dążący do celu. Trzecioplanowy aktor z „Chicago” (2002) jako lider zespołu, dostał pierwszą w życiu rolę główną. Potem jakoś każdy zapomniał o nim. Szkoda takiego talentu.

Taye Diggs

Emily Watson („Gosford Park”, „Gnijąca panna młoda”) – przerażona przez większość czasu, ale też wściekła o śmierć ukochanego, czy kochająca Prestona. Moim zdaniem średnia rola. Zabrakło mi silnej postaci kobiecej.

William Fichtner jako lider ruchu oporu – idealna postać dla gwiazdora drugoplanowego („Gorączka”, „Mroczny rycerz”, „Gniew oceanu”). Cwany, ale też i bezbronny w starciach z klerykami. Niemal jak prawdziwy przywódca podziemia, z góry skazanego na porażkę.

Angus MacFadyen („Braveheart”, serial „Californication”) w roli Konsula Duponta to również strzał w dziesiątkę. Człowiek niebezpieczny, ale jak się okazuje działający wbrew prawu, które sam tworzy – nie zażywa prozium, a na dodatek sam rządzi państwem, zamiast Ojca. Gdy trzeba, umie skorzystać samemu z broni palnej, jak i białej. Na coś przydały się treningi z mieczem na planie „Bravehearta”.

Sean Bean – ginie, jak zawsze. Pojawia się na 20, może 25 min + 2-3 min jako zwłoki w kostnicy. Odczuwający kleryk, przez którego śmierć Preston zapomina wziąć prozium. Sean, jak zawsze gra na swoim wysokim poziomie i jego postać ginie. Szkoda.

Sean Bean i Christian Bale

W tle pojawił się jeszcze David Hemmings (jako wprowadzający na audiencję u Ojca) – gwiazda „Powiększenia” Antonioniego, który zagrał jeszcze w „Gladiatorzesir Ridley’a Scotta oraz „Lidze Niezwykłch Dżentelmenów”.

Technicznie jest średnio. Widać niski budżet produkcji. Efekty komputerowe rażą swoją sztucznością. Choreografia scen walki jest lepsza niż w „Matrixie”. Christian Bale skacze, strzela, walczy na miecz. Sam pokonuje wielu przeciwników. Zdjęcia Dion Beebe’a („Chicago”, „Zakładnik”) są dopasowane do scen walki – kamera podąża za klerykiem. W czasie strzelanin zmieniają się ujęcia, ale głównych postaci nie traci się z oka.

Scenografia Wolfa Kroegera („Trzynasty wojownik”, „Wróg u bram”) wykonana jest przyzwoicie. Ile w tym zasługi projektanta, a ile Niemiec? Berlin przeraża swoją surowością i estetyką – tu służył, obok Babelsbergu (słynne miasto w Brandenburgii, gdzie kręci się ruiny) za tło. Gdy będę pisał recenzję „Walkirii”, to rozpiszę się tam bardziej szczegółowo. Berlin, idealnie nadawał się do scen w plenerze – te wielkie place, wokół których jest tyle szarości. Aż ciarki przechodziły po plecach …

Muzyka Klausa Badelta („Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły”, „Wehikuł czasu”, „16 przecznic”) jest niesamowicie piękna. Nie sądziłem, iż Niemiec, jeden z uczniów samego Hansa Zimmera sobie poradzi, a tu miła niespodzianka. Motywy z jednej strony dołują i przerażają, ale z drugiej strony, zachwycają swoim pięknem, zwłaszcza kwestie śpiewane przez chór).

Podsumowując, „Equilibrium” to oszczędnie wykonany doskonały thriller sf/akcja z przesłaniem rodem z Orwella. Dobrzy aktorzy, widoki Berlina, a przede wszystkim scenariusz. Totalitarny kraj, który kontroluje wszystkich, ale sam tworzy fikcję w tymże celu. Ale są osoby pragnące obalić nieprawdziwy świat. I to jest w tym filmie najważniejsze – walki, choć widowiskowe, to jedynie forma dla treści.

(Visited 10 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>