Mariusz Czernic

Dzień Puszczyka / Il Giorno della civetta (Damiano Damiani, 1968)

Dzień Puszczyka / Il Giorno della civetta (Damiano Damiani, 1968)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Dramaty gangsterskie powstawały już we wczesnej fazie kina dźwiękowego, ale dopiero po wojnie pojawiły się na ekranach pierwsze ambitne filmy o mafii. Prym wiodło kino włoskie, a zaliczany do neorealizmu dramat Pietro Germiego Pod niebem Sycylii (1949) uważany jest za prekursora gatunku. Gatunek rozwinął się na fali sukcesów mafijnych kryminałów z przełomu lat 60. i 70. Gigantyczny triumf Ojca chrzestnego (1972) wywołał lawinę naśladownictw, ale warto też zwrócić uwagę na to, co działo się wcześniej. Wcześniej był m.in. Dzień puszczyka (1968) Damianiego. Nie znajdziemy w nim efektownych pościgów, strzelanin i bijatyk, bo to nie jest żaden współczesny western, ale trzymający się zasad realizmu proceduralny kryminał.

Właściciel firmy budowlanej, odpowiedzialnej za budowę nowej drogi, pada ofiarą morderstwa. Do wyjaśnienia sprawy zostaje oddelegowany młody funkcjonariusz policji, kapitan Bellodi, przybyły z północnej Italii. Szybko okazuje się człowiekiem pełnym entuzjazmu, przebiegłym i natarczywym. Nęka tutejszych mieszkańców, którzy kryją się za murem milczenia. Jedni milczą dlatego, że boją się o własne życie, inni dlatego, że mają coś na sumieniu. Bellodi jest w swojej walce osamotniony, tylko on decyduje się dotknąć tych, którzy są nietykalni, więc zamiast pochwał może liczyć tylko na wrogie spojrzenia i nieprzyjazne gesty. No i przed każdą przejażdżką powinien sprawdzać samochód, czy aby ktoś mu nie podłożył bomby. Takiego idealistę niełatwo nastraszyć lub przekupić, nie wiadomo czy ma żonę i dzieci, nie wiadomo więc jaki jest jego słaby punkt.

Damiani wraz ze scenarzystą Ugo Pirro, który pracował wcześniej przy innym znanym filmie o mafii, pt. Każdemu swoje (1967) Elio Petriego, zadbali o to, by w natłoku dialogów i sprzyjających śledztwu ważnych tropów nie zapomnieć o postaciach. Uwikłani w intrygę bohaterowie (żandarmi, konfidenci i inni mieszkańcy) przypominają bezbronne owady, które w każdej chwili mogą zostać rozdeptane przez don Mariano, człowieka potężnego i bogatego, mającego wpływowych przyjaciół. To on zbudował w prowincjonalnym sycylijskim miasteczku mur milczenia i nikt nie odważy się go rozbić. Inteligencja i determinacja kierują młodego policjanta na właściwą drogę, lecz aresztowanie winnych to dopiero początek problemów. Znana jest przecież prawda o tym, że policjanci aresztują winnych tylko po to, by sąd mógł ich wypuścić. Bo albo sąd jest skorumpowany, albo dowody znikają, albo świadkowie nie chcą mówić.

W pierwszej scenie znakomicie zostało zainscenizowane zabójstwo, będące głównym przedmiotem dochodzenia. Strzelba wypala prosto w kierowcę ciężarówki, niekontrolowany truck stacza się, zatrzymuje i na zewnątrz wychodzi ranny kierowca. Po chwili zostaje dobity przez czekającego nań strzelca. Twarz i tożsamość zabójcy są dla widzów nieznane, ale na miejscu zdarzenia pojawia się świadek, który później zostaje uznany za zaginionego. Został prawdopodobnie zamordowany, a jego zwłoki ukryte. Ten nieszczęśnik to mąż Rosy Nicolosi, najpiękniejszej kobiety w mieście. Teraz to ona znajduje się w centrum uwagi – karabinierzy (żandarmi) chcą ją zmusić do mówienia, a jeśli piśnie choć słówko to Sycylijczycy nie dadzą jej spokoju. Odbiorą jej reszki godności i honoru, zmieszają z błotem i przedstawią jako kłamliwą ladacznicę. Utrata honoru bywa gorsza od utraty życia. Oprócz tego kobieta cierpi, bo nie ma pojęcia, co stało się z jej mężem. Wygląda na sponiewieraną i udręczoną, choć nikt jej nie pobił. Mimo młodego wieku sprawia wrażenie osoby boleśnie doświadczonej przez los.

Odpowiednie emocje i przekaz udało się uzyskać nie tylko dzięki znakomitym dialogom, świetnie rozbudowanym charakterom i relacjom międzyludzkim, ale też wspaniałym aktorom. Znakomitą kreację stworzyła Claudia Cardinale, która wygląda tu jakby nosiła niewidzialną koronę cierniową – na jej twarzy maluje się cierpienie i rozpacz, a wypowiadane przez nią słowa potwierdzają, że jest bezsilną ofiarą. Milczy, bo nie chce narażać córki, a nie dlatego że ma coś do ukrycia. Bardzo dobrze wypadł kojarzony dotychczas z westernami Franco Nero, tym razem gładko ogolony, przez co nie przypomina postaci, jakie grywał wcześniej. Aby wiarygodnie przedstawić zdeterminowanego kapitana karabinierów musiał zrezygnować z minimalizmu na rzecz bardziej efektywnej gry aktorskiej. Zarówno Nero jak i Cardinale zdobyli za swoje role włoskie Oscary, czyli tzw. Dawidy Donatella, więc myślę, że śmiało można zaliczyć te kreacje do najlepszych w ich karierach. Z takich młodych i sympatycznych gwiazd ekranu łatwo można było zrobić parę kochanków, ale Damiani nie wpadł na ten pomysł, co wyszło filmowi na dobre. Osoby oczekujące choćby grama romantyzmu mogą być zawiedzione.

W latach 60. włoskie kino miało już ugruntowaną pozycję na świecie, więc nie powinno dziwić, że Italię zaszczycali swoją obecnością wybitni aktorzy zza oceanu. W Dniu puszczyka ważną rolę zagrał Lee J. Cobb, amerykański specjalista od ról czarnych charakterów. I choć należało go zdubbingować (gdyż po włosku gadać nie umiał) bezbłędnie wczuł się w rolę lokalnego bossa, don Mariano Areny. Odpowiednia gestykulacja i język ciała zrobiły swoje – Cobb wykreował wielowymiarową postać, jakiej amerykańskie kino mu nie zaoferowało. Genialna jest scena, w której dumny przechodzi przed kapitanem policji, by pokazać mu kto tu rządzi. Dzieli on ludzi na pięć kategorii, najniższa to chwasty, czyli obywatele niepożądani, których łatwo unieszkodliwić. Jakby dla równowagi, obok trójki głównych wykonawców są też trzy wyraziste postacie drugoplanowe: Gaetano Cimarosa jako Zecchinetta, Nehemiah Persoff jako don Pizzuco i Serge Reggiani w roli szpicla Parrinieddu. To poplecznicy wielkiego don Mariano, zmuszeni do dokonania niełatwych wyborów.

Stylista obrazu Antonio Delli Colli po raz kolejny udowodnił swój kunszt. Sycylijskie krajobrazy i twarze aktorów sfilmował z doskonałym zmysłem obserwacji i malarską wrażliwością. Kompozytor Giovanni Fusco, który zmarł trzy miesiące po premierze, skompilował nieszablonową i porywającą ścieżkę dźwiękową, jakby chciał ożywić akcję filmu. Dziś już nie pamięta się o tym artyście, a to jeden z najwybitniejszych włoskich kompozytorów swoich czasów – był równie szanowany co Nino Rota, a zawdzięczał to współpracy z Michelangelo Antonionim.

Ten mistrzowski dramat kryminalny zaskakuje ironicznym zakończeniem. Taka kąśliwa ironia zamykająca film była częstą praktyką we włoskich filmach i odróżniała je od kina zachodniego. W amerykańskich filmach finał jest zwykle jasny i sprecyzowany, nie ma w nim miejsca na domysły. Po obejrzeniu Dnia puszczyka kłębią się w głowie pytania, na które twórcy nie odpowiedzieli jasno i precyzyjnie (nie wyjaśniono np. co tytułowy gatunek sowy ma wspólnego z fabułą). Film Damianiego to jeden z wielu przykładów na to, że arcydzieł kinematografii można spokojnie szukać w rodzinie kryminałów. Na pewno nie będzie to szukanie igły w stogu siana.

(Visited 18 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>