Mariusz Czernic

Dzień bestii / El día de la bestia (Álex de la Iglesia, 1995)

Dzień bestii / El día de la bestia (Álex de la Iglesia, 1995)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Po sukcesie Dziecka Rosemary i kilku brytyjskich ‚horrorów diabelskich’ gatunek satanistycznych thrillerów osiągnął apogeum w latach 70, gdy powstały silnie inspirujące i trudne do zapomnienia klasyczne pozycje gatunku: Egzorcysta i Omen. Kolejna dekada to czas horrorów komediowych, które udowadniały, że można się śmiać z własnych lęków (przykładem może być Amerykański wilkołak w Londynie). Hiszpański reżyser Álex de la Iglesia postanowił połączyć komedię grozy z satanicznym thrillerem i osiągnął na ekranie powalający efekt. Swój film oparł na Objawieniu Św. Jana, które zapowiada nadejście Antychrysta i zarazem koniec świata. Nic nie trwa wiecznie, więc świat również musi ulec zagładzie. Tym bardziej, że siły zła osiągnęły już miażdżącą przewagę.

Ángel Berriatúa to katolicki duchowny i wykładowca teologii na uniwersytecie. Po wielu latach studiowania Apokalipsy Św. Jana, ostatniej księgi Nowego Testamentu, dochodzi do przerażających wniosków. W Madrycie w noc wigilijną 1995 roku ma narodzić się Antychryst, potomek diabła. Wtedy na świecie zapanuje ciemność, a ludzie pójdą na Sąd Ostateczny. Czasu jest niewiele, a dobroduszny ojczulek nie zna jeszcze dokładnego miejsca narodzin szatańskiego dziecka. Aby odnaleźć to miejsce postanawia zawrzeć pakt z diabłem i w tym celu musi najpierw popełnić kilka ciężkich grzechów. Już w pierwszej scenie ów ksiądz o anielskim imieniu i poczciwym wyglądzie prosi o rozgrzeszenie za zło, które wkrótce uczyni. Taki wstęp wiele obiecuje, ale reżyser nie idzie na łatwiznę i udaje mu się niejednokrotnie zaskoczyć widza.

Walczący z demonami ksiądz musi zapewne uchodzić za wariata, ale na szczęście nie jest osamotniony. W wykonaniu misji pomaga mu dwóch delikwentów i w pewnym momencie film okazuje się przewrotną wersją biblijnej przypowieści Trzej Królowie. Kacper, Melchior i Baltazar podróżowali śladem proroctwa, by powitać syna bożego. Bohaterowie Dnia Bestii próbują odnaleźć syna szatana, by go unicestwić. Księżulkowi towarzyszy więc dwóch grzeszników, dzięki czemu szansa na spotkanie z diabłem powiększa się. Pierwszy ze wspólników to sprzedawca ze sklepu muzycznego – satanista, narkoman i jednocześnie miłośnik ciężkiej muzyki, co nie jest bez znaczenia, bo mit satanizmu obecny jest współcześnie w muzyce heavy/death/black metalowej. Drugi kompan to telewizyjny celebryta – hochsztapler i pozer, który regularnie ogłupia telewidzów swoim programem o zjawiskach paranormalnych.

Niewątpliwą zaletą produkcji jest zawrotne tempo akcji. Realizatorzy szybko manewrują pomiędzy różnymi gatunkami. Mamy tu komedię o najciemniejszym odcieniu humoru, buddy movie z trójką barwnych postaci, a także przewrotną satyrę na odmóżdżające widowiska telewizyjne. Wreszcie mamy tu też do czynienia z trzymającym za gardło thrillerem, posępnym horrorem oraz kinem apokaliptycznym o złu i przemocy dominujących nad prawością i humanitaryzmem. Z początku film ujmuje wisielczym poczuciem humoru, ale główny bohater się nie śmieje – od początku traktuje bardzo poważnie tę całą misję. Jest księdzem, więc doskonale wie, iż z szatanem nie ma żartów. Jego nieświadomi zagrożenia towarzysze też wkrótce zauważą, że im dalej w las tym droga staje się ciemniejsza, a szatan zdobywa coraz większą kontrolę nad ludźmi.

Dzieło bilbańskiego reżysera cechuje się wizualną perfekcją. Kapitalne są nocne zdjęcia Madrytu – to miasto zdaje się ukrywać jakiś sekret, a zadaniem naszych bohaterów jest go odkryć. W jakim miejscu mógłby narodzić się Antychryst? To musi być miejsce charakteryzujące się czymś szczególnym. W obrazie nie brakuje mrożących krew w żyłach efektów, jak na przykład podpalenie żywcem człowieka. Trudno ten film nazwać rasowym horrorem, a jednak przemoc jest tu dość ostra i komizm łagodzi ją tylko w niewielkim stopniu. Scena walki między zawziętym klechą a nieustępliwą herod-babą jest w stanie rozbawić, bo cechuje się pozytywnym szaleństwem i wigorem, ale późniejsze sceny przemocy to już kategoria R.

Skoro film jest koktajlem gatunkowym to i soundtrack musiał być mieszanką różnych stylów – od kawałków jazzujących i rapowych po gatunki wywodzące się z hard rocka. Muzyka na szczęście nie przysłoniła zalet scenariusza, takich jak oryginalna fabuła wraz z ciekawą konstrukcją głównych postaci – trzech odmiennych typów mających różną filozofię na życie. Jeden jest altruistą pragnącym pokoju na świecie, drugi ucieka od rzeczywistości w narkotyki i agresywną muzykę, dla trzeciego ważna jest sława i pieniądze. Hiszpańscy aktorzy fenomenalnie odegrali swoje role, jest między nimi dysonans, trudno przewidzieć czy będą potrafili lojalnie współpracować czy może diabeł ich nastawi przeciwko sobie. Dzień Bestii to wyborne, eskapistyczne i frenetyczne, kino rozrywkowe podejmujące temat eschatologii chrześcijańskiej. Nie spodoba się wszystkim, bo nie każdy lubi, gdy przypomina mu się o sprawach agonalnych: śmierci, sądzie ostatecznym, ogniu piekielnym.

(Visited 28 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>