Mariusz Czernic

Działa Navarony / The Guns of Navarone (J. Lee Thompson, 1961)

Działa Navarony / The Guns of Navarone (J. Lee Thompson, 1961)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Grecja tak jak wiele innych krajów europejskich w czasie II wojny światowej była okupowana przez Niemców. Działał wtedy w Grecji pochodzący z Polski agent brytyjskiego wywiadu Jerzy Szajnowicz-Iwanow, sportretowany w całkiem niezłym filmie Zbigniewa Kuźmińskiego Agent nr 1 (1971). Jednak film brytyjskiego reżysera J. Lee Thompsona opowiada inną, lecz równie ciekawą, historię z czasów wojny z nazistami. Sześciu straceńców zostaje wysłanych na kontrolowany przez Niemców obszar w Grecji w celu wysadzenia ogromnych dział zagrażających alianckim okrętom. Wspomniany Iwanow wraz ze swoimi wspólnikami wcześniej czy później musiał wpaść w ręce wroga i został rozstrzelany. Czy komandosi z oddziału majora Franklina podzielą jego los czy może będą mieli więcej szczęścia?

W specjalnej grupie dywersyjnej są przedstawiciele różnych nacji, w tym dwóch Greków. Stanowią oni różnorodną lecz zgraną ekipę żołnierzy, którzy są w stanie wykonać powierzone im zadanie: doświadczony alpinista i poliglota, kapitan Keith Mallory (Gregory Peck), ekspert od materiałów wybuchowych, kapral John Anthony Miller (David Niven), który nie chce być oficerem, a zabijanie woli zostawić innym, podejrzliwy i pochmurny pułkownik Andrea Stavrou (Anthony Quinn), któremu wojna odebrała żonę i dzieci, zmęczony zabijaniem mechanik i spec od techniki Casey Brown (Stanley Baker) zwany „Rzeźnikiem z Barcelony”, kompetentny dowódca, major Roy Franklin (Anthony Quayle) i zabijaka o wyglądzie amanta Spyro Pappadimos (James Darren). Większość z tych postaci występuje także w opublikowanej w 1957 roku powieści Alistaira MacLeana, która stała się podstawą znakomitego scenariusza Carla Foremana. Scenarzysta był również producentem filmu, więc zadbał o doborową ekipę aktorską i techniczną, kompetentnego reżysera i odpowiednie lokalizacje (jako że wyspa Navarona nie istnieje zdjęcia nakręcono na greckiej wyspie Rodos).

Na początku filmu można zauważyć Richarda Harrisa w wyrazistym epizodzie – w roli Australijczyka, majora Barnsby’ego, który z przekonaniem opowiada o tym, że chętnie wypchnąłby z 3000 metrów (oczywiście bez spadochronu) człowieka odpowiedzialnego za błędne sterowanie żołnierzami i wysyłanie ich na pewną śmierć. Tym znienawidzonym służbistą jest komandor Jensen (James Robertson Justice), który już przygotowuje kolejną samobójczą akcję – sam siedząc w bezpiecznym miejscu nic nie ryzykuje, ale gotów jest wysłać sześciu śmiałków na wyjątkowo niebezpieczną misję dywersyjną. Już wielu zginęło na tej wojnie, więc kilku więcej nie zrobi różnicy. Ale nawet gdyby misja się udała może zginąć wielu przypadkowych ludzi, bo naziści za takie brawurowe akcje gotowi są ukarać bezbronnych mieszkańców Grecji. Ekipa majora Franklina już zna doskonale skutki uboczne takich misji, więc stara się myśleć wyłącznie o zadaniu, a nie jego konsekwencjach. Bohaterowie zostają zmuszeni do walki nie tylko z nazistami, ale i naturą: nieokiełznanym sztormem i trudną do pokonania stromą skałą. Nie obejdzie się bez podejmowania trudnych decyzji, nie mających wiele wspólnego z wojskowym honorem i odwagą.

To jeden z tych filmów, w których finałowa akcja jest tylko formalnością i jej wynik raczej nikogo nie zaskoczy. Ważniejsze są przeszkody jakie dywersanci mają do pokonania  – wróg czyhający na każdym kroku, a także zdradziecki kompan sprzyjający okupantom. Wykrycie zdrajcy to jeden z najciekawszych fragmentów filmu – napięcie sięga zenitu, bohaterów ogarniają wątpliwości, zaś wojna przestaje w tym momencie być zabawą w zabijanie Niemców, stając się niełatwą próbą zachowania godności i człowieczeństwa. Obok dylematu zabić/nie zabić pojawia się również inny: czy zostawić rannego kumpla na pastwę wroga? Kpt. Mallory decyduje się nie tylko go zostawić, ale i wykorzystać do swojego planu, by zmylić przeciwnika. Nawet jeśli bohaterowie przeżyją i zwyciężą to będzie to gorzkie zwycięstwo, obfitujące w wyrzuty sumienia, niehonorowe zagrywki i niepotrzebne ofiary.

Film J. Lee Thompsona zdobył 7 nominacji do Oscara, o czym zadecydowała przede wszystkim strona techniczna – wprawdzie zdjęcia Oswalda Morrisa nie zostały wyróżnione, lecz uznanie wzbudziły triki optyczne Billa Warringtona i linearny montaż Alana Osbistona. Doceniono zręczną rękę J. Lee Thompsona, dynamiczną muzykę Dimitri Tiomkina oraz wkład i zaangażowanie Carla Foremana. Scenariusz nie jest wypełniony kultowymi dialogami, ale rozmowy wyglądają naturalnie, zaś aktorzy wypowiadają je z przekonaniem i autentyzmem. Jak przystało na kino sensacyjne nie brakuje tu pirotechniki, brawury, trudnych przeszkód i zabijania, które wchodzi w nawyk, a moment zawahania może doprowadzić do śmierci. Działa na wrony to po prostu klasyk kina akcji, który nawet po 50 latach nic nie stracił ze swej jakości, a nawet wiele zyskał. O sile filmu świadczy też fakt, że jego reżyser przez kolejne trzy dekady nie był w stanie powtórzyć sukcesu tego dzieła.

The Guns of Navarone (J. Lee Thompson, 1961)  s The Guns of Navarone (J. Lee Thompson, 1961)  a The Guns of Navarone (J. Lee Thompson, 1961)  aaa

(Visited 20 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>