Adrian Kaczyński

Død Snø 2 (Tommy Wirkola, 2014)

Død Snø 2 (Tommy Wirkola, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Z racji pogody jaka ostatnio w Polsce panuje postanowiłem obejrzeć coś ochładzającego nie tylko dla ciała, ale i umysłu. Pamiętając klimat jedynki i śnieżne plenery w niej występujące oczekiwałem tego samego po „Død Snø 2”. Jednak w najnowszym filmie Wirkoli jest więcej krwi i flaków niż śniegu, co nie oznacza, że jest gorzej. Wprost przeciwnie, jest lepiej, znacznie lepiej. Norweski reżyser zabawił się kolejny raz zombie movie tworząc chyba najbardziej kompletne dzieło w swojej filmografii. Także pierwsze koty za płoty, jak to mówią.

W razie gdyby ktoś nie pamiętał fabuły części pierwszej Wirkola w „Død Snø 2” zrobił intro zawierające zgrabne jej streszczenie, w którym wytłumaczył to i owo by sprawnie przejść do najnowszej fabuły. Martin (Vegar Hoel), który jako jedyny ocalał z poprzedniego zombie-starcia budzi się w szpitalu z przyszytą ręką. Z tym, że kończyna ta należy do przywódcy nazi-zombie pułkownika Herzoga (Ørjan Gamst) i ma w sobie tajemniczą moc, która okaże się niezbędna w dalszych przygodach.

Dead Snow: Red vs. Dead” wydaje się filmem na wysokim poziomie. Jakby wyszło spod ręki wczesnego Petera Jacksona, czy Sama Raimiego, do którego odwołań jest mnóstwo: chociażby ręka, która niczym u Bruca Campbella nie do końca daje się okiełznać i sprawia problemy jakby była oddzielnie funkcjonującym członkiem, odniesienia do Armii Boga i pojedynków truposzy. Jednak filmowe smaczki nie kończą się jedynie na Raimim i „Martwym złu”, bo dla bardziej czujnych twórcy przygotowali parodię scen z „Titanica”, czy „Bravehearta”. Może ktoś znajdzie ich więcej :).

Tommy Wirkola stworzył bardzo dobre kino, które łączy w w atrakcyjny dla widza sposób czarny humor z horrorem. Filmowi dewianci będą usatysfakcjonowani licznymi efektami, sposobami uśmiercania zombie, scenami gore, w których kamera nie odwraca się od decydującego, śmiertelnego ciosu i kreatywnością w wykorzystywaniu jelit. Twórcy nie patyczkują się i nie mają litości. Nikt nie może czuć się bezpiecznie, zginąć może dziecko, młode małżeństwo, niemowlę, staruszka – to nieistotne.

Ważne, że jest krew i efektowna śmierć, czyli to co tygryski w tym gatunku lubią najbardziej. Tak jak wspomniałem sporo jest również humoru, który co rusz będzie dawał o sobie znać. Wspomnieć warto chociażby o tym, że w szranki staną armie nazi-zombie z zombie-komunistami – stąd zresztą tytuł, czy chociażby finałowa, ‚romantyczna’ scena z ‚Total eclipse of the heart’ Bonnie Tyler w tle. Nieprzeciętna rozrywka porównywalna z „Wysypem żywych trupów”. Jest ‚pysznie’ i efektownie.

(Visited 10 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>