Adrian Kaczyński

Disconnect (Henry Alex Rubin, 2012)

Disconnect (Henry Alex Rubin, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Disconnect” to nie film, to życie, do którego nam coraz bliżej, niestety. Autorzy tej produkcji w bardzo udany sposób przenieśli na ekran zagrożenia, które czyhają na nas w internecie. I nie skupia się tylko na uzależnieniu od niego, ale co bardziej istotne – na relacjach międzyludzkich, a raczej potrzeby kontaktu z innymi wynikającej raczej z braku wystarczającego zainteresowania bliskich osób.

W omawianym filmie zawartych jest kilka osobnych historii z wspólnym mianownikiem, które w pewnych momentach zachodzą na siebie. Reżyser skupia się więc tylko na negatywnych aspektach wirtualnego życia oraz sieci, które coraz częściej wypiera te ważniejsze, które zawsze kończy się śmiercią.

Mimo, że Henry Alex Rubin nie wspiął się na żaden z filmowych ośmiotysięczników to odwalił kawał dobrej roboty zabierając głos w tak istotnej sprawie. Pozostaje mieć nadzieję, że zawarta w „Disconnect” krytyka różnych wirtualnych zachowań, ale też i społecznej obojętności, apatii (co gorsza w stosunku do najbliższych) będzie odpowiednim argumentem, bądź bodźcem do próby naprawiania relacji i zmieniania świata (przynajmniej rodzinnego) na lepsze. Nie chcę więcej rozprawiać o tematyce filmu, bo to temat na głęboką dyskusję, a reżyser w swoim filmie zawarł naprawdę wiele. Dlatego tym bardziej polecam.

Pewnie bardziej uparci i dociekliwi mieliby się do czego przyczepić. Jednak ja dziś do takich osób nie należę, bo zadowolony jestem, że w końcu udało mi się ten film obejrzeć. I chociaż konstrukcją przypomina mi łudząco „Requiem dla snu” to tę konwencję i tak kupuję bez mrugnięcia okiem. Obsada mimo, że składa się raczej z mało znanych aktorów, którzy nie zawsze trzymają wysoki poziom, to w tym filmie spełniła moje oczekiwania w pełni i nie mam większych zastrzeżeń.

Dużą rolę w „Disconnect” odgrywa też dramatyczna muzyka, która bardzo pogłębia emocje emanujące w danym momencie z ekranu i na szczęście obyło się pod tym względem bez przesytu. Z pewnością „Disconnect” jako pozycja moralizatorsko-ostrzegawcza spisuje się znakomicie. I pamiętajcie naprawdę warto rozmawiać, nie koniecznie uciekając w internetową otchłań czarnej dziury.

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>