Mariusz Czernic

Czerwony smok / Manhunter (Michael Mann, 1986)

Czerwony smok / Manhunter (Michael Mann, 1986)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Dziś Michael Mann jest już uznanym filmowcem cenionym za stylowe filmy policyjne (Gorączka, Miami Vice), nastrojowe adaptacje (Łowca, Ostatni Mohikanin) i eksperymenty z kamerą cyfrową (od 2001 roku). W latach 80. jego nazwisko kojarzono głównie z serialami policyjnymi (Miami Vice, Crime Story) – niezwykły sukces pierwszego z nich sprawił, że Mann otrzymał zielone światło na realizację swojego kinowego projektu (ale nie debiutu, gdyż nakręcił już wcześniej dwa filmy). Licząc na szybki zwrot kosztów zdecydowano się nakręcić adaptację bestsellerowej powieści Thomasa Harrisa Czerwony smok. W takim razie może dziwić fakt, że tytuł książki został zamieniony na Manhuntera. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że jeden z poprzednich filmów wyprodukowanych przez Dina De Laurentiisa pt. Rok smoka (1985) poniósł sromotną klęskę finansową i producent obawiał się, że kolejny film ze smokiem w tytule może spotkać podobny los.

Były agent FBI, William Graham, zostaje poproszony o wsparcie w śledztwie dotyczącym psychopatycznego mordercy, który w nadzwyczaj brutalny sposób zabił dwie rodziny. Graham ma coś, czego nie posiadają zwykli funkcjonariusze – potrafi wczuć się w psychikę mordercy, potrafi odkryć jego słabości i sposób działania. Już raz te umiejętności przyczyniły się do schwytania jednego psychola, doktora psychiatrii Hannibala Lecktora. Jego doświadczenie i zmysł obserwacji okazują się przydatne, ale i one nie wystarczą. Aby przewidzieć ruchy mordercy i zapobiec kolejnym zbrodniom należy do sprawy włączyć prawdziwego psychopatę. I wtedy na scenę wkracza doktor „kanibal” – jak się okazuje nawet siedząc za kratkami może być niebezpieczny.

Historię obserwujemy z dwóch punktów widzenia, najpierw jesteśmy świadkami jak Will Graham próbuje zrozumieć mordercę, analizuje jego działania, stara się odnaleźć klucz do rozwiązania zagadki. Nieoczekiwanym zwrotem akcji jest pokazanie punktu widzenia psychopaty. Okazuje się on człowiekiem szukającym akceptacji, pragnącym zrozumienia i znajdującym chwilowe szczęście u boku niewidomej kobiety, nieświadomej tego, że ma do czynienia z jednostką psychopatyczną. Czy agenci śledczy znajdą dewianta zanim popełni kolejną zbrodnię? Manhunter to psychologiczny film grozy, w którym widz wraz z Grahamem, czołową postacią filmu, próbuje wejść w skórę psychopaty, aby zrozumieć co nim kieruje. Czy faktycznie władza nad ludzkim życiem daje satysfakcję? Czy słowa francuskiego filozofa Jeana Rostanda Zabij wszystkich, będziesz bogiem inspirują morderców?

Nikt tak jak Michael Mann nie umie filmować miasta w nocy. To głównie dzięki tym nocnym scenom ten thriller nabiera indywidualnego charakteru i hipnotyzuje odbiorców. To jedno z tych dzieł, które należy obejrzeć przynajmniej dwukrotnie. Za pierwszym razem zauważa się przede wszystkim sfilmowane przez Dante Spinottiego nocne ciemności i wolno prowadzoną akcję. Dzięki utrzymanym w mrocznej tonacji zdjęciom powstało oniryczne dzieło, w którym ludzie stają naprzeciw koszmarnej i beznadziejnie ponurej rzeczywistości. Dopiero gdy zwróci się uwagę na tę wizualną narrację to bardziej klarowna staje się kryminalna opowieść o policjantach i osobach z zaburzeniami psychicznymi. Widać wyraźnie, że dla reżysera strona wizualna była ważniejsza niż treść, a pracy z operatorem poświęcił więcej czasu niż pracy z piórem i kartką papieru. Bo głównym narzędziem zbrodni są tak naprawdę oczy. Psychopata z powodu tego co widzi, a także paranoidalnych urojeń dokonuje zbrodni, które są częścią pewnego rytuału. Dlatego skupienie się na warstwie wzrokowej jest świadomym zabiegiem reżysera mającym podkreślić znaczenie ludzkiego oka.

Już w serialu Miami Vice Michael Mann udowodnił, że ma doskonały gust muzyczny i w Łowcy potwierdza, że odpowiednio dobraną muzykę potrafi idealnie zgrać z nakręconym materiałem filmowym. Nie zatrudniano żadnego znanego kompozytora, gdyż reżyser zamierzał użyć brzmień niekonwencjonalnych, które pasowałyby do mrocznej wizji jaką stworzył wspólnie z włoskim operatorem Dante Spinottim (co ciekawe, pracował on także przy remake’u reżyserowanym przez Bretta Ratnera). Melanż klimatycznych kadrów z hipnotyczną muzyką dał niesamowity efekt na ekranie. W latach 80. gdy rozwijało się kino akcji naprawdę mało było filmów, w których nie akcja była ważna lecz klimat. Aspekty wzrokowe (czyli strona wizualna) uczyniły z tego filmu pełen grozy i napięcia dreszczowiec, który wciąga, nurtuje i więcej mówi za pomocą obrazów niż dialogów.

W przeciwieństwie do trylogii z Hopkinsem Łowca nie ma w obsadzie wielkich gwiazd i nie jest to film lepiej zagrany niż Czerwony smok (2002) Bretta Ratnera. Mimo to kilka ról godnych jest uwagi. William Petersen w roli agenta FBI jest bardzo dobry – na pozór opanowany i inteligentny, skrywa ekscentryczną osobowość, która ujawnia się poprzez jego fascynację dewiantami i zbrodniarzami. Ma w sobie coś z serialowego Dextera. Ma poukładane życie prywatne, a w pracy jest szanowanym ekspertem, którego darzy się zaufaniem i sympatią. Potrafi jednak myśleć jak psychopata, co napełnia niepokojem tych, którzy bliżej się z nim zetknęli. Interesująco prezentuje się także Tom Noonan w roli odpychającego mordercy (nie jest jednak tak odrażający jak Ralph Fiennes w nowszej ekranizacji). Wcielający się w Hannibala Brian Cox jest niezły, ale nie potrafi tak jak Hopkins odegrać idealnego psychopaty z prawdziwym obłędem w oczach. Warto jeszcze wspomnieć, że pierwszą ważną rolę zagrała tu Joan Allen, dotychczas kojarzona z teatrem, potem specjalistka od ról drugoplanowych (lubię tę aktorkę, mimo przeciętnej urody ma w sobie to ‚coś’).

Senna atmosfera, powolny rytm, długie artystyczne ujęcia i brak krwawych scen z pewnością nie pomogły temu dziełu w odniesieniu finansowego sukcesu. De Laurentiis znów więc nie zarobił tyle kasy ile by chciał. Sytuacji Łowcy nie poprawiło pojawienie się na ekranach kin wysokobudżetowej adaptacji powieści Thomasa Harrisa Milczenie owiec. Skromny film Manna odszedł w niepamięć i tylko nieliczni zdawali sobie sprawę, że Anthony Hopkins nie jest jedynym Hannibalem Lecterem. Wersja Manna nie jest tak dynamiczna i brutalna jak znakomity remake Ratnera, lecz nadal pozostaje rasowym thrillerem pełnym suspensu i psychodelicznej grozy. Wykreowano tu tak zagęszczoną, transową atmosferę, że niemal cały czas film dręczy, dusi i denerwuje widzów przywykłych do szybkiego tempa i energicznego montażu.

Nie ma tu zbędnych ujęć – być może do scenariusza Mann nie przykładał dużej wagi, ale na pewno przygotowanie szczegółowego scenopisu dla operatora było bardzo ważnym etapem jego pracy. To właśnie mistrzowsko skadrowane sceny wskazują że film należy do czołówki thrillerów. I mimo pewnych mankamentów i scen, które można było lepiej rozegrać, trudno odmówić reżyserowi wyraźnego stylu i wyczucia w budowaniu posępnego nastroju. Do słabych stron z pewnością należy nieprzekonujące rozwiązanie zagadki. Końcowe fragmenty są niestety mocno naciągane i niewiarygodne, czynią one z głównego bohatera jasnowidza, osobę o zdolnościach parapsychicznych. Nie wpływa to jednak znacząco na odbiór całości, a dla wielbicieli późniejszych dzieł Manna Łowca jest nie lada atrakcją, bo mamy tutaj w pełnej skali cechy stylu tego twórcy. Manhunter to realizacyjny majstersztyk z fenomenalnie zbudowanym onirycznym klimatem, który zdaje się sugerować że bohaterowie znajdują się pomiędzy jawą i snem.

Manhunter (Michael Mann, 1986)  aaaa Manhunter (Michael Mann, 1986)  aa Manhunter (Michael Mann, 1986)  aaa

 

(Visited 22 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>