Czarny kot / Il Gatto nero (Lucio Fulci, 1981) | Kinetoskop - recenzje, artykuły filmowe
 Mariusz Czernic

Czarny kot / Il Gatto nero (Lucio Fulci, 1981)

Czarny kot / Il Gatto nero (Lucio Fulci, 1981)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Przełom lat 70. i 80. to najlepszy etap w twórczości Lucio Fulciego. To właśnie wtedy zrealizował filmy, który uczyniły z niego mistrza horroru gore. Czarny kot nie zyskał wielkiego uznania, ale też jest dowodem na to, że włoski mistrz był wówczas w bardzo dobrej formie. Film jest bardzo swobodną adaptacją noweli Edgara Allana Poe (ale najsłynniejsza wersja, w reżyserii Edgara G. Ulmera z 1934, ma jeszcze mniej wspólnego z literackim pierwowzorem). Włoski maestro nasycił swój film oniryzmem i aurą niesamowitości. Od początku widać, że w tej historii przenikają się dwa światy, rzeczywisty i nadprzyrodzony. Tak jakby piekło chciało przeniknąć do naszego świata. I dlatego bliżej filmowi do satanistycznych dzieł Fulciego (Miasto żywej śmierci, Siedem bram piekieł) niż do klasycznego giallo (Nie torturuj kaczuszki, Siedem czarnych nut).

Uzbrojona w aparat fotograficzny amerykańska turystka przybywa na angielską prowincję, gdzie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Kobieta rozpoczyna współpracę z lokalną policją i Scotland Yardem, którzy głowią się nad sprawą tajemniczych zgonów w miasteczku. W przeciwieństwie do tradycyjnego kryminału widz nie musi się zastanawiać kto jest mordercą, bo sceny zbrodni są ukazywane przed wzrokiem widza z przerażającą dosłownością. Sprawcą okazuje się czarny kot, mały i agresywny, z pazurami jak u pantery i oczami jak u demona. Jego właścicielem jest ekscentryczny profesor Robert Miles, będący kimś w rodzaju medium (porozumiewa się ze zmarłymi). Istnieje podejrzenie, że może mieć on związek z falą tajemniczych wypadków, która nawiedziła angielską osadę.

Pod względem brutalności film nie przebija najmocniejszych horrorów Fulciego, ale soczyste gore jest tu obecne. Na przykład w scenie pożaru, gdy niemalże czuć ogień spalający twarz kobiety. Cechą charakterystyczną stylu reżysera są zbliżenia na oczy bohaterów – w Czarnym kocie jest niezliczona ilość takich ujęć, występują niemal w każdej (albo w co drugiej) scenie. Bardzo udane są efekty specjalne, a sceny z udziałem kota przepełnione są atmosferą strachu i niepewności. Fulci nie unikał pracy ze zwierzętami, często pokazywał że nawet u domowych zwierząt występuje agresja (znakomitym filmem Fulciego jest np. Biały kieł z 1973 wg Jacka Londona). Koty są trudniejsze do wytresowania niż psy, więc tym większe brawa dla tresera, że tytułowy mruczek zachowywał się tak jak chciał reżyser.

Każdy filmowiec realizujący horrory wie doskonale, że grunt to dobrze zacząć opowieść, by już na wstępie zaintrygować odbiorcę. Prolog filmu to imponujący majstersztyk. Najpierw nieznany facet wsiada do samochodu, wciska gaz i po krótkim czasie zauważa pasażera na tylnym siedzeniu. Tym pasażerem jest czarny kot o hipnotycznym spojrzeniu, który wygląda jakby chciał powiedzieć: „Twoja podróż dobiegła końca”. W następnej chwili auto staje w płomieniach, kierowca trafia w zaświaty, a demoniczny kocur wychodzi bez szwanku i spokojnie, w rytm nastrojowej kompozycji Pino Donaggio, przemierza drogę od miejsca wypadku do miejsca zamieszkania. Mieszka w ponurym budynku należącym do starego nekromanty i hipnotyzera, z którym łączy go nierozerwalna więź.

Patrick Magee okazał się doskonałym wyborem do czołowej roli w tym filmie. Szalonego profesora Roberta Milesa odegrał w sposób dwuznaczny. Raz patrzy swoim wzrokiem jakby chciał kogoś zabić albo zahipnotyzować, by posiąść nad nim kontrolę. Innym razem spogląda tak niewinnie jakby się czegoś bał i liczył na pomoc. Mnogość zbliżeń na oczy to nie tylko specyficzna cecha stylu Fulciego, ale istotny zabieg mający podkreślić jak ważnym narzędziem jest wzrok. Bez niego człowiek staje się całkowicie bezradny, uzależniony od innych ludzi. Bez niego Robert Miles, mieszkający samotnie staruszek, nie mógłby normalnie funkcjonować i musiałby sobie kupić psa-przewodnika. Nie dysponując narzędziem wzroku nie można by było dostrzec geniuszu rzymskiego wizjonera, którego filmy są ucztą dla oczu, a nie intelektu.

Czarny kot obfituje w liczne obrazy budujące atmosferę niesamowitości, klaustrofobii i strachu, np. cmentarz spowity mgłą i duszne, hermetyczne pomieszczenia, w których wyczuwa się zapach śmierci. Operator Sergio Salvati filmuje zdarzenia z różnych kątów, czasem pokazuje także punkt widzenia kota. Fakt, że film nie został odpowiednio doceniony i w efekcie zapomniany działa na jego korzyść. Nikt zapewne nie spodziewałby się po tej produkcji cudów, więc zaskoczenie jest ogromne. Film jest bowiem świetnie zrealizowanym horrorem o wykwintnej oprawie wizualnej i muzycznej. Oprócz zapożyczeń z twórczości amerykańskiego nowelisty Edgara Allana Poe można dopatrzyć się nawiązań do dzieł Alfreda Hitchcocka. Scena, w której główna bohaterka próbuje oślepić sprawcę zbrodni za pomocą aparatu nasuwa skojarzenia z Oknem na podwórze, natomiast atak nietoperzy w piwnicy przypomina atak ptaków z wiadomego klasyka. Inspirując się cudzymi pomysłami Fulci potrafił jednak stworzyć unikatowe kino, efektownie oprawione i podpisane oryginalnym charakterem pisma.

Il Gatto nero (Lucio Fulci, 1981) aa Il Gatto nero (Lucio Fulci, 1981)El_Gato_Negro_-_Custom_por_Amtor_[dvd]_80

 

(Visited 28 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>