Mariusz Czernic

Czarne święta / Black Christmas (Bob Clark, 1974)

Czarne święta / Black Christmas (Bob Clark, 1974)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Pod koniec roku każdemu chrześcijaninowi udziela się nastrój bożonarodzeniowy i sylwestrowy. W galeriach handlowych jest kolorowo i tłoczno, w domach pojawia się ślicznie udekorowana choinka, a rodzina zapominając o wszelkich urazach dzieli się opłatkiem i śpiewa kolędy. Jest radośnie i przyjemnie, chociaż leżący na talerzu karp z powodu brutalnej tradycji świątecznej musiał zostać zabity. Także telewizja dostosowała się do tradycji i gdy włączymy Polsat w wigilijny wieczór to nie będziemy zaskoczeni. Będzie na nas czekał Kevin pozostawiony sam w domu. Na innych kanałach podobny klimat, czyli kino familijne, słodkie i romantyczne, z umoralniającym przesłaniem. W ogólnodostępnej telewizji trudno znaleźć perełki takie jak irracjonalny i obrazoburczy Żywot Briana albo makabryczne i wulgarne Czarne święta.

Początki gatunku zwanego slasherem datuje się na przełom lat 70. i 80., gdy powstały filmy Halloween i Piątek trzynastego. Ale pierwsze slashery z prawdziwego zdarzenia powstawały już wcześniej. Zapowiedzią nurtu była włoska Krwawa zatoka (1971) Mario Bavy, ale to Amerykanie potrafili lepiej sprzedać swoje kino, dlatego uznaje się powszechnie iż pionierskim dziełem gatunku jest szokujący straszak o chwytliwym tytule Teksańska masakra piłą mechaniczną (1974, reż. Tobe Hooper). Elementy tego podgatunku można też znaleźć w zrealizowanym w tym samym czasie thrillerze Czarne święta w reżyserii Boba Clarka. Film będący skutecznym antidotum na mdłą i przesłodzoną atmosferę świąt Bożego Narodzenia. Barwne choinkowe dekoracje, święty Mikołaj i kolędnicy symbolizują tutaj ten radosny klimat, który powoli nabiera mroczniejszych barw i staje się nie do zniesienia dla ludzi o słabych nerwach.

Podstawową zaletą filmu jest to, że wyłamuje się ze schematu, bo nie pokazuje tych radosnych świąt w klasycznie hollywoodzkim stylu, jak to czyni chociażby film Franka Capry To wspaniałe życie (1946), który w Stanach należy do najchętniej oglądanych w okresie bożonarodzeniowym. U Boba Clarka święty Mikołaj przeklina przy dzieciach, a zamiast miłej atmosfery pojawia się strach, bo w okolicy popełniono morderstwo i w dodatku zaginęła studentka. Przy okazji wspomnę też o pewnym polskim filmie kryminalnym, Wśród nocnej ciszy (1978) Tadeusza Chmielewskiego. Ten film również opowiadał o tym, że nawet w święta licho nie śpi i dzieją się przerażające rzeczy. Polski reżyser nie mógł jednak przekraczać pewnych norm i jego film zmierza w stronę studium psychologicznego. Czarne święta to film pozbawiony psychologii, tu rozgrywa się najprawdziwszy horror, co oczywiście nie musi oznaczać, że to film lepszy.

Suspens budowany jest umiejętnie i nie brakuje genialnych pomysłów, takich jak scena, w której jedna z bohaterek zostaje zasztyletowana w łóżku podczas wizyty kolędników. W tej trzymającej w napięciu sekwencji zestawiono obok siebie (za pomocą montażu równoległego) świąteczny nastrój z autentycznym horrorem. Dobrym posunięciem było wtajemniczenie widzów w straszną prawdę dotyczącą zabicia studentki i ukrycie tej prawdy przed bohaterami, którzy jej poszukują. Dzięki temu uzyskano prawdziwy hitchcockowski suspens. Sceny morderstw pozbawione są dosłowności charakterystycznej dla filmów gore. Zobaczymy zakrwawiony nóż, ale nie zobaczymy jak uderza on w ciało ofiary. Należy też zwrócić uwagę na to, że nie wszystkie zbrodnie popełniane są ostrymi narzędziami. Pierwsza ofiara zostaje uduszona, ale potem mamy już ostrzejsze sceny. Użyto tu również techniki point of view shot, wybierając punkt widzenia czającego się mordercy (ten patent będzie potem regularnie stosowany w horrorach).

Problemem filmu jest to, że młode dziewczyny z domu studenckiego nie budzą sympatii. Nawet final girl odgrywana przez Olivię Hussey. Tym bardziej, że pod koniec zachowuje się niezgodnie z logiką – dowiaduje się, że prześladowca jest w domu, ale nawet nie próbuje uciekać. W filmie Clarka słabych stron nie brakuje, ale w latach 80., gdy slasher był już odrębnym gatunkiem niektóre wady stały się regułą tego typu obrazów i fanom przestały przeszkadzać. Wcześniej idea filmu czyniącego ze scen morderstw główną atrakcję nie wydawała się godna poparcia. Mimo że ojcem chrzestnym gore był Amerykanin Herschell Gordon Lewis to jednak Włosi (i chyba też Japończycy) szybciej zaakceptowali tego typu kino. Do minusów w filmie Clarka należy zaliczyć powierzchowną charakterystykę postaci, słabe aktorstwo i mizerną listę dialogową. Dialogi to akurat najmniejszy problem, bo przecież po takich niedojrzałych, przeznaczonych na straty bohaterach nikt raczej nie oczekuje elokwencji.

To co się twórcom udało bez wątpienia to nastrój grozy, czyli to co teoretycznie najważniejsze w horrorze. Jeśli po obejrzeniu tego frapującego shockera człowiek będzie się bał wejść na strych z obawy, że spotka go tam coś nieprzyjemnego to można uznać, że ten film jest udany. Bo mimo wad spełnił swoje zadanie. Ale to jeszcze nie wszystko. Jako źródło napięcia i strachu reżyser wykorzystał dzwonek telefonu. Nie wiadomo kto czeka po drugiej stronie linii, to może być albo znajomy albo jakiś psychol, który swoim głosem i niewyszukanym, agresywnym słownictwem potrafi zmrozić krew w żyłach i spowodować koszmary. W zakończeniu to właśnie dzwonka telefonu użyto zamiast muzyki. Uzyskano dzięki temu znakomity efekt i zasugerowano, że koszmar się nie skończył. Czarne święta to absorbujący thriller, który można oglądać w Halloween, Boże Narodzenie lub w jakikolwiek inny dzień. Film nie jest ogólnie znany i nie jest wymieniany w zestawieniach najlepszych horrorów. Dlatego nawet zagorzali miłośnicy gatunku mogą go nie znać. I dlatego to właśnie im warto go polecić.

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>