Cosmopolis (David Cronenberg, 2012) | Kinetoskop - recenzje, artykuły filmowe
 Agata Malinowska

Cosmopolis (David Cronenberg, 2012)

Cosmopolis (David Cronenberg, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Sztuczny, nudny, teatralny, przegadany, klinicznie zimny, trudny w odbiorze – ciężkie działa wytacza się przeciwko nowemu filmowi Cronenberga. W zasadzie wszystkie te zarzuty odpowiadają prawdzie, nie zmienia to jednak faktu, że do tych wszystkich określeń mogę z powodzeniem dodać „satysfakcjonujący”. Z pewnością nie jest to satysfakcja w jej klasycznym wydaniu, tylko jakiś jej inny, masochistyczny i perwersyjny rodzaj – ale takie też jest cronenbergowskie kino. Nie śmiałam oczekiwać niczego innego.

Sztuczność – cóż to zresztą za małoduszny zarzut wobec twórcy, który nigdy nie miał specjalnych pretensji do naturalizmu, a jeśli już je wykazywał, jak w „Niebezpiecznej metodzie”, kończyło się to porażką. Cronenbergowscy bohaterowie – czy to szaleni wynalazcy, czy poszukiwacze ekstremalnych wrażeń, czy też psychiczni syjamscy bliźniacy – zapewniali nam intensywne doznania także dzięki temu, że było im tak daleko nie tylko do psychologicznej normy, ale też czasem do psychologicznego prawdopodobieństwa.

Zawsze bardziej przypominali nośniki idei niż ludzi z krwi i kości, nawet wówczas, gdy wcielali się w nich doskonali aktorzy, zdolni dać im osobowość, ale nie przyziemną przewidywalność. Wydaje się, że w swoim zamiłowaniu do tego, co niezwykłe, Kanadyjczyk w zupełności nie dba o pozory, które pozwoliłyby widzowi poczuć się w jego świecie bezpiecznie i znajomo. Tą samą drogą podąża tworząc „Cosmopolis”, zachwycony kinematograficzną jakością dialogów zawartych w książce DeLillo i nie przejmując się tym, że jest to jakość obca przeciętnym gustom, daleka od tego, co można usłyszeć i przeczytać na codzień.

Czy ma sens dyskutowanie z tym wyborem? Czy emocje dotyczące przydzielenia głównej roli Robertowi Pattinsonowi, muszą wybuchać z taką mocą? Odpowiedź jest prosta: nie. Albo kupujemy całą tę sztuczność, długie dialogi o niewygodnym brzmieniu i bohatera, który wydaje się być gościem z innego wymiaru, albo nie. Cronenberg nie jest wyrobnikiem i nigdy nie będzie się starał sprostać naszym oczekiwaniom.

Z recenzenckiej przyzwoitości można by teraz napisać dwa słowa o fabule – ale po co? Na litość, to film o facecie, który wsiada do swej białej, wygłuszonej limuzyny, by pojechać do fryzjera, a tak naprawdę rozpoczyna groteskowy pęd ku samozniszczeniu, upstrzony tu i ówdzie różnorodnymi spotkaniami. Nie pytajcie o jego motywację, bo to nieskomplikowane – musi się ostrzyc, tak mówi mu instynkt, a to właśnie on, ów instynkt mianowicie, uczynił z niego milionera i rekina finansjery.

Dziś przerodzi się on w instynkt śmierci i Eric Packer (tak nazywa się facet) podąży za nim bezkrytycznie, jak zwykle. Czy też raczej pojedzie, przy wtórze dyskretnej muzyki Howarda Shore, który dla Cronenberga porzuca gromkie instrumenty na rzecz subtelnie apokaliptycznej elektroniki.

Poniekąd przy okazji – bo przecież głównie „potrzebujemy strzyżenia” – „Cosmopolis” przedstawia nam wizję kapitalizmu. Kapitalizmu, który ze swoją skłonnością do pogłębiania społecznych rozwarstwień, turbodoładowaną mocą matematycznych algorytmów, coraz szybciej i skuteczniej dzieli Amerykę na zamkniętych w wygłuszonych bańkach szamanów pieniądza i oburzonych demonstrantów. Nie tylko Amerykę zresztą, gdyż widmo krąży i nie jest to widmo komunizmu, jak chciałby Marks, choć może powinno, bo to komunizm jest przecież martwy. Coś jest na rzeczy, gdy kapitaliści całego świata nie tyle łączą się, ile globalizują, zaś kolejne karty książki niemal dziesięcioletniej zaczynają pełnić rolę przepowiedni Nostradamusa.

W wywiadach Cronenberg lubi podkreślać, że w trakcie kręcenia „Cosmopolis” wydarzenia zawarte w scenariuszu zaczęły nabierać rzeczywistych kształtów. W Stanach wybuchły protesty, które zrodziły ruch Occupy Wall Street. W Anglii zaś właśnie rzucano tortem w Ruperta Murdocha, właściciela medialnego imperium. DeLillo wychodzi jednak ze swoją wizją także poza te incydenty, wiodąc Packera ku samozagładzie.Czy to jego instynkt przewiduje nadchodzącą katastrofę? Czy też bohater godzi się zostać pożartym przez potwora, któremu tyle zawdzięcza?

Nie dowiemy się, bo nie jest to film, który odpowiada na pytania. On je zadaje. Między innymi – dlaczego właściwie Packer jedzie się strzyc? Fryzurę ma przecież nienaganną.

cosmostillsCosmopolis (2012) ddcosmopolis-poster

(Visited 32 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>