Przemysław Sopocko

Coś / The Thing (John Carpenter, 1982)

Coś / The Thing (John Carpenter, 1982)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Rok 1983, amerykańska baza badawcza na wiecznie zamrożonym lądzie. Pewnego dnia ekipa widzi Norwegów goniących za psem. Strzelając do zwierzaka, trafiają w jednego z Amerykanów, na co Jankesi nie pozostają dłużni. W strzelaninie giną Norwegowie. Nieświadomi niczego obywatele USA przygarniają psa, jednocześnie odkrywając zniszczoną bazę Skandynawów.

Czworonóg okazuje się być skażonym przez tytułowe Coś … kosmita, którego odkryli Norwegowie infekuje Amerykanów, z których dwóch pozostaje przy życiu – MacReady (Kurt Russell) i Childs (Keith David). Otwarte zakończenie filmu nie daje odpowiedzi czy wszyscy przeżyli, ani czy Coś jakoś przetrwało, w oczekiwaniu na kolejnych badaczy.

Tyle o fabule. Prostej, ale też łatwej do zdradzenia, czego starałem się uniknąć. Aktorsko jest w porządku – Kurt Russell w roli głównej porywa swoją grą. Widać desperację, strach, ale też chęć walki i działanie w tymże kierunku. Scena z piszczącą krwią – przeraża! Keith David, znany później z „Atlasu chmur”, tu prezentował się przeciętnie, choć jako czarnoskóry aktor przeżył cały film. W horrorach rzadko się zdarzało.

Zdjęcia Deana Cundey’a („Park Jurajski”, „Apollo 13”, „Powrót do przyszłości”) zaliczam na plus. Te widoki Kanady „grającej” Antarktydę, ruchy kamery we wnętrzach, czy oświetlenie postaci – bardzo dobra robota.

Muzyka Ennio Morricone – doskonała i przerażająca! Pokazuje, iż jest prawdziwym mistrzem wśród kompozytorów, skoro potrafi napisać ścieżkę dźwiękową do każdego gatunku filmowego. Za co była nominacja do Złotej Maliny (R) za najgorszą muzykę? Nie mam pojęcia…

Efekty specjalne – takie sobie. Efekty charakteryzatorskie spod ręki Roba Bottina („Robocop”, „Pamięć absolutna”, „Nagi instynkt”) – obrzydliwe, nienaturalnie brutalne, ale świetnie wykonane! Bottin miał swój styl, taki naturalizm przegięty do nierealnej postaci, ale przerażający widza. O to też tu chodziło.

Choć nie jest to horror najwyższych lotów, a tym bardziej arcydzieło science fiction, „Coś” zapisało się na stałe w swoim gatunku. Bottin tworzący dla kultowego Johna Carpentera, a do tego Kurt Russell za najlepszych lat i muzyka Ennio Morricone, powinny zachęcić osoby, który nie widziały jeszcze „Coś”, do jego obejrzenia. UWAGA: są tam bardzo drastyczne sceny, np. brzuch, który zjada ręce lekarza, więc odradzałbym oglądanie go przez ludzi o słabych nerwach. Mimo wszystko to klasyka horroru sf.

(Visited 18 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>