Przemysław Sopocko

Conan Niszczyciel / Conan the Destroyer (Richard Fleischer, 1984)

Conan Niszczyciel / Conan the Destroyer (Richard Fleischer, 1984)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Conanie niszczycielu” (ang. „Conan the Destroyer”) z roku 1984, w reżyserii Richarda Fleischera jest kontynuacją „Conana Barbarzyńcy” z 1982 r., nakręconego przez Johna Milliusa.

W rolę Conana wcielił się ponownie Arnold Schwanzenegger („Terminator”, „Pamięć absolutna”). Tutaj też gra pierwsze skrzypce, choć w pierwszej części miał równego sobie przeciwnika, w którego wcielił się James Earl Jones. Conan wraz ze swoim przyjacielem Malakiem (Tracey Walter) dostają od królowej Taramis (Sarah Douglas) propozycję nie do odrzucenia. W zamian, wskrzesi ona ukochaną bohatera, czyli Valerię.

Chce jedynie, żeby nasz barbarzyńca odprowadził do świątyni Dagotha, boga, którego chce wskrzesić królowa, jej oznaczoną bratanicę – Jehnnę (Olivia d’Abo). Po drodze, trzeba jednakże zdobyć kamień na zamku czarownika – Toth-Amona (Pat Roach). Do opieki przydzielony zostaje im Bombaata (Wilt Chamberlain). Conan nie lubi czarów, więc postanawia uratować swojego przyjaciela Akiro (Mako) z rąk kanibali. Idąć dalej, spotyka pojmaną Zulę (Grace Jones).

W czasie noclegu nad jeziorem, Toth-Amon przemieniony w ptaka z dymu porywa Jehnnę. A nasza ekipa wyrusza do jego zamku, gdzie Conan walczy z czarownikiem. Jak można się domyślić, wygrywa, zdobywa kamień i ratuje Jehnnę.

Po drodze do świątyni Dargotha, napadają ich strażnicy królowej Taramis – zła monarchini kazała zabić Conana, gdy już zdobędą kamień. Ale barbarzyńca nie dał, czując, że coś jest nie tak.

W świątyni Dargotha, Jehnna używa wspomnianego kamienia do otwarcia przejścia, za którym znajduje się róg bóstwa. Na miejscu, wyznawcy tegoż boga, rozpoczynają walkę o jego część ciała, a w zamieszaniu Bombaata ucieka z Jehnną. Akiro odczytuje przepowiednię – „dziewica wskrzesi Dargotha, ale musi umrzeć, bo inaczej zapanuje chaos”.

Conan z przyjaciółmi chce dotrzeć do Shadizaru – państwa-miasta Taramis na czas. W czasie obrzędów wskrzeszają boga Dargotha (André „The Giant” Roussimouff). Gdy kapłan chce zabić Jehnnę, Zula rzuca w niego oszczepem … W międzyczasie, barbarzyńca zabija Bombaatę.

Rozpoczyna się walka Conan z Dargothem, którego siłą jest róg. A trzeba go wyrwać … Czy się uda? Wydaje mi się, że każdy zna już teraz odpowiedź.

Treść filmu okazuje się bardzo przewidywalna. Pod kątem całej historii, daleko mu do jedynki, gdzie Arnie musiał pokonać „wężowego króla”. Przyznam szczerze, iż wymęczyłem się przez cały seans. Ale coś mi po nim zostało.

Arnie gra tutaj pierwsze skrzypce. Pręży muskuły, używa miecza, ma wątek dramatyczny – tęksnota za ukochaną. Nic więcej, ale były już gubernator Kaliforni takie miał role. Nie mam do niego żalu, ale też wolałem go z jedynki.

Grace Jones, znana piosenkarka w nielicznych rolach filmowych. Przerażała swoim wyglądem, a głosem zachęcała. Jednak, jeśli ma pojawić się w filmie, to lepiej, żeby to była piosenka, jak w słynnej scenie we „Franticu” Romana Polańkiego.

Reszta obsady, to drewniana gra. Olivia d’Abo – zasłużona Złota Malina (R). Wilt Chamberlain, może i czarował w NBA, bo tu zniechęcił swoją rolą. Jedynie Tracey Walter, znany aktor charakterystyczny („Annie Hall”, „Batman”, „Milczenie owiec”, „Junior”, „Dzień niepodległości”) bawił widza swoimi gagami, mimo całego dramatyzmu w tle. Sarah Douglas, czyli Ursa z „Supermenów” z Christopherem Reeve’m, to już szkoda pisać.

Efekty specjalne, to typowe lata 80-te. Sztuczność nad sztucznościami … rozumiem niski budżet – 18 mln USD, ale takie kino opiera się na formie, bardziej niż na treści. Zdjęcia Jacka Cardiffa („Afrykańska Królowa” Johna Hustona, „Książę i Aktoreczka” sir Laurence’a Oliviera, „Rambo II”) wykonane w krajobrazach Meksyku (pewnie, żeby zaoszczędzić pieniądze) spodobały mi się – ta przyroda w połączeniu z przedstawieniem postaci, albo dynamika kamery w scenach walki. Wielki plus!

Teraz, coś najprzyjemniejszego. Muzyka Basila Poledourisa (rzecz. Vassilisa Konstantinosa „Basila” Poledourisa), który skomponował ścieżkę dźwiękową do jedynki, bardzo przypadła mi do gustu. Budowała napięcie kiedy trzeba, ale też wywoływała uśmiech. Bardzo mocna strona filmu, czego dziś nie docenia się przy tworzeniu podobnych produkcji. Aha, osobiście wolę kompozycję  Poledourisa do „Robocopa” Paula Verhoevena, a przede wszystkim do „Polowania na Czerwony Październik” Johna McTiernana z sir Seanem Connery’m w roli głównej.

Podsumowując, „Conan niszczyciel” to typowe kino akcji klasy B lat 80-tych. Dobrze wykonane, z gwiazdami w rolach głównych, ale z kulejącym scenariuszem i przewidywalną do bólu akcją. Krajobrazy Meksyku i muzyka Poledourisa częściowo wady tegoż obrazu rekompensują. Nie ma się co wiele spodziewać, ale można sobie obejrzeć dla rozrywki.

(Visited 11 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>