Mariusz Czernic

Cmentarz bez krzyży / Une Corde, un Colt (Robert Hossein, 1969)

Cmentarz bez krzyży / Une Corde, un Colt (Robert Hossein, 1969)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

W latach 1964-68 dużą popularnością cieszyły się eurowesterny, szczególnie te produkowane przez Włochów i realizowane w hiszpańskich plenerach. Natomiast we Francji w tym samym czasie wielkie powodzenie miały kostiumowo-romansowe przygody pięknej markizy Angeliki. Ktoś wpadł na pomysł by zdyskontować sukces tych dwóch skrajnie odmiennych zjawisk filmowych. Odtwórców głównych ról z Angeliki umieszczono więc na hiszpańskim Dzikim Zachodzie. Efektem tego przedsięwzięcia jest film wyjątkowo ponury, lakoniczny, śmiertelnie poważny. Robert Hossein jako reżyser czerpał inspirację z najlepszych wzorców, czyli z filmów Sergia Leone. W tym świecie niełatwo być optymistą, nadzieja i słońce szybko gasną by mógł zapanować mrok i śmierć mogła zebrać obfite żniwo.

Fabuła to standardowa opowieść o zemście. Na pierwszy plan wysuwa się Maria Caine, co już wyróżnia ten film na tle innych, bo w spaghetti westernach płeć piękna rzadko pełniła tak istotną funkcję. Mąż Marii został powieszony, ale nie w wyniku decyzji sądu. Bezprawnie założono mu sznur na szyję, więc wdowa zamierza dokonać odwetu. Bracia zabitego nie chcą wziąć sprawy w swoje ręce, więc Maria prosi o pomoc swojego dawnego kochanka i zarazem przyjaciela ofiary. Niestety tu pojawia się kolejny schemat, bo zamiast sama chwycić za broń zrozpaczona niewiasta korzysta z usług milczącego rewolwerowca, jakich we włoskich westernach było od cholery. Na arenę wkracza Manuel – małomówny pistolero, za którego przemawia colt nabity ołowiem. Egzystuje on w opuszczonej mieścinie, gdzie może się wyciszyć, pomedytować, przewartościować swoje życie lub po prostu umrzeć – samotnie, w spokoju i zapomnieniu.

We włoskiej i niemieckiej wersji filmu jako współautor scenariusza wpisany jest Dario Argento. Nie ma go jednak w oryginalnej, czyli francuskiej wersji, gdyż Robert Hossein będący reżyserem nie włączył do filmu jego pomysłów. Argento nie był jeszcze liczącym się twórcą, więc można go było tak lekceważyć. Ale maestro Sergio Leone ma swój wkład w produkcję – wyreżyserował pozbawioną słów, trwającą trzy minuty scenę obiadową, gdzie Manuel jest gościem u licznej familii Rogersów. Nie był to chyba dobry pomysł. Ta scena nie pasuje do ponurej atmosfery konsekwentnie kreowanej od samego początku. Na tę atmosferę składają się liczne fragmenty kojarzące ze śmiercią: wisielec, wdowa wykopująca grób, czarna rękawiczka, kondukt żałobny na głównej ulicy miasteczka, czarny szal wiszący na gałęzi, czy choćby wymarłe miasto, w którym milczący rewolwerowiec czeka na swoje przeznaczenie.

Francuski tytuł Une Corde, un Colt… prosto i zwięźle opowiada fabułę filmu – od liny do rewolweru, czyli od wisielca do zemsty. Tytuł włoski Cimitero senza Croci więcej zaś mówi o grobowym charakterze obrazu. Cmentarz bez krzyży może być wszędzie, bo w każdym miejscu na ziemi umierają ludzie. Każdy w tym filmie wydaje się martwy, nikomu nie chce się nawet odzywać, a człowiek który jest wieszany zachowuje zimny spokój. Po co miałby protestować? Przecież i tak wszyscy umrą. Jedyną żywą, reagującą prawidłowo osobą wydaje się Maria, ale w niej też coś umiera po śmierci męża. Michèle Mercier została znakomicie obsadzona. Ubrana w żałobny strój wygląda jak anioł śmierci, ale jej wielkie smutne oczy świadczą o tym, że jest zwykłą kobietą napiętnowaną tragicznym losem.

Bohaterowie filmu są oszczędni w słowach, sporo jest więc długich milczących sekwencji z akompaniamentem lirycznej i nastrojowej muzyki André Hosseina, ojca reżysera. Na budowanie depresyjnego klimatu znacząco wpłynęły odpowiednie plenery w Almerii. Otoczone górami puste przestrzenie symbolizują samotność człowieka w opuszczonej przez Boga krainie. Dziki Zachód w obiektywie Henriego Persina (autora obrazowych i poetyckich zdjęć) wygląda jak przedsionek piekła. Nie jest to western efektowny ani przepełniony akcją. Tempo jest wolne, a konstrukcja scen i kadrowanie bliższe są artystycznym eksperymentom niż kinu rozrywkowemu. Cmentarz bez krzyży jest nawet bardziej flegmatyczny niż wypełnione dłużyznami dzieła Sergia Leone. Mimo schematycznej fabuły nie jest to klasyczny film o zemście, lecz elegijna i kasandryczna przypowieść o umieraniu. Porównując film Hosseina do najlepszych spag-westów można go określić jako nieoszlifowany diament, a nie perła lśniąca najjaśniejszym blaskiem.

Une Corde, un Colt (Robert Hossein, 1969)  aaaaa Une Corde, un Colt (Robert Hossein, 1969)  aa Une Corde, un Colt (Robert Hossein, 1969)

 

(Visited 27 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>