Adrian Kaczyński

Chłód w lipcu / Cold in July (Jim Mickle, 2014)

Chłód w lipcu / Cold in July (Jim Mickle, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Historia zaczyna się fantastycznie, tak jak lubię. Głowa rodziny Richard Dane (Michael C. Hall) zastaje w swoim domu włamywacza. Wydaje się być bardziej zaskoczony zaistniałą sytuacją niż sam zbir. Dochodzi do przedwczesnego wyroku i Richard chroniąc rodzinę pociąga za spust. Choć działał w obronie koniecznej dręczą go wyrzuty sumienia, które doprowadzają go na pogrzeb, gdzie napotyka ojca ofiary (Sam Shepard) z szemraną przeszłością. Oczywiście nie obyło się bez gróźb, przez co główny bohater musi staranniej zadbać o bezpieczeństwo swojej familii. W dodatku okazuje się, że nie wszystko jest takie proste i logiczne na jakie wygląda, bo policja coś kręci.

Intryga znakomicie uknuta, szkoda tylko, że w pewnym momencie droga jej wyjaśniania zboczyła z kursu, a raczej obrała mało interesujący kierunek. Wmieszanie w tę opowieść snuff filmów okazało się zabiegiem raczej mało ciekawym, a w kontekście całej fabuły ten element wypada niezbyt wiarygodnie nieznacznie (ale jednak) psując wcześniejsze, pozytywne wrażenia. „Cold in July” przypominało mi trochę „8 milimetrów” z Nicholasem Cagem, które podeszły mi nieco bardziej.

Film Jima Mickle’a to także relacje międzyludzkie, w dodatku bardzo skomplikowane. Niestety potraktowane zostały trochę po macoszemu (a szkoda) i nie do końca mnie one przekonały, przez co motywacje bohaterów stają się dziwne i mało zrozumiałe. No chyba, że po prostu ich głębszego sensu nie wyłapałem. Przy tym gatunku można jednak przymknąć na to oko, bo jest krew, są gnaty (tzn. spluwy), a nawet łupane bejsbolem czaszki.

Na szczęście tam gdzie ma być klimat i napięcie wszystko jest na swoim miejscu. Na swoim miejscu jest także soczysta i konkretna muzyka udanie piętnująca atmosferę, bądź sygnalizująca to co nadchodzące i nieuniknione. „Cold in July” wiele zyskuje w momencie pojawienia się na ekranie Dona Johnsona, który zmienia ponury, ociężały i klaustrofobiczny charakter historii na pełną koloru, polotu i nonszalancji opowieść dopełnioną niewielką dawką humoru. Może nie jest to zestawienie idealne, ale dzięki temu Mickle uzyskał całkiem zgrabnie połączenie kina autorskiego i rozrywkowego.

Dziwne, że wąs może zmienić człowieka wręcz nie do poznania. Przypomniał mi się kawałek BFF, coś dla wielbicielek serialowego Dextera, które go początkowo nie rozpoznały:
A gdybym zgolił wąs,
Czy byś poznała,
Czy byś poznała, moja kochana?

zapewne tylko mnie to bawi, ale już taki mój los…

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>