Adrian Kaczyński

Charlie musi umrzeć / The Necessary Death of Charlie Countryman (Fredrik Bond, 2013)

Charlie musi umrzeć / The Necessary Death of Charlie Countryman (Fredrik Bond, 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Frederik Bond w swoim pełnometrażowym debiucie pt.: „The Necessary Death of Charlie Countryman” zabiera nas do Rumunii, która w jego wizji przesiąknięta jest tajemniczą atmosferą gangsterki i brudnych interesów (niczym w „Hostelu” na Słowacji) oraz niełatwej miłości. Wszystko to w przeplatających się konwencjach art house’u i typowego kina hollywoodzkiego, których połączenie sprawiło, że ta produkcja jest interesująca i niebanalna. Przed seansem sprawdzając postaci reżysera i scenarzysty Matta Drake’a, który odpowiedzialny był za scenariusz „Projektu X” nie byłem zbyt dobrej myśli, ale na szczęście moja odwaga została nagrodzona, bo „The Necessary Death of Charlie Countryman” to po prostu dobry film jest.

Dzieło Frederika Bonda jest ciekawym połączeniem kina akcji, komedii oraz dramatu ze sporą dozą romansu. Dzięki dynamicznym zdjęciom oraz porządnie zmontowanymi sekwencjami scen „The Necessary Death of Charlie Countryman” to film, w którym akcja nie stoi w miejscu, ciągle się coś dzieje nie pozwalając na chwilę wytchnienia, przez co seans kończy się nadspodziewanie szybko, ale satysfakcjonująco. Siła tego filmu tkwi także w ścieżce dźwiękowej wzbogacającej w znaczący sposób art housowy klimat. Jednym z autorów soundtracku był Moby – to już powinno mówić wiele jeśli nie wszystko – klasa sama w sobie.

The Necessary Death of Charlie Countryman” to kolejna próba zerwania LaBoeufa z dotychczasowym, dosyć lalusiowatym wizerunkiem nastolatka. Choć mu się to w dużej mierze udało, to jego rola przypomina bardzo tę trasformersową, gdzie niespodziewanie postać przez niego odgrywana znajduje się w środku bagna, z którego musi bezpiecznie wydostać się na brzeg. W tym konkretnym filmie gra postać Charliego nie mającego celu w życiu, który zgodnie z pośmiertną radą matki wybiera się w podróż do Bukaresztu w poszukiwaniu własnego „ja”. Przychodzi mu zmierzyć się nie tylko z samym sobą, ale też trudną, bo nieoczekiwaną miłością i tamtejszymi bossami świata przestępczego.

Tą kreacją Shia LaBoeuf pokazuje, że zdarza mu się świetnie grać, co odebrałem z wielkim zaskoczeniem i nadzieją na przyszłe jego występy na podobnym poziomie. W innej roli niż dotychczas znane pojawił się Rupert Grint. I chociaż nie jest to jakaś znacząca rola to swoje komediowe zadanie spełnił znakomicie. Wart wspomnienia jest także występ ulubieńca kobiet – Madsa Mikkelsena, który po tej kreacji bezkompromisowego gangstera zyska pewnie jeszcze więcej fanek. Debiut Bonda z pewnością można uznać za udany, dlatego polecam tę pozycję.

(Visited 11 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>