Agata Malinowska

Centurion (Neil Marshall, 2010)

Centurion (Neil Marshall, 2010)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Niewielki oddział bitnych weteranów, wzbogacony o paru żółtodziobów, zapędził się daleko za linie wroga i teraz próbuje wrócić do swoich. – Znacie? – Znamy. – To posłuchajcie…

Cała Brytania jest podbita przez Rzymian… Cała? Nie. Na północy dziki lud Piktów w najlepsze drwi sobie z siły rzymskich legionów i wykorzystując przewagę własnego terenu prowadzi skuteczną wojnę podjazdową. Namiestnik Juliusz Agrykola zaczyna mieć tego serdecznie dość, posyła więc w lasy zaprawny w bojach IX legion pod wodzą generała-zabijaki. Jednak miejscowa tropicielka Etaine, którą Agrykola przydzielił Rzymianom, okazuje się zdrajczynią – legion zostaje wybity prawie do nogi, generał wzięty w niewolę, niedobitki zaś, pod dowództwem centuriona Quintusa Diasa, próbują wrócić na swój teren. Ściga ich bezlitosna drużyna Piktów, której przewodzi Etaine.

Reszta filmu to w zasadzie faceci uciekający przez lasy i śniegi. Faceci, których prawie nie znamy. Scenarzysta zadbał co prawda o łopatologiczną scenę typu „przedstawmy się”, gdy odpoczywający w jaskini legioniści dzielą się informacjami, zapomniał jednak, że bohaterów w filmie nie lubi się za to, jak się nazywają i skąd pochodzą. W zasadzie przypominam sobie nawet parę przypadków, w których lubiłam kogoś pomimo tego, że nie miał porządnego imienia – weźmy takie „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”. Sednem sprawy jest wyrazistość, nie ometkowanie.

Niestety, jedyną postacią w „Centurionie” nakreśloną z nerwem jest dowódca legionu, który nie miał szczęścia załapać się do naszego komanda. Pozostali to… po prostu jacyś ludzie. Jeden jest kucharzem uzbrojonym w tasak, inny dowcipnisiem, ale nadal są to postaci w najlepszym wypadku tolerowalne. Nawet Dias, który ponoć jest bohaterem pierwszoplanowym, nie zachwyca złożonością – Michael Fassbender, skądinąd znakomity aktor, zamiast talentu prezentuje głównie mięśnie, zresztą całkiem niczego sobie. Niewątpliwą zaletą tego wszystkiego jest fakt, że kiedy ktoś zginie w wielce niepiękny sposób, nasze serca nie krwawią.

Ginięcia zaś jest dużo, i to bogato ilustrowanego tryskającą na wszystkie strony, generowaną komputerowo krwią. O ile podobny zabieg w „Solomonie Kane” jakoś dał radę mnie przekonać – bo krwi było tam akurat tyle ile należy – o tyle tutaj przez cały film towarzyszyło mi wrażenie, że w naturalnych warunkach ludzie nie rozbryzgują się tak łatwo i tak spektakularnie. Nadmiary w rejonach hemoglobinowych zostają zrównoważone niedostatkami w zakresie polotu dialogów. Jeśli chodzi o akcenty humorystyczne musiałam polegać na kilku siedzących za mną panach, którzy za pomocą strategicznie rozmieszczonych rechotów sygnalizowali mi, kiedy ma być śmiesznie. „To ma być zabawne?” – myślałam sobie wtedy. I obiecywałam sobie, że po wyjściu z projekcji zapiszę się do psychiatry.

Widzowie doceniający w filmach choreografię walki nie będą może wyjątkowo rozczarowani, ale do zachwytu też będzie im daleko. Zdarza się sporo scen, w których zamiast bohaterów walczy montaż. Umiejętności bojowe Diasa, ponoć syna gladiatora, prezentuje się tu skromniej niż jego zdolność do posługiwania się językiem Piktów (skąd go zna? nie wiadomo). Ogólnie rzecz biorąc jednak, walkom poświęcono więcej uwagi niż dialogom, więc i podziwia się je nieco przyjemniej.

Filmy tego rodzaju, gdy mała grupa bohaterów staje do nierównego boju o życie, opowiadają zwykle o męskiej przyjaźni, honorze i odwadze. Ponieważ jednak legioniści nieszczególnie się nawzajem znają, męską przyjaźń możemy chyba skreślić z listy. Zostaje honor i odwaga, o której opowiada sto innych, lepszych filmów – w bardziej atrakcyjny sposób. Rzymianie do domu.

Centurion (2010), reż. Neil Marshall  aa Centurion (2010), reż. Neil Marshall  a Centurion (2010), reż. Neil MarshallCenturion (2010), reż. Neil Marshall  aaa

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>