Mariusz Czernic

Bitwa nad Neretwą / Bitka na Neretvi (Veljko Bulajić, 1969)

Bitwa nad Neretwą / Bitka na Neretvi (Veljko Bulajić, 1969)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Wiosną 1941 roku Jugosławia znalazła się pod niemiecką okupacją. Wkrótce komunistyczna partyzantka, której inicjatorem był działacz partyjny Josif Broz Tito, stawiła zaciekły opór faszystowskim najeźdźcom. Kiedy kolejne natarcia nie przyniosły Niemcom zwycięstwa nadeszła pora na IV ofensywę hitlerowską przeciwko jugosłowiańskim partyzantom. Nie była to ofensywa ostateczna, ale to właśnie o niej opowiada film Bitwa nad Neretwą, więc na tym zakończę tę krótką lekcję historii. Dodam jeszcze, że narodowowyzwoleńcze walki w byłej Jugosławii przyczyniły się do powstania jugosłowiańskiej odmiany kina wojennego, zwanej filmem partyzanckim. Bitwa nad Neretwą Bulajica należy do najważniejszych przedstawicieli tego nurtu ze względu na ogromny budżet i gwiazdorską obsadę z różnych nacji. Jakby na potwierdzenie wysokiej jakości filmu wyróżniono go nominacją do Oscara w kategorii ‚najlepszy film zagraniczny’.

Początek roku 1943 był w Jugosławii śmiertelnie mroźny i jednocześnie piekielnie gorący. Mroźno było z powodu okropnego, boleśnie odczuwalnego zimna, gorąco – z powodu ciężkich, wyczerpujących walk o wyzwolenie narodu spod jarzma okupantów. Wrogiem partyzantów byli przedstawiciele faszystowskiej ideologii, nie tylko Niemcy i Włosi, ale również zdradzieckie oddziały serbskich i chorwackich nacjonalistów (czetników i ustaszów). Niemców i Włochów zaprezentowano z szacunkiem, jako godnego przeciwnika, dobrze wyposażonego, wykonującego rozkazy, nie zawsze zgodne z własnym sumieniem, marzącego o jak najszybszym zakończeniu działań zbrojnych i powrocie do domu. Ich marzenia i stosunek do faszyzmu nie jest jednak przedstawiony dosłownie, więc cechy i myśli niektórych postaci można wyczytać ze smutnych, zmęczonych twarzy, a nie z dialogów.

Jugosłowiański reżyser Veljko Bulajic doskonale się przygotował do realizacji tego filmu. Zgromadził na planie wysokiej klasy specjalistów z różnych dziedzin, dzięki czemu film imponuje rozmachem i dbałością o jak najlepsze odwzorowanie działań zbrojnych. W filmie wykorzystano wszelkiego rodzaju sprzęt, uzbrojenie, czołgi, samoloty, umundurowanie. Użyte w filmie elementy ikonografii przyczyniły się do powstania w miarę realistycznej opowieści o jednej z bitew II wojny światowej. Nawet jeśli są tu jakieś odstępstwa od prawdy to przeciętny widz (taki jak ja) raczej ich nie zauważy. Sceny masowe i batalistyczne zostały nakręcone bardzo sprawnie, połączono szerokie plany obrazujące idących na śmierć żołnierzy z planami bliższymi, przedstawiającymi wybrane z tłumu postacie, których wojenne losy widz śledzi od jakiegoś czasu, zastanawiając się, kto z nich przeżyje.

Bitwę nad Neretwą można uznać za jugosłowiańską odpowiedź na produkcję Darryla Zanucka Najdłuższy dzień z 1962 roku. W obu filmach opowiedziano historię z punktu widzenia każdej ze stron biorących udział w konflikcie. W obu filmach Niemców przedstawiono jako wzbudzających respekt służbistów, starających się sprawnie wykonywać polecenia z góry. Zanuck do swojego filmu zatrudnił pięciu reżyserów, z których każdy pełnił określoną funkcję, jeden zajmował się sekwencjami niemieckimi (Bernhard Wicki), drugi – brytyjskimi (Ken Annakin), trzeci – amerykańskimi (Andrew Marton), czwarty odpowiadał za sceny batalistyczne (Elmo Williams), piąty zrealizował kluczową dla filmu sekwencję desantu spadochronowego (Gerd Oswald). W filmie Bitwa nad Neretwą jeden Bulajic czuwał nad wszystkim, być może ktoś mu pomagał przy realizacji scen z dużą ilością statystów, ale międzynarodową, mówiącą różnymi językami obsadę poprowadził sam. Doskonale sobie poradził, bo nie czuć zupełnie, aby potencjał aktorów został zmarnowany, każdy ma tu jakiś określony cel, jest wyrazisty, ma osobowość i charakter oraz nie gubi się w natłoku wydarzeń i postaci.

Trudno na ekranie odtworzyć zachowanie ludzi biorących udział w walkach, nie da się czasem uniknąć przesady. Aby tej przesady było jak najmniej należało zatrudnić znakomitych, doświadczonych aktorów, którzy swoją obecnością uwiarygodnią ekranowe wydarzenia. A z obsady wyróżniają się (w kolejności alfabetycznej): Siergiej Bondarczuk (jako oficer artylerii), Yul Brynner (jako ekspert od materiałów wybuchowych), Curd Jürgens (w roli niemieckiego generała), Sylva Koscina (w roli odważnej i wrażliwej bojowniczki), Hardy Krüger (jako niemiecki pułkownik), Franco Nero (jako włoski kapitan) i Orson Welles (w roli senatora czetników). Reżyser znalazł też miejsce dla lokalnych gwiazd, z którymi już wcześniej pracował (Milena Dravic, Ljubisa Samardzic i Velimir ‚Bata’ Zivojinovic).

Od wielu z wymienionych wyżej aktorów bije niesamowita charyzma, większość z nich wypadła wiarygodnie, imponując warsztatową biegłością, wyczuciem, doświadczeniem i talentem. Franco Nero wcielił się w tragiczną postać włoskiego kapitana, który odłącza się od swoich, by walczyć z partyzantami przeciwko Niemcom. Nie chce jednak zabijać swoich rodaków, mimo że są po stronie faszystów. Niemiecki generał, którego zagrał Jürgens i jego adiutant, odtwarzany przez Krügera to postacie rozsądnych oficerów, próbujących znaleźć najlepsze wyjście z sytuacji, by wykonać rozkazy Führera, zachowując przy tym swoją godność. Sylva Koscina pełni rolę szlachetnej i troskliwej rewolucjonistki, której charakter coraz bardziej się kształtuje, a w jednym z końcowych fragmentów, kiedy umierający żołnierze wzywają jej imię, ona starając się im pomóc okazuje się zupełnie bezradna i samotna. Brynner jest tu uparty i zdecydowany, Bondarczuk władczy i impulsywny, zaś Welles zagrał epizodyczną postać przekonanego do słuszności swoich racji senatora.

Obok znanych aktorów ważną rolę pełni tłum statystów nie tylko w rolach żołnierzy, ale też w rolach cywilnych uchodźców, którzy wraz z partyzantami próbują dotrzeć do mostu na rzece Neretwa. Wielu ludzi jest rannych lub chorych na tyfus, zaś ich jedyną szansą na ratunek jest właśnie ten most. Stanowi on centralny punkt, gdzie dwie wrogie armie stoczą krwawą bitwę. Partyzanci zetkną się z silnymi i dobrze wyposażonymi wojskami państw Osi.Bardzo dobrze widać w filmie niszczycielską siłę wojny, owoce ciężkiej pracy wielu ludzi zostają zniszczone, walą się budynki i mosty, a ludzie myślą zapewne nie tylko o powrocie do domu, lecz także o tym, że będą musieli wkrótce zbudować nowe budynki i mosty, może nawet bardziej wytrzymałe, zbudowane na solidnych fundamentach.

Mimo że reżyser nie lekceważy przeciwników, nie pokazuje faszystów jako głupców i okrutników to widać jego pro-komunistyczne sympatie. To co zwraca jeszcze uwagę to podkreślenie roli koleżeństwa w czasie wojny, bohaterowie zastanawiają się, co jest ważniejsze – los rewolucji czy los rannych kolegów. Znakomicie wykreowano na ekranie wojenny klimat, dzięki czemu widzowie czują ten smutek, zmęczenie i rozpacz ludzi biorących udział w walkach, ich stopniowo zanikającą nadzieję na zwycięstwo i powrót do domu. Ta pesymistyczna aura została jeszcze bardziej podkreślona przez odpowiedni dobór aktorów o wyjątkowo smutnych twarzach, po których można rozpoznać, że to nie jest ich pierwsza bitwa i musieli już widzieć wielokrotnie rozrywane pociskami ludzkie ciała.

Film Veljko Bulajica to jeden z najciekawszych dramatów wojennych z lat 60-tych. Więcej mówi o ludzkich postawach w czasie wojny niż produkcje anglosaskie, jakich powstało wiele w tamtych latach. Wartościowe dzieło dostarczające emocji, świetnie zagrane i zrealizowane z dużą starannością i dbałością o szczegóły. Trzymająca w napięciu dramatyczna opowieść na podstawie wydarzeń jakie miały miejsce w Jugosławii w pierwszym kwartale 1943 roku. Mimo udziału międzynarodowej obsady nikt tu nie mówi we wspólnym, międzynarodowym języku (czyli angielskim) – partyzanci i czetnicy mówią po serbsku, Niemcy po niemiecku, Włosi zaś po włosku. Ten zabieg dodał filmowi autentyzmu.

Zrealizowany w koprodukcji trzech krajów (Jugosławia, Włochy, RFN)  film Bulajica zawiera chyba najlepsze sceny batalistyczne, jakie nakręcono w latach 60-tych. Efektowne bitwy rozgrywają się nie tylko w zielonych dolinach i na ośnieżonych wzgórzach, lecz także na ulicach miasta, więc nawet cywile są na celowniku. Jedna z walk pod koniec filmu, w której partyzanci zmagają się z oddziałem czetników, została rozegrana na cmentarzu, co robi jeszcze większe wrażenie. Bitwa nad Neretwą to znakomicie zrekonstruowana operacja militarna z czasów II wojny światowej, dzięki której widz może poznać taktykę obu stron konfliktu, a także losy uwikłanych w wojnę zwykłych ludzi. Film bardziej interesujący i dojrzalszy od wielu hollywoodzkich i europejskich filmów wojennych, fenomenalnie łączący efektowną batalistykę z porywającym dramatem.

Bitka na Neretvi (Veljko Bulajić, 1969) a Bitka na Neretvi (Veljko Bulajić, 1969)  a Bitka na Neretvi (Veljko Bulajić, 1969)  aaa

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>