Mariusz Czernic

Biały Bizon / The White Buffalo (J. Lee Thompson, 1977)

Biały Bizon / The White Buffalo (J. Lee Thompson, 1977)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

James Butler Hickok zwany Dzikim Billem wsławił się wieloma bohaterskimi czynami. Brał udział w wojnie secesyjnej i walkach z Indianami, zasłynął też jako porywczy i szybkostrzelny szeryf, rewolwerowiec i poszukiwacz przygód. Był tak dobry, że trzeba było mu strzelić w plecy aby go zabić. I tak właśnie zginął – podczas gry w pokera, gdy miejsce przy ścianie było zajęte, musiał więc usiąść tyłem do drzwi wejściowych. Biały Bizon J. Lee Thompsona nie jest biografią dzikiego szeryfa, ale zupełnie fikcyjną historią zaczerpniętą z literatury. Hickok zaprzyjaźnia się ze słynnym indiańskim wodzem Szalonym Koniem, a ich największym wrogiem nie są ludzie lecz wielki amerykański żubr. W ten właśnie sposób do skostniałych reguł westernu wkradły się elementy monster movie, które dodały filmowi oryginalności.

Na pojawienie się bizona nie trzeba długo czekać, pokazuje swoje oblicze już w początkowej fazie widowiska. Najpierw jako koszmar senny, potem już jako realne zagrożenie. We śnie nawiedza on Dzikiego Billa, który za swój nadrzędny cel uznaje wytropienie i zabicie bestii. Tylko tak może uzyskać spokój. Ale polowanie na bawoła jest dla niego także formą ucieczki od cywilizacji, do której nie pasuje. Stara się być dżentelmenem, ale jego lęki okazują się niebezpieczne dla otoczenia. Widać to już na początku, gdy zbudzony z koszmarnego snu, w stanie amoku, oddaje serię strzałów w sąsiednie łóżko. Gdy więc nadarza się okazja, wraz ze starym przyjacielem Charliem Zane’em wyprawia się do Black Hills w poszukiwaniu źródła swoich lęków. W trakcie wędrówki ratuje życie indiańskiemu wojownikowi, który ma z bizonem porachunki – zwierzę zaatakowało jego wioskę zabijając kilku mieszkańców.

Trzech bohaterów dzikiego zachodu, dzika przyroda i dzikie, nieoswojone zwierzę – tyle wystarczy by stworzyć przykuwające uwagę show. Mimo iż scenariusz nie ma wiele wspólnego z prawdą to akurat motyw z ginącymi bizonami jest jak najbardziej autentyczny. Pod koniec XIX wieku żubry amerykańskie faktycznie były zagrożone wyginięciem, masowo wybijane przez myśliwych zarówno białych jak i czerwonoskórych. Wielkie cielsko tego przeżuwacza mogło wykarmić całe indiańskie plemię, ale nie tylko dlatego je zabijano. Tępienie takich gigantów miało też wymiar symboliczny – człowiek stawał się twardszy i rozzuchwalony gdy powalił na ziemię taką bestię. No i głowa bizona wisząca na ścianie wyglądała imponująco – takim trofeum można było się pochwalić przed znajomymi. To jak skalp zdjęty przez Indianina – napełnia człowieka dumą, radością i honorem, jest dowodem męstwa.

Biały Bizon jest drugim z dziewięciu filmów J. Lee Thompsona, w którym główną rolę zagrał Charles Bronson. Jak zwykle oszczędny w gestach i słowach aktor po raz kolejny odgrywa rolę twardziela, do jakiej kwalifikują go warunki zewnętrzne. Brytyjski fachura J. Lee Thompson słynął z wydajnej współpracy z najlepszymi aktorami. White Buffalo pod tym względem i tak jest skromny, bo tu występuje tylko jeden, w dodatku niezbyt ambitny gwiazdor, któremu towarzyszy korowód mistrzów drugiego planu: Jack Warden, Slim Pickens, John Carradine, Stuart Whitman, Ed Lauter i Clint Walker (ogon w Parszywej dwunastce). Można też zobaczyć jak wyglądała Kim Novak 20 lat po pamiętnym występie w Zawrocie głowy.

Ważną postacią jest wódz Siuksów Szalony Koń, którego zagrał indiański aktor Will Sampson, znany m.in. z Lotu nad kukułczym gniazdem (1975). Hickok tłumaczy mu, że nie ma sensu walczyć z białymi, bo tak urośli w siłę, że rozdepczą Indian jak robaki. Ich walka jest więc z góry skazana na przegraną. Są jak te bizony skazane na wyginięcie. Akcja filmu rozgrywa się w 1874 roku, więc nad jednym i drugim bohaterem wisi fatum (obaj zmarli kilka lat później). Zarówno J.B. Hickok jak i Crazy Horse to relikty przeszłości, szukają śmierci i wkrótce ją znajdą – wtedy, gdy będą się najmniej tego spodziewać. Ten film wiele ma wspólnego z antywesternami, bo mimo iż akcja toczy się w okresie „klasycznym” to czuć zbliżający się zmierzch epoki.

Zdjęcia realizowano m.in. w Kanionie Bronsona, od którego gwiazdor Życzenia śmierci przybrał pseudonim w latach 50. (wcześniej nazywał się Charles Buchinsky). W tym kanionie znajdują się jaskinie i bloki skalne nadające się idealnie do westernów (a także do filmów science fiction o potworach). Atrakcją są sceny z tytułowym bizonem, pomysłowo zainscenizowane, powstałe przy pomocy włoskich specjalistów (Mario Chiari i Carlo Rambaldi). W takiej produkcji twórcy nie mogli się ustrzec kiczu, ale jak na ówczesne możliwości techniczne to i tak wyszło bardzo dobrze. Można nawet powiedzieć, że ten film wyprzedził swoją epokę, gdyż w latach 70. został niezrozumiany i poniósł klęskę w kinach, natomiast dziś ogląda się go z niekłamanym zdumieniem i podziwem. Z pewnością stworzenie tego dzieła było możliwe dzięki operatywności producenta Dino De Laurentiisa. Włoski przedsiębiorca niewiele na tym zarobił, ale widzowie otrzymali kawał fajnego widowiska, ciekawszego niż popisy kowbojów w rewii Buffalo Billa.

The White Buffalo (J. Lee Thompson, 1977)  aa The White Buffalo (J. Lee Thompson, 1977)  aThe White Buffalo (J. Lee Thompson, 1977)  aaa

(Visited 22 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>