Adrian Kaczyński

Berberian Sound Studio (Peter Strickland, 2012)

Berberian Sound Studio (Peter Strickland, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

To, że wyspiarze mają ciekawe pomysły na kino grozy wiadomo nie od dziś, nawet wspominałem o tym kilkakrotnie na blogu przy okazji innych tytułów. Peter Strickland jest jednym z przedstawicieli kina oryginalnego, nietuzinkowego. Jego kolejna produkcja „Berberian Sound Studio” to ciekawe połączenie dramatu, thrillera, horroru rozgrywanych głównie na płaszczyźnie psychologicznej. Reżyser przenosi nas do Włoch w lata 70., kiedy to nastał boom na b-klasowe horrory określane mianem giallo. Jest to kolejny film o filmie, ale w zupełnie nowym stylu.

Film opowiada o produkcji, a właściwie etapie postprodukcji jednego z takich dzieł. Do pracy nad dźwiękiem zatrudniony zostaje brytyjski inżynier dźwięku Gilderoya (Toby Jones). Nie dość, że jest to jego jego pierwsze zetknięcie z tym gatunkiem filmu, to i bardzo niespodziewane, bo zmylony tytułem podjął się zadania, z którego nie mógł się już wycofać. Studio, do którego trafia okazuje się strasznie klaustrofobiczne i przytłaczające jego skromną osobę. Wyalienowany nie odnajduje się w zaistniałej sytuacji nie tylko z powodu nieznajomości języka, ale też i pewnego osaczenia – wszystko niczym u Kafki.

Berberian Sound Studio” to nie jest typowy horror z licznymi wyskakującymi mordami mającymi spowodować, że nasza głowa znajdzie się w suficie. Ta pozycja to przede wszystkim klimat, dźwięk i obraz. I chociaż fabuła dotyczy dogrywania dźwięku do istniejącego już filmu, to nie widzimy jego żadnych scen. Wszystkiego co jej dotyczy dowiadujemy się z didaskaliów, bądź świetnie nakręconych scen szatkowania kapusty, czy naśladowania piły łańcuchowej mikserem, czyli dźwięków tworzonych i dogrywanych na bieżąco. To pobudza wyobraźnie i ciekawość sama obrazuje to co może dziać się w tworzonym filmie.

Peter Strickland prezentuje kinowy follow up nawiązujący do wybitnych produkcji, twórców i gatunków. Fabuła produkowanego filmu przypomina dosyć łudząco „SuspirięDario Argento, psychodeliczny klimat hiperrzeczywistości i niektóre inne elementy niczym u samego Lyncha, a psychiczne problemy głównego bohatera zbliżone do tych z bergmanowskiejPersony”. Świetne wzorce! „Berberian Sound Studio” to także hołd dla pomysłowych dźwiękowców tamtego pokolenia i kina grozy lat siedemdziesiątych, co można także zauważyć poprzez wyeksponowane oldskulowe machiny, urządzenia i charakterystyczne dźwięki z kabiny nagraniowej. Z pewnością nie wszystkim ta tęsknota za starym dobrym kinem się udzieli, ale już sama konwencja przyjęta przez reżysera czyni tę produkcję wartą uwagi.

(Visited 5 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>