Mariusz Czernic

American Hustle (David O. Russell, 2013)

American Hustle (David O. Russell, 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Realizując American Hustle David Russell udowodnił, że potrafi doskonale blefować. Na jego sprawnie przyrządzoną sztuczkę nabrali się członkowie Akademii przyznając produkcji aż 10 nominacji do Oscara. Na ten trik dali się też nabrać widzowie, którzy oczekiwali lekkiej i trzymającej w napięciu opowieści kryminalnej, a otrzymali ciężkostrawne i przewidywalne kino obyczajowe o skomplikowanych relacjach między ludźmi. Reżyser miał w rękawie sporo asów, którymi się posłużył by ukryć swoją niekompetencję. Mając wiele atutów, do których zaliczyć należy przede wszystkim znakomitych aktorów, można było poszaleć i pobawić się gatunkowymi kliszami. Martin Scorsese czy Quentin Tarantino z pewnością wiedzieliby jak wykorzystać dobrą sensacyjną fabułę i zdolnych aktorów, by opowiedzieć historię wciągającą i pełną emocji.

Amerykańska metropolia w czasach prezydentury Jimmy’ego Cartera (przełom lat 70. i 80.). Życie przypomina kolorową maskaradę, targowisko próżności i grę pozorów. Pełno tu fałszu i ściemy, a każdy zakłada maskę, by choć na chwilę stać się kimś innym, próbując wykorzystać naiwność drugiej osoby. Gra toczy się o wysokie stawki, każdy facet chce zwyciężyć, żadna kobieta nie chce przegrać. Znakomicie, poprzez stronę wizualną i muzyczną, przedstawiono atmosferę lat 70. Fikuśne fryzury, głębokie dekolty, gustowne stroje, dyskotekowe szlagiery wiele mówią na temat tego, jak fajne to były czasy. Ale też niebezpieczne, bo nikt nie lubi być oszukiwany i tego typu działalność przestępcza wiąże się z poważnymi następstwami.

Mafia, agenci federalni, hochsztaplerzy, nieuczciwi politycy i Robert De Niro w roli włoskiego gangstera to są elementy, w których drzemie ogromny potencjał i można z nich poskładać przeróżne historie – dramatyczne, sensacyjne lub komediowe. Niestety, American Bullshit jest filmem gatunkowo nijakim. Humoru jak na 130 minut jest zdecydowanie za mało, De Niro pojawia się tylko w jednej scenie, a wątek sensacyjny pozbawiony jest zaskakujących zwrotów akcji. Dominują dialogi, ale brakuje w nich błyskotliwości Quentina Tarantino czy choćby twórców Chłopców z ferajny. Można było darować sobie nudne wprowadzenie, które zajmuje mniej więcej połowę filmu, a skupić na tym co najciekawsze – walce z korupcją i przestępczością oraz związanych z nią konsekwencjach.

Nie mogę jednak całkowicie zmiażdżyć tego filmu, gdyż są w nim momenty godne zapamiętania, dzięki którym na pewno do niego wrócę, gdy pojawi się w telewizji. Fragment z Robertem De Niro jest kapitalny – widać że aktor dobrze czuje się w roli Victora Tellegio, ale nie pozwolono mu bardziej zaszaleć. Do najlepszych scen z pewnością należą te z udziałem Jennifer Lawrence. Zagrała ona postać Rosalyn, w której mieszka wiele osobowości: perfidna i irytująca żona, nierozważna matka, spragniona miłości kobieta, lekkomyślna blondynka, uwodzicielska i kusząca diablica oraz dusza towarzystwa ceniona za poczucie humoru i temperament. Jennifer jest tu lepsza niż we wszystkich poprzednich filmach razem wziętych. Christian Bale, Bradley Cooper i Amy Adams dostali więcej czasu ekranowego, ale to Jennifer przyciąga jak magnes, stając się prawdziwym wulkanem humoru i emocji.

Sporą zaletą produkcji jest dobór piosenek – soundtrack jest po prostu lepszy od filmu, a fragment z Live and Let Die wyjątkowo zapada w pamięć. Wykorzystane w filmie utwory świetnie komponują się z bogatą, wielobarwną stroną plastyczną. Aby forma nie przysłoniła treści należało tylko lepiej dopracować kryminalną intrygę, która niestety cierpi z powodu braku ciekawych zakrętów fabularnych i nadmiaru dialogów. Filmem rządzi stara hollywoodzka szkoła, według której dobra rola aktorska to „rola gadana”. A to nie do końca tak jest – skoro Christoph Waltz dwa razy dostał Oscara za „rolę gadaną” to wcale nie oznacza, że tylko takie role są prawdziwym aktorskim wyzwaniem. Znacznie doskonalszym filmem o kanciarzach jest nakręcony 40 lat temu oscarowy klasyk pt. Żądło, bo w nim wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

Teraz kilka słów o postaciach występujących w filmie Russella (z wyjątkiem wspomnianej Rosalyn). Irving Rosenfeld (Christian Bale) to cwaniak, którego życie przekonało, że nie opłaca się żyć uczciwie. Zaczyna więc kantować, kłamać, prowadzić nielegalne interesy, a także flirtować z ukochaną kobietą … w tajemnicy przed żoną. Jego kochanką jest seksowna kocica o imieniu Sydney (Amy Adams), która uwodzi angielskim akcentem i bystrością umysłu – okazuje się zdolną manipulantką i oszustką. Richie DiMaso (Bradley Cooper) to ambitny agent federalny, który myśląc o własnej karierze wciąga parę oszustów w niebezpieczny świat pełen politycznych i mafijnych rozgrywek. Kto ten świat pozna bliżej może stracić życie. Sferę polityczną reprezentuje burmistrz Carmine Polito (Jeremy Renner) – mąż, ojciec i osoba publiczna, która przez swoje ciemne sprawki staje na celowniku FBI.

Mając takich bohaterów z pewnością można było stworzyć bardziej udany film. Czy David Russell faktycznie złamał tu reguły gatunku? Trudno stwierdzić. O jego poprzednim filmie (Poradnik pozytywnego myślenia) można było powiedzieć, że łamie reguły komedii romantycznej, ale w przypadku American Hustle sytuacja nie jest już taka prosta. Bo właściwie z jakim gatunkiem mamy tu do czynienia? Może „film hochsztaplerski”, do którego należy m.in. Żądło Georga Roya Hilla. Jeśli tak, to na pewno u Russella nie ma łamania schematów – tak jak w innych filmach gatunku zwyciężają ci, którzy najwięcej oszukują. W jednej scenie Rosenfeld patrzy na falsyfikat obrazu Rembrandta, zadając retoryczne pytanie: Czy geniuszem był malarz czy fałszerz? Wielu reżyserów potrafi tak skopiować cudze pomysły, by na ekranie uzyskać genialny efekt. W tej „paradzie oszustów” Davida Russella mistrzostwo objawia się w pojedynczych scenach, ale całość powoduje niedosyt. Historia nie wciąga, czasem tylko budzi widza z letargu.

American Hustle (David O. Russell, 2013) s American Hustle (David O. Russell, 2013)American Hustle (David O. Russell, 2013)  aaa

(Visited 38 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>