Adrian Kaczyński

Ain’t Them Bodies Saints (David Lowery, 2013)

Ain’t Them Bodies Saints (David Lowery, 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Ain’t Them Bodies Saints” to zbierająca całkiem dobre recenzje produkcja. Jednak ja będę nieco bardziej krytyczny, bo mimo iż film ogląda się z zaciekawieniem, to tak naprawdę nie wnosi żadnego powiewu świeżości, a co gorsza poza przedstawieniem historii nie daje nic więcej, co powoduje, że szybko po seansie ten tytuł oraz cała opowieść ulatują nieubłaganie. W mojej ocenie w filmie jest też sporo nieprzemyślanych zachowań bohaterów, a nie sądzę by mieli zostać uznani za idiotów.

Osią produkcji Davida Lowery’ego jest miłosna relacja dwojga rozdzielonych przez wymiar prawa ludzi. Niemyślący Bob Muldoon zmuszony jest do odbycia kary pozostawiając swoją ciężarną ukochaną – Ruth Guthrie, która mimo tęsknoty i ogromnej miłości stara się ułożyć sobie życie. Jednak pewnego dnia Bob ucieka z więzienia… i się zaczyna.

I się zaczyna festiwal niedorzeczności, bo żeby mieć plany takie jak główny bohater, to chyba trzeba być niespełna rozumu, bądź… naprawdę szaleńczo zakochanym. Bob jest strasznie infantylny, co w moich oczach nie wygląda zbyt korzystnie. No chyba, że to miał być kolejny film dla nastolatków o jakże cudnej miłości dwojga ludzi skazanych na rozłąkę, którzy mimo ogromu przeciwności losu nadal się będą kochać i trwać w swoim uczuciu.

W pewnym momencie „Ain’t Them Bodies Saints” zaczęło mi się kojarzyć z najbardziej tandetnym melodramatem ever! – „Trzy metry nad niebem”. Na szczęście nie obrano podobnego kierunku i to sprawiło, że da się ten film obejrzeć bez większych grymasów na twarzy. Bez większych fascynacji i zachwytów, ale od strony technicznej jest to film zrobiony całkiem dobrze, ale czy to wszystkim powinno wystarczyć? Niekoniecznie!

Ain’t Them Bodies Saints” z pewnością czegoś brakuje, bo samo opowiedzenie z pozoru wzruszającej historii jest niewystarczające, by wynosić te dzieło ponad inne, które mają znacznie więcej do zaoferowania i w jakiś sposób skłaniają do refleksji. Na korzyść filmu poza ciekawymi kreacjami aktorskimi (zwłaszcza Rooney Mary) przemawiają jeszcze piękne, oryginalne ujęcia, oraz brak wyrazistych barw, co pozwala na utrzymanie smutnego i poruszającego (dla niektórych) klimatu.

Historia w pewnym momencie kończy się, co tylko potęguje rozczarowanie i duży niedosyt. Jednak zdaję sobie sprawę, że ten film znajdzie sobie taką samą liczbę zwolenników, co i przeciwników. Mimo wad da się tę produkcję obejrzeć, ale niestety bez większego zaangażowania.

(Visited 20 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>