Karolina Łachmacka

Wycisnąć film jak cytrynę, trzeci film o przygodach Bridget Jones

Wycisnąć film jak cytrynę, trzeci film o przygodach Bridget Jones
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Powieść Helen Fielding nie bez powodu wywołała tak wielkie emocje wśród żeńskiej części czytelniczek z całego świata. Nie jest więc dziwne, a wręcz to bardzo naturalne, że zdecydowano się na ekranizację powieści.

Dowcipni mawiają, że grająca główną rolę Renee Zellweger zdobywając udział w filmie wyrównała interesy między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Oto bowiem w 1938 roku Vivien Leigh, brytyjska aktorka, zdobyła rolę Scarlett O’Hary, postaci symbolicznie wręcz amerykańskiej. Zellweger zaś zagrała współczesne ucieleśnienie singielki z brytyjskiego podwórka. Trudno sobie dziś wyobrazić kogoś innego jako pulchniutka, dość niezdarna, ale za to pełna wrodzonego wdzięku Bridget.

Film „Dziennik Bridget Jones” (2001) za niecały kwadrans pokaże TVN. Rola w nim zapewniła Renee Zellweger nominację do Oskara, a Colinowi Firth (grającego Marka Darcy’ego) do BAFTA. W filmie wystąpił też Hugh Grant – jako rozwiązły, genetycznie chyba wręcz obciążony niezdolnością do wierności szef Bridget. W tle występuje też m.in. Shirley Henderson, którą bardzo lubię (chociaż jej udział jest ledwie zauważalny). Jest też niezawodny Jim Broadbent - aktor z niego po prostu świetny.

Dzięki roli panny Jones Renee Zellweger trafiła do czołówki najlepiej opłacanych gwiazd, pojawiła się też lawina propozycji filmowych różnorakiego rodzaju. Dramatyczna rola Ruby we „Wzgórzu nadziei” pozwoliła na zdobycie upragnionego Oskara dla najlepszej drugoplanowej aktorki. Rok wcześniej Renee przegrała w walce o tę nagrodę – nominowano ją za „Chicago” (2002). W tym musicalu popisywała się figurą, której pozazdrościć jej tylko mogłaby właśnie Bridget Jones.

No i stało się to, co dzieje się, kiedy jakiś film zdobywa nagrody i serca widzów. Nadszedł czas na spin out w postaci sequela. Ale przygody Bridget Jones to nie „Ojciec chrzestny” i „dwójka” nie dorównywała pierwszej części. Sequel ten nosi tytuł „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”. I właściwie jest to zabawny film o niczym. Ot, kilka komplikacji w związku z Markiem, drobna reaktywacja miłostki z byłym szefem, by powrócić do… ale niech to już pozostanie tajemnicą na wypadek, jeżeli nie oglądaliście. Bo obejrzeć ten film polecam mimo wszystko. Renee Zellweger jest świetna i ma boski akcent. I wciąż jest rozbrajająco pełna wdzięku.

No i właśnie – ma powstać trzeci film o przygodach Bridget. Ponoć tym razem pojawi się w jej życiu jakiś bobas… Udział w projekcie potwierdziły już główne gwiazdy. Czy warto się w to pakować? Oczywiście, że tak. Przynajmniej finansowo. Zresztą, Zellweger, Firth, czy Grant to marka sama w sobie. Oni już niczego nie sknocą na tyle, by przekreśliło to ich pozycję. Co nie oznacza, że po trzeciej części pozostanie prawdopodobnie przede wszystkim nieprzyjemny niesmak.

(Visited 12 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>