Mariusz Czernic

W starym kinie

W starym kinie
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Kiedy kino zaczyna powielać stare pomysły, a wśród premier kinowych widać przewagę remake’ów widz jeszcze bardziej niż zazwyczaj ma ochotę sięgnąć po te stare, przykurzone i zapomniane filmy, które tworzyły historię kina. A jest z czego wybierać. W epoce komputerowych efektów specjalnych warto zwrócić uwagę na pierwsze triki filmowe, jakimi zachwycał publiczność Georges Méliès, który na przełomie XIX i XX wieku realizował przed kamerą niewiarygodne, pomysłowe sztuczki typu: zdejmowanie własnej głowy, jeden człowiek w roli siedmioosobowej orkiestry i wiele innych. Kino nieme to okres niewinności, na ekranach trudno było znaleźć brutalną przemoc, seks czy wulgaryzmy, zamiast tego można było oglądać zwariowane komedie, sentymentalne romanse, niezwykłe wyczyny bohaterów filmów przygodowych i westernów oraz popisowe triki w jakich specjalizował się wspomniany Méliès. Chociaż mało kto narzekał na brak dźwięku w filmach, musiał w końcu nadejść ten moment, gdy filmy zaczną opowiadać historie za pomocą dialogów, komicy będą bawić dowcipami słownymi, zaś aktorzy będą nie tylko mówić, ale i śpiewać.

W tym roku swoje polskie premiery miały cieszące się powodzeniem dwa filmy nawiązujące do klasycznych staroci. Mowa o niemym Artyście oraz będącym hołdem dla Georgesa Mélièsa filmie Hugo i jego wynalazek. Ten pierwszy pokazuje, że kiedy kino za bardzo się rozgadało utraciło dawną magię, tajemniczość i pewną artystyczną wartość, zaś aktorzy utracili swobodę ruchów i niezależność, ograniczeni przez szczegółowy scenariusz przepełniony dialogami. Nowinki techniczne nie zawsze są lepsze od starych i wielokrotnie już sprawdzonych metod, ale nie zawsze muszą też oznaczać destrukcję pewnych wartości – finał Artysty sugeruje, że mogą też przynieść wiele radości oraz stanowić początek nowej epoki i sprawdzian swoich umiejętności w nowych warunkach. Wyróżnienie nominacjami do Oscara filmów Hugo i Artysta świadczy niekoniecznie o wybraniu najlepszych filmów, ale przede wszystkim o wyrażeniu miłości do starego kina. Niekoniecznie do kina niemego, bo w czasach kiedy wielu twórców przykłada większą wagę do oprawy wizualnej niż scenariusza to kinomani zaczynają tęsknić za pomysłowymi scenariuszami, nawet jeśli są przepełnione dialogami, oraz za kreatywnymi reżyserami, którzy nawet z banalnych tekstów potrafią zrobić arcydzieła.

Jednym z takich kreatywnych twórców był Alfred Hitchcock, mistrz pełnych napięcia thrillerów. Obecnie thriller kojarzy się z ponurym i brutalnym, często też sadystycznym, dreszczowcem, przez co czasem trudno go odróżnić od horroru. Filmy Hitchcocka nie epatowały okrucieństwem, częściowo z powodu obowiązującego w Hollywood kodeksu Haysa, częściowo z powodu rozrywkowego podejścia reżysera. Hitchcock łączył tajemniczą zbrodnię i mroczny klimat z ironią, humorem i wątkiem romansowym, często osiągając niezwykłą dramaturgię i suspens, jakich nie udałoby się uzyskać przez monotonne kreowanie posępnej atmosfery, typowej dla klasycznych thrillerów. Nieliczni reżyserzy potrafili przykuć uwagę widza za pomocą oszczędnej formy, minimalnej ilości bohaterów i miejsc akcji. Udało się to m.in. Hitchcockowi (Okno na podwórze), Polańskiemu (Wstręt) i Johnowi Sturgesowi (Czarny dzień w Black Rock). Wymieniony w nawiasie film Sturgesa jest także doskonałym łącznikiem pomiędzy dwoma popularnymi w latach 50-tych gatunkami kina hollywoodzkiego – thrillerem i westernem.

Człowiek orkiestra (1900) L'homme orchestre

Człowiek orkiestra (1900), reż. Georges Méliès

Western to gatunek, który znajduje się w stanie śmierci klinicznej od roku 1976 wraz z powstaniem dwóch udanych, lecz jak się później okazało, ostatnich „prawdziwych westernów” (Rewolwerowiec Dona Siegela i Wyjęty spod prawa Josey Wales Clinta Eastwooda). Znaleźli się reżyserzy, którzy próbowali przywrócić temu gatunkowi oznaki życia, najbardziej udane próby podjął Clint Eastwood. W XXI wieku także podjęto udane próby wskrzeszenia gatunku. Powstały zarówno westerny wykorzystujące fabułę filmów sprzed 50-ciu lat (3:10 do Yumy), jak i filmy przedstawiające w oryginalny sposób legendarne postacie Dzikiego Zachodu (Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda). Ale nawet nieco mniej znane produkcje, łączące klasyczne motywy z elementami antywesternu okazują się filmami nieprzeciętnymi i godnymi uwagi, czego przykładem Seraphim Falls.

Niezależnie od tego jak dobre są nowe filmy o Dzikim Zachodzie, zawsze warto wrócić do filmów dawnych mistrzów. Klasyczne westerny z lat 50-tych oraz polemiczne wobec nich produkcje z następnych dekad nadal mogą być chętnie oglądane dzięki fabularnej prostocie, wizualnemu pięknu i nieskomplikowanym charakterom, zaludniającym dzikie prerie, równiny i miasteczka, w których rozkwita cywilizacja. Na szczególne wyróżnienie zasługują filmy „siódemki wspaniałych” mistrzów tego gatunku: Anthony’ego Manna (Naga ostroga), Johna Forda (Poszukiwacze), Howarda Hawksa (Rio Bravo), Johna Sturgesa (Ostatni pociąg z Gun Hill), Sergia Leone (Pewnego razu na Dzikim Zachodzie), Sama Peckinpaha (Dzika banda) i Clinta Eastwooda (Wyjęty spod prawa Josey Wales).

W przeciwieństwie do westernów, filmy wojenne nie były specjalnością amerykańską, gdyż w Europie powstało dużo równie dobrych lub nawet lepszych, bardziej dojrzałych filmów tego gatunku. Bardzo dobre kino powstawało w Polsce (Westerplatte Różewicza), Związku Radzieckim (Los człowieka Bondarczuka), RFN (Most Wickiego), Jugosławii (Bitwa nad Neretwą Bulajica), Wielkiej Brytanii (Bitwa o Anglię Hamiltona), Włoszech (Wielka wojna Monicellego, o I wojnie światowej) i Francji (Czy Paryż płonie? Clémenta). Z produkcji brytyjsko-amerykańskich warto zwrócić uwagę na efektowne widowiska sensacyjno-wojenne: Działa Navarony, Parszywa dwunastka i Tylko dla orłów. Imponowały rozmachem, pełne międzynarodowych gwiazd w obsadzie, rekonstrukcje operacji militarnych, mające cel edukacyjny (sztandarowym przykładem jest Najdłuższy dzień). Inwestowano w produkcje gloryfikujące militaryzm (np. Patton) jak i oskarżycielskie, antywojenne dramaty (Stąd do wieczności, Wzgórze). Realizacja filmów wojennych jednoczy narody, powoduje że twórcy z różnych nacji wspólnymi siłami kreują opartą na faktach opowieść o wojnie i braterstwie broni. Ciekawe i wartościowe są filmy, w których nawet wrogowie pokazani są z szacunkiem (Najdłuższy dzień, Bitwa nad Neretwą, Tora! Tora! Tora!).

Artysta (2011) The Artist

Artysta (2011), reż. Michel Hazanavicius

W powojennej historii kina istnieją trzy prawdziwie przełomowe momenty dla kina wojennego. Pierwszy to rok 1957, kiedy powstały brytyjsko-amerykański Most na rzece Kwai i radziecki Lecą żurawie, które zaprezentowały bardzo dojrzałe podejście do tematu II wojny światowej. Od tej pory zaczęły się kształtować dwa odrębne nurty kina wojennego: batalistyczny (prowojenny) i psychologiczny (antywojenny). Ten klasyczny okres gatunku kończy się w 1977 roku, kiedy powstały O jeden most za daleko i Żelazny krzyż. W następnym roku zrealizowano Łowcę jeleni, który zapoczątkował realizacje dosadnych, bezkompromisowych, krytycznych i wstrząsających dramatów o Wietnamie. No i wreszcie nadszedł kolejny przełom w historii gatunku za sprawą Szeregowca Ryana, który pokazał jak rozsądnie wykorzystać wielki budżet i widowiskowe efekty specjalne, by w sposób realistyczny przedstawić krwawe bitwy i dramat żołnierzy biorących udział w walkach.

Ciekawym nurtem w starym kinie są czarne kryminały z lat 40-tych – stylowe, mroczne i pesymistyczne opowieści o zbrodni, korupcji, zadymionych spelunkach i ciemnych zaułkach, gdzie czai się niebezpieczeństwo. Sokół maltański, Podwójne ubezpieczenie, Wielki sen, Listonosz dzwoni zawsze dwa razy i Asfaltowa dżungla to najlepsze przykłady filmów o wszechobecnym cynizmie i gniewie, które ogarniają dusze detektywów, policjantów, przestępców, a nawet kobiet, przyczyniając się do powstania miejsc nieprzyjaznych, nędznych, zepsutych. Z tego nurtu wywodzi się także Bannion Fritza Langa – film, który można uznać za prekursora filmów o twardych policjantach. Bohaterowie czarnych kryminałów, gangsterzy i stróże prawa, znaleźli sobie miejsce w drugiej połowie lat 60-tych i pierwszej połowie lat 70-tych, bo właśnie wówczas sukcesy zaczęły odnosić filmy o przemocy w wielkomiejskiej dżungli: Bonnie i Clyde, Zbieg z Alcatraz, Brudny Harry, Dopaść Cartera, Ojciec chrzestny, Ucieczka gangstera, Chinatown i Ojciec chrzestny II.

Ci, którzy wolą komedie, dramaty lub horrory mają duży wybór spośród współczesnych filmów, ale jeśli sięgną po starsze tytuły nie powinni się rozczarować, gdyż dzięki temu poznają inne, nieco już archaiczne, ale zaskakujące subtelnością i urokiem, metody wywołania u widzów emocji: śmiechu, wzruszeń lub strachu (w zależności od gatunku).

Większość najlepszych komedii cechuje się zabawnymi dialogami, ale rewelacyjne komedie powstawały również w czasach kina niemego. Jeszcze wyżej, Rozkosze gościnności i Generał to przykłady najbardziej godne zapamiętania – przezabawne, efektowne, pomysłowo zainscenizowane. W latach 20-tych i 30-tych świetne komedie robił też Charlie Chaplin, który potrafił nie tylko rozbawić, ale też wzruszyć widzów. Ta sztuka udała się także m.in. Frankowi Caprze w filmie Cieszmy się życiem. Genialne pomysły na rozbawienie publiczności miał Billy Wilder, twórca być może najlepszej komedii wszech czasów, Pół żartem, pół serio. Jego błyskotliwe komedie zawierające romantyczne wątki (np. Sabrina, Pół żartem, pół serio, Słodka Irma) biją na głowę wiele współczesnych, banalnych komedii romantycznych. Billy Wilder udowodnił, że nawet happy end może być zaskakujący, niebanalny i zabawny. Ten sam Wilder nakręcił też kilka poruszających dramatów, z których najlepszym i najbardziej poruszającym jest Bulwar Zachodzącego Słońca.

Czarny dzień w Black Rock (1955) Bad Day at Black Rock

Czarny dzień w Black Rock (1955), reż. John Sturges

Długą tradycję ma również w historii kina horror. Współcześni reprezentanci tego gatunku, tacy jak np. Inni oraz Eden Lake to filmy, które potrafią wzbudzić niepokój i zaskoczyć widza, stosując przy tym bardzo różne metody wywoływania emocji. Inni to film bardzo klimatyczny, oszczędny, niepokojący, zaś Eden Lake jest bardziej dosadny, brutalny, krwawy. W czasach klasycznego Hollywood (do połowy lat 60-tych) większość twórców horrorów budowała klimat za pomocą subtelniejszych metod, takich jak: budzące grozę burze, ciemne tunele, skrzypiące drzwi, złowieszcze cienie i tym podobne niedopowiedzenia. Idealne przykłady subtelnego horroru to wyprodukowane przez Vala Lewtona nastrojowe filmy grozy z lat 40-tych: Ludzie koty i Porywacz ciał.

Nową erę w dziejach tego gatunku rozpoczęły pełne napięcia i wstrząsające (pod względem fabuły) horrory z końca lat 60-tych: Dziecko Rosemary i Noc żywych trupów. W latach 70-tych można zauważyć rozwój podgatunku horroru, w którym oprócz budowanego solidnie klimatu reżyserzy pozwalali sobie na bardziej przerażającą dosłowność w pokazaniu kontaktu człowieka z nieznaną, nadprzyrodzoną siłą. Sztandarowymi reprezentantami takiego kina są filmy Egzorcysta, Omen i Carrie, ale warto też zwrócić uwagę na mniej znane horrory, które powstawały chociażby we Włoszech, a specjalizowali się w nich: Mario Bava (horrory gotyckie, np. Maska szatana), Dario Argento (horrory poetyckie, np. Suspiria) i Lucio Fulci (horrory gore, np. Zombi 2). Potrafili oni wykreować klimat zarówno przy pomocy krwawych efektów, jak i nieco bardziej delikatnych sposobów, skupiając uwagę widza na kryminalnej intrydze, a nie krwawych morderstwach.

Rozwój nowoczesnej technologii przyczynił się do tego, że powodzeniem zaczęły się cieszyć filmy science-fiction. Dawniej, przez takich twórców jak Roger Corman i Ed Wood, fantastyka stała się synonimem kiczu, ale wśród starych filmów s-f można znaleźć perełki, w których przekonujące efekty specjalne stanowią dodatek do interesującej fabuły z przesłaniem (np. Zakazana planeta, Wehikuł czasu). Jednym z najbardziej cenionych twórców fantastyki naukowej był Jack Arnold, reżyser filmów z lat 50-tych. Najwybitniejszym jego filmem jest Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza na podstawie historii wymyślonej przez Richarda Mathesona. Efekty, scenografia i scenariusz są na wysokim poziomie i wskazują na dużą kreatywność i nieprzeciętną wyobraźnię twórców. Zanim nadeszła era Spielberga, Lucasa i Camerona niewiele było prawdziwie wizjonerskich obrazów – jednym z tych niewielu jest oryginalny, wizualno-muzyczny spektakl Stanleya Kubricka 2001: Odyseja kosmiczna oraz m.in. wspomniany film Arnolda o malejącym człowieku.

Rio Bravo

Rio Bravo (1959), reż. Howard Hawks

Wielu przyjemności i wrażeń potrafią nadal dostarczyć klasyczne filmy przygodowe, które przenoszą widzów w odległe, egzotyczne miejsca bez użycia cyfrowych efektów specjalnych. Możemy poznać życie morskich rozbójników dzięki filmom: Kapitan Blood, Czarny łabędź, Anna z Indii, Karmazynowy pirat i Wikingowie. Innych awanturników poznajemy dzięki produkcjom: Przygody Robin Hooda (z Errolem Flynnem), Znak Zorro (z Tyronem Powerem), Trzej muszkieterowie (z Gene’em Kellym), Płomień i strzała (z Burtem Lancasterem) oraz Garbus (francusko-włoski film z Jeanem Maraisem). Podobnie jak w przypadku westernu koniec klasycznych filmów przygodowych widzę w 1976 roku, bo wtedy właśnie powstały Czarny korsarz Sergia Sollimy i Powrót Robin Hooda Richarda Lestera. Potem nadeszło Kino Nowej Przygody, którego głównym reprezentantem stał się archeolog Indiana Jones. Kino przygodowe zyskało nową jakość, ale stopniowo traciło dawną elegancję i urok.

Gatunkiem cechującym się dużą widowiskowością jest dramat historyczny. Komercyjny i artystyczny sukces Gladiatora zapoczątkował powstanie spektakularnych produkcji historycznych, które jednak większym powodzeniem cieszyły się nie w kinie, lecz w telewizji, czego najlepszym przykładem jest serial Rzym. Historia lubi się powtarzać – w 2004 powstały filmy Troja i Aleksander, zaś w 1956 Helena Trojańska i Aleksander Wielki, bo 5 dekad przed Gladiatorem istniał podobny nurt, zapoczątkowany przez hollywoodzką adaptację Quo vadis. Momentem kulminacyjnym tego nurtu są filmy Ben Hur i Spartakus, które zachęciły producentów do inwestowania w wystawne superprodukcje. Jednak finansowa porażka Kleopatry kazała się zastanowić hollywoodzkim filmowcom, czy przypadkiem ich dążenie do perfekcji, próby zadowolenia jednocześnie widzów i krytyków oraz zaślepienie myślą o rekordowych zyskach i prestiżowych nagrodach nie doprowadziło do tego, że zabrnęli w ślepą uliczkę i powinni czym prędzej się zatrzymać i zawrócić. I właśnie tegoroczny laureat Oscara, film Artysta próbuje nam uświadomić, abyśmy  nie gnali ciągle do przodu, tylko na chwilę przystanęli i odwrócili się za siebie.

Wymienione tu filmy to w większości produkcje hollywoodzkie, gdyż właśnie w Hollywood najlepiej rozwinęło się kino gatunków, na podstawie którego najłatwiej zaprezentować w skrócie historię kina. To w Ameryce powstają filmy tak różne, że każdy może tu znaleźć coś dla siebie. Ci, którzy chcą poznać szerzej kinematografię mogą sięgnąć po europejskie kino artystyczne i nowofalowe. Niemiecki ekspresjonizm, włoski neorealizm, francuska Nowa Fala i wiele innych nurtów czeka na odkrycie przez współczesną widownię, znudzoną już nieco amerykańską przewidywalnością. Na pewno stare filmy są wartościowe i godne uwagi, o czym zapomina wielu współczesnych kinomanów, goniąc za nowościami, bezmyślnie zaliczając kolejne nowe tytuły. Wśród nowych filmów można znaleźć sporo ciekawych produkcji, ale wiele z nich by nie powstało, gdyby dawni mistrzowie nie stworzyli sztandarowych klasyków z całego gatunkowego spektrum. Nie należy zapominać o starym kinie, bo wielu młodych filmowców, a także wielu widzów w różnym wieku bardzo dużo zawdzięcza dawnym reżyserom, scenarzystom, kompozytorom, twórcom oprawy wizualnej. Starocia  mają swój urok, a z biegiem lat zyskują jeszcze bardziej na wartości.

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>