Klaudia Wesołek

Remake, czyli odgrzewanie celuloidowego kotleta

Remake, czyli odgrzewanie celuloidowego kotleta
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Od jakiegoś czasu w kinie masowym panuje moda na remake. Widzowie lubią powracać do lubianych i dobrze znanych im filmów. Jednak w ogromie tych nowych wersji filmowych, trudno wyłowić remake, który czymś zaskoczy kinomanów. Biorąc pod uwagę popcornowych odbiorców, niektórzy z nich po obejrzeniu kinowego hitu, będącego remakem, sięgają do pierwotnej wersji filmu, która z reguły okazuje się być lepsza niż jego kopia. Reżyserzy sięgający po prawdziwe perły kina mają świadomość ciężaru odpowiedzialności jaka na nich spada.

Powodem, dla którego filmowcy decydują się zrobić remake znanego filmu jest najczęściej pieniądz. Zazwyczaj nie są one dobre, ponieważ niczego nowego nie wnoszą do pierwowzoru filmu. Najczęściej po seansie tego typu remake’u nasuwa się jedno proste pytanie: „Dlaczego?”. Przykładów jest wiele. Skupmy się jednak na kilku z nich. Nakręcona w 1990 roku Pamięć absolutna Paula Verhoevena jest kinowym widowiskiem. Scenariusz tego filmu powstał na podstawie opowiadania Philipa K. Dicka Przypomnijmy to panu hurtowo. Opowiada on historię robotnika, który odkrywa, że wszystkie jego wspomnienia zostały zmienione. Pamięć absolutna jest filmem, w którym Arnold Schwarzeneger udowodnił, że potrafi grać. Jest to także jeden z najlepszych filmów fantastycznych lat 90. Jak na film, powstały prawie 15 lat temu, efekty specjalne naprawdę robią wrażenie. Dobry scenariusz, świetne aktorstwo oraz umiejętna reżyseria sprawiają, że film przetrwał upływ czasu i nadal wywołuje wielkie emocje u widzów.

O ile Pamięć absolutna z 1990 roku jest kinowym hitem, to wersja o 12 lat młodsza pozostaje jedynie niezobowiązującą rozrywką widza, nie mającym wymagań wobec kina. Reżyser zamierzał odejść od wiernej kopii filmu Verhoevena, jednak udało mu się to jedynie połowicznie. Nazwisko bohatera zostało dyskretnie zmienione, jednak fabuła w dużym stopniu przypomina oryginał. Wersja z 1990 roku z Arnoldem Schwarzenegerem i Sharon Stone w rolach głównych, została zastąpiona Colinem Farrellem i Kate Beckinsale. Ponownie słyszymy wypowiedzi w stylu słynnego „uznaj to za rozwód” – Schwarzenegera strzelającego do Sharon Stone. Pojawia się oczywiście scena z elektronicznym kamuflażem oraz kobieta z trzema piersiami. Len Wiseman niczym nie zaskakuje widza, a raczej zasmuca. Reżyser zrezygnował z podróży na Marsa. Akcja toczy się wyłącznie na Ziemi.

Kolejnym filmem który nie zaskakuje, a wręcz razi jest produkcja Luca BessonaTaxi z 2004 roku. Fabuła się właściwie nie zmienia. W komedii z 1998 roku bohaterem jest Daniel – najlepszy dostawca pizzy w mieście, który uwielbia szybką jazdę. Pech jednak chciał, żeby jego pasażerem został policjant, który daruje karę taksówkarzowi w zamian za pomoc. Z kolei w amerykańskim remake’u kierowcą taksówki zostaje kobieta. W tę rolę wcieliła się Queen Latifah, która posiada talent komediowy. Aktorka potrafi rozbawić widza mimo łatwo przewidywalnego scenariusza. Nie udaje się to jednak Jimmy’emu Fallonowi grającemu policjanta nieudacznika. Aktor nie dorównuje stylem gry swojemu poprzednikowi. Samy Naceri, który za rolę Daniela otrzymał nagrodę Cezara, doskonale wykreował swoją postać. Kultowy francuski pierwowzór cechuje się niebanalnym scenariuszem, który napisał sam Luc Besson.

Niestety nie możemy powiedzieć tego samego o remake’u. Oglądając Taxi z 1998 roku nadal możemy śmiać się do łez. Scenariusz amerykańskiej wersji pozostawia wiele do życzenia. Pościgi w porównaniu z oryginalną francuską komedią tracą swój wyraz. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę pozbawione wyczucia dramaturgii dialogi, możemy stwierdzić, że amerykańska Taxi jest zwyczajnie nudna. Wiele remake’ów możemy znaleźć w gatunku, jakim jest horror. Przykładem może być Martwe zło nakręcone przez Sama Raimiego w 1981 roku. Debiut reżysera zyskał status horroru kultowego. Film opowiada historię piątki studentów, którzy wybierają się na weekend do opuszczonego domku w górach. Tam odnajdują starą, legendarną księgę zmarłych. Zawiera ona inwokację przywołującą duchy zmarłych. Horror jest niekwestionowanym klasykiem gore, czego nie można powiedzieć o jego remake’u o tym samym tytule, nakręconym w 2013 roku.

Reżyser nowej wersji Martwego zła postawił stylistyką na poważny horror. W hektolitrach krwi widzimy jak giną poszczególni bohaterowie. Jednak morze krwi nie wystarczy, aby remake był udany. Horror pochodzącego z Urugwaju Alvareza miał być pewnego rodzaju hołdem dla pierwowzoru. Niestety odbiegając od estetyki kampu, sprawił, że sednem filmu stały się jedynie sceny ociekające krwią. Film nie różni się pod względem fabularnym od swojego poprzednika. Scena, w której bohaterka zmaga się z żyjącą własnym życiem ręką, będąca jedną z najlepszych scen horroru Raimiego, została pokazana wprost. W oryginale obok przerażenia budziła w widzu także lekki uśmiech. Niestety w nowej wersji staje się jedynie chwilą oddechu od zbyt dosłownego morza krwi, które zalewa nas z ekranu.

Smutną prawdą jest fakt, że wiele remake’ów nie wnosi za sobą nic nowego. Fabuła różni się w stopniu minimalnym od pierwowzoru. Scenariusz zazwyczaj jest na dużo niższym poziomie niż oryginał, a dialogi bez polotu próbuje się zatuszować efektami lub inaczej mówiąc nowszą technologią.

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>