Karolina Łachmacka

Przed Oskarami: Julianne Moore

Przed Oskarami: Julianne Moore
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Jeśli śledzicie tzw. Road To The Oscars, czyli sezon nagród filmowych, których zwieńczeniem ma być ceremonia rozdania wyróżnień Amerykańskiej Akademii Filmowej, to raczej będziecie świadomi, że Julianne Moore to najpoważniejsza kandydatka do tytułu najlepszej aktorki za rolę główną.

Pozwolę sobie na odrobinę prywaty i przyznam, że jest to jedna z tych kandydatek, którym bardzo kibicuję. Nawet pomimo faktu, że seans filmu „Still Alice” (2014), w którym Moore występuje w roli kobiety z początkowymi objawami choroby Alzheimera, wciąż jest przede mną. Z tego powodu moje faworyzowanie Julianne Moore mogę usprawiedliwić jedynie jej wcześniejszymi rolami filmowymi, które miałam niekłamaną przyjemność zawsze wysoko oceniać.

Julianne Moore to jedna z tych artystek, które kilkukrotnie bez powodzenia stawały w szranki w wyścigu po statuetkę Oskara. Podobnie było choćby z Barbarą Stanwyck czy Deborah Kerr, a w rolach drugoplanowych – z Thelmą Ritter czy Agnes Moorehead. Moore ma na swoim koncie nominacje zarówno za role główne, jak też drugoplanowe. To aktorka wszechstronna, a jej oryginalna uroda pozornie nie ułatwia jej zdobywania ról. Jest piękna i rudowłosa, a jej metryka aż nie zgadza się z urodziwą i ciągle młodą twarzą. Mimo to Julianne nie próbuje już wcale grywać młodych ślicznotek. To aktorka niezwykle wszechstronna. Potrafi grać w mało wdzięcznych komediach („Dziewięć miesięcy”, 1995), celnie nadaje jakości produkcjom nastawionym na hojność box office, a nie nagrody festiwali filmowych („Zabójcy”, 1995), a także jest zabawna („Kocha, lubi, szanuje”, 2011) i wybornie dramatyczna („Godziny”, „Daleko od nieba”, 2002). A to tylko kilka z jej wspaniałych dowodów na to, że nie można jej zaszufladkować.

„Still Alice” porusza temat wybornie filmowy – oto mamy dramat kobiety, która miała wiele, ale przez podłą i bezlitosną chorobę powoli pozbawiona jest wszystkiego. Przed kilkoma laty podobną tematykę poruszyła Sarah Polley w dramacie „Daleko od niej” (2006). Wówczas to Julie Christie, wybitna angielska aktorka, która ma na koncie zdobytego prawie 50 lat temu Oskara za „Darling” (1965), konkurowała z Marion Cotillard, która wygrała rolą Edith Piaf w „Niczego nie żałuję” (2005). Rola Moore w „Still Alice” to z pewnością zupełnie inny film i inna kreacja, niż nagrodzona rok temu Cate Blanchett w Blue Jasmine (2013). Być może Akademia potrzebuje odmiany. Oby, bo mam nadzieję, że Julianne Moore zdobędzie w końcu Oskara.

Video

Galeria

(Visited 83 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>