Karolina Łachmacka

Joan Fontaine i Olivia de Havilland. Oskarowe pokrewieństwa

Joan Fontaine i Olivia de Havilland. Oskarowe pokrewieństwa
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Gdy mamy do czynienia z wybitnym talentem, często sięgamy do jego/jej korzeni, by sprawdzić, czy ów zdolności przejawiali już wcześniej inni członkowie klanu. A jeśli talenty chodzą parami, albo wręcz grupami – to chyba tym bardziej warto o tym wspominać?

Olivia de Havilland debiutowała na ekranie jako nastolatka. Zawsze marzyła o karierze aktorki. Tak się złożyło, że podobne marzenia miała też jej o ponad rok młodsza siostra, Joan. Jak twierdzi Joan, matka dziewcząt faworyzowała starszą Olivię i zabroniła Joan używania nazwiska de Havilland profesjonalnie – ten zaszczyt przypadł jej starszej siostrze. Ale to nie zniechęciło Joan. Postanowiła posługiwać się występującym u jej przodków nazwiskiem Fontaine. I tak obie siostry kwitły, rozwijały się jako aktorki, przechodziły różne etapy – ale de facto nigdy się do siebie nie zbliżyły. Olivia, zwana Livvie, zaczęła święcić triumfy jako aktorka Warner Bros., szczególnie w filmach, w których partnerowała Errolowi Flynnowi. Cała Ameryka żyła ich domniemanym romansem, a filmy z wypiekami na twarzy śledzili widzowie z całego świata. W 1939 roku Olivia zagrała Melanię Hamilton w „Przeminęło z wiatrem” (1939). Nominowano ją za tę rolę do Oskara. Niestety, przegrała wówczas z Hattie McDaniel. Po ogłoszeniu wyników zachowała kamienną twarz – cieszyła się przecież z radości Hattie, którą bardzo ceniła. Ale w czasie bankietu zaszyła się w kuchni i zaczęła płakać. „Myślałam, że Bóg nie istnieje”- mówiła po latach aktorka.

Tymczasem Joan otrzymała wielką szansę od losu – udało jej się dostać rolę drugiej pani De Winter w „Rebece” (1940) Hitchcocka. Rolę tę zagrała tak świetnie, że… nominowano ją do Oskara. Nie wygrała wówczas, ale rok później, za kolejny film Hitchcocka, „Podejrzenie” (1941). Do dziś mówi się, że ten Oskar miał być „nagrodą pocieszenia” za niesprawiedliwy, ubiegłoroczny werdykt. Oczywiście Oskar poróżnił siostry jeszcze bardziej. Olivia twierdziła, że kiedy chciała pogratulować siostrze, ta odwróciła się na pięcie i zignorowała ją. Joan mówiła natomiast o zazdrości Olivii. „Wyszłam za mąż pierwsza, pierwsza dostałam Oskara – to ją wkurza. Pewnie jak umrę pierwsza też będzie mi mieć to za złe!” – powiedziała kiedyś Joan. Co więcej, w 1942 roku jedną z nominowanych pokonanych przez Joan była… Olivia de Havilland. Czy los mógł dokonać większego zamieszania?

Historia ta toczyła się dalej w dość szybkim tempie. Joan grała w filmach, ale bez wielkiej rewelacji. Za to Olivia występowała we wspaniałych obrazach i otrzymywała kolejne nominacje do Oskara. De Havilland stała się też symbolem – to wyrok w jej sprawie spowodował początek końca systemu kontraktowego. W 1946 zagrała w „Najtrwalszej miłości” i wreszcie dostała nagrodę Akademii. 3 lata później sięgnęła po to trofeum po raz drugi. No właśnie, sytuacja ponownie stała się niezręczna – Olivia czuła, że Joan jest zazdrosna, Joan natomiast, że to Olivia się wywyższa.

Jaki jest finał całej sprawy? Dosyć smutny, by, nie rzec, tragiczny. Dwie leciwe dziś babcie (Olivia ma 95, a Joan 94 lata) nie rozmawiają ze sobą. A zostało im już mniej niż więcej życia. Obie wydały swoje wspomnienia. Obie mają zróżnicowany obraz świata. Ogromna szkoda, że obrazów tych nie da się połączyć.

(Visited 31 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>