Mariusz Czernic

Kino klasy Z. Rekiny w horrorach

Kino klasy Z. Rekiny w horrorach
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Na podsumowanie roku przyjdzie czas, ale już teraz można wybrać najgłupszą produkcję 2013 roku. W tej kategorii bezsprzecznie wygrywa Sharknado, w którym rekiny dosłownie spadają z nieba. Tytuł bardzo sprytnie naprowadza na właściwy trop – mamy tu do czynienia z trąbą powietrzną, która porywa rekiny. Naturalnie to właśnie latające bestie są największą zmorą mieszkańców, a nie tornado. W filmie zaskakuje błyskotliwość niektórych dialogów (- Dlaczego dom starców znajduje się obok lotniskaBo starzy ludzie i tak nic nie słyszą), aktorstwo to zaś wyższa szkoła jazdy.

Wprawdzie ci aktorzy na czele z Ianem Zieringiem i Tarą Reid nie potrafią nawet porządnie krzyczeć, ale mają wiele innych zalet. Przede wszystkim potrafią z zaangażowaniem, pasją i zadziwiającą powagą odegrać totalnie absurdalne sceny, przy których każdy normalny człowiek wybuchnąłby niepohamowanym śmiechem. A finałowa rozgrywka, w której główny bohater atakuje rekina piłą łańcuchową, zapiera dech w piersiach i widz nie jest w stanie wydusić z siebie nawet słowa. Takie momenty potrafią wykreować tylko najwybitniejsi reżyserzy.

Kiczowate dzieła takie jak ten określa się mianem „filmów klasy Z”, ponieważ są to filmy złe ale jednocześnie zajebiste, zabawne ale i zdumiewająco poważne. Prawdziwi kinomani z reguły omijają te produkcje szerokim łukiem lub zapisują na listę zaległości dopiero na sam koniec, gdyż istnieją miliony bardziej wartościowych dzieł. Sharknado nie jest pierwszym bzdurnym filmem o rekinach, w ciągu ostatnich kilku lat namnożyło się sporo tego typu tandetnych widowisk. A wszystko przez Stevena Spielberga, który realizując Szczęki rozpętał lawinę, której nie można powstrzymać do dziś. Zresztą tak naprawdę to dopiero w ostatniej dekadzie widać wzrost popularności filmów o drapieżnikach morskich i innych zwierzęcych bestiach. Rynek telewizyjny jest teraz otwarty dla wszelkich eksperymentów, w Polsce zaś filmy te popularyzuje telewizja Puls, gdzie można obejrzeć prawdziwe perły kina klasy Z.

Sharknado

Rekinado (2013), reż. Anthony C. Ferrante

Steven Spielberg, a przed nim m.in. Alfred Hitchcock (w Ptakach) stworzyli świat, w którym zwierzęta nie zachowują się zgodnie ze swoją naturą, posiadają też ludzkie cechy: chęć zemsty, głód krwi i skłonność do zabijania. To sprawiło, że z czasem twórców filmowych zaczęła ponosić wyobraźnia w wymyślaniu nowych zachowań zwierząt i coraz głupszych fabuł. Nie bez znaczenia jest też fakt, że istnieją setki gatunków różnych drapieżników, a to z kolei przyczyniło się do powstania takich dziwadeł jak Piraniokonda czy Dinokrokodyl. Wracając zaś do rekinów to na świecie żyje około 240 gatunków tych drapieżnych ryb, więc skoro egzystuje coś takiego jak rekin-młot to pewnie może też istnieć Sharktopus (tytułowa bestia z filmu z 2010 roku) czyli skrzyżowanie rekina z ośmiornicą. Z takiego założenia wychodzą filmowcy działający w wytwórniach Asylum i New Horizons, zajmujących się kinem najgorszego sortu.

Szczęki (1975) Spielberga zainspirowały najpierw włoskich filmowców. Lucio Fulci dołączył do swojego horroru Zombi 2 (1979) podwodną scenę walki rekina z zombie, potem m.in. Enzo Castellari i Bruno Mattei uczynili wielkie ryby głównymi bohaterami swoich filmów. Ten pierwszy zrealizował film pt. Ostatni rekin (L’Ultimo squalo, 1981), natomiast Mattei stworzył dla telewizji twór o tytule Cruel Jaws (1995). Jednak prawdziwe arcydzieła w gatunku sponsorowanym przez literkę Z wyszły spod ręki amerykańskich filmowców tworzących ramoty w XXI wieku. Gdy na ekranach kin atakowały widzów dopracowane efekty CGI, w domowym zaciszu, na małym ekranie, straszyły wyjątkowo sztuczne twory zrodzone z wyobraźni prawdziwych pasjonatów, dla których kino to przede wszystkim rozrywka, nie mająca nic wspólnego z otaczającą nas rzeczywistością.

Nie będę już tutaj mówił o bezpośrednich kontynuacjach Szczęk (1978-87), bo są one nudne i zbyt sztampowe w porównaniu do tych perełek, jakimi raczy dzisiejszych widzów telewizja Puls. Również efektowne dzieło Renny’ego Harlina Piekielna głębia (Deep Blue Sea, 1999) wydaje się dziełem zbyt dobrym i przemyślanym, mimo iż opowiada o zmutowanych, inteligentnych rekinach. Warto skupić się jednak na produkcjach, o których zwykle się milczy i nie wyróżnia się ich nawet Złotymi Malinami. Bo nie są to na pewno filmy nieudane, są dokładnie takie jakich widzowie oczekują – tanie i niedorzeczne, a przez to szalenie zabawne. Kino w złym guście, niestrawne dla wielbicieli ambitnych dramatów, ale potrafiące zadziwić każdego widza, któremu zdawało się że widział już na ekranie wszystko.

Super Shark

Podwodna bestia (2011), reż. Fred Olen Ray

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Super Shark z 2011 roku. Polski dystrybutor tego filmu ma specyficzne poczucie humoru, bo zatytułował tę produkcję Rekin cycojad. W swoim czasie polecał ten tytuł Tomasz Raczek określając go jako „najlepszy najgorszy film wszech czasów”. Ale Raczek chyba nie oglądał wówczas Sharknado, bo według mnie to właśnie ten film zasługuje na lepsze noty ze względu na większą ilość akcji i ciekawsze absurdy. Rekin cycojad to mimo wszystko niepowtarzalne widowisko, które wywołuje odpowiednie emocje, od konsternacji po respekt. Już pierwsza scena rozkłada na łopatki – wielki żarłacz wyskakuje na brzeg i wykonując brawurowe skoki stacza pojedynek z ….. czołgiem. Tak więc reżyser filmu Fred Olen Ray nie zamierzał oszukiwać widzów i już w prologu wyraźnie zasugerował jaki to będzie film. I jeśli komuś nie odpowiada konwencja ani sztuczne efekty specjalne to powinien czym prędzej zmienić kanał. W dalszej części filmu okazuje się bowiem iż rekin ten potrafi także latać, co pozwala mu strącać samoloty.

Obok remaków i sequeli istnieje w historii kina zjawisko, które można określić jako „versusy”. Chodzi o filmy, w których spotykają się dwie bestie, toczące ze sobą pojedynek. Przykłady takich filmów to King Kong kontra Godzilla (1962) i Obcy kontra predator (2004), a skoro w niniejszym tekście jest mowa o rekinach to należy wspomnieć o dziełach w stylu Megaszczęki kontra megamacki (2009) i Megarekin kontra krokozaurus (2010). Tytuły zasługują na wysoką notę, ale filmy spodobają się tylko masochistom – to naprawdę straszne filmidła, horrory przez wielkie Z. Jeśli ktoś lubi mieć koszmary to może oglądać, reszta może sobie darować.

Gdy rekiny wywalczyły sobie hegemonię w morskich głębinach postanowiły zapanować także w innych miejscach globu. Zanim jednak przywiał ich do miasta huragan Sharknado spowodowały panikę w bagnach Luizjany (Swamp Shark, 2011) oraz straszyły plażowiczów na piaszczystej wyspie (Sand Sharks, 2011). Wkrótce zaczęły nawet pływać w śniegu (Snow Shark: Ancient Snow Beast, 2011). Wtedy widzom wydawało się, że nic już ich nie zaskoczy. Aż tu nagle pojawił się rekin dwugłowy (2 Headed Shark Attack, 2012), a także rekin-widmo (Ghost Shark, 2013). I wtedy stało się jasne, że wyobraźnia filmowców nie zna granic. Nawet jeśli nie ma pieniędzy na widowiskowe efekty specjalne to można stworzyć takie dziwadła, że publiczność spadnie z fotela i zaniemówi z wrażenia. Czy ktoś np. zdawał sobie sprawę z tego, że może powstać film o morderczej oponie. Pewnie nikt, a taki film, o tytule Rubber, powstał w 2010 roku. Nie ma co więcej się rozpisywać, mogę tylko na koniec dodać, że jeśli ktoś ma problem ze wskazaniem najgorszego filmu wszech czasów to powinien koniecznie poszukać wśród tytułów wymienionych w niniejszym tekście.

(Visited 28 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>