Agata Malinowska

John Hurt – Człowiek, którego nie widać

John Hurt – Człowiek, którego nie widać
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Pamiętacie scenę z „Obcego – ósmego pasażera Nostromo”, w której larwa potwornego kosmity wyłazi z klatki piersiowej astronauty? To jedna z najbardziej znanych i wstrząsających scen w historii kina. Czy wiecie, kto grał tego nieszczęśnika? Do licha, pomyślałam sobie, gdy już sprawdziłam w IMDB, że był to John Hurt. Do licha z Johnem Hurtem, który potrafi zagrać tak, że zawsze pamięta się rolę, ale nigdy aktora.

1
Być jak Quentin Crisp

Żeby wszystko było jasne – jest to dla mnie oznaka fenomenalnego talentu. Hurt jest zawsze dokładnie schowany za swoją postacią, co najlepiej widać na przykładzie filmów, w których grał główne role. Weźmy na przykład Nagiego urzędnika oraz jego sequel, Anglika w Nowym Jorku. Zadanie było ambitne – Quentin Crisp, „dumny angielski homoś”, dandys i oryginał, którego Hurt miał portretować, nie był dawno zmarłą wielką postacią.

Przeciwnie, żył jeszcze podczas realizacji pierwszego z filmów a w „Angliku w Nowym Jorku”, nakręconym już po jego śmierci, pojawił się nawet fragment jego wystąpienia. Ten właśnie fragment daje doskonałe pojęcia o aktorskim mistrzostwie Hurta – manieryzmy, afektowana gestykulacja i sposób wysławiania się, wszystko zostało oddane niezwykle dokładnie. O ile pierwszy film, bazujący na autobiografii Quentina Crispa i skrzący się ironicznym humorem, broni się sam, o tyle „Anglik” to niewiele więcej niż doskonała główna rola. I dla tej roli warto go zobaczyć, bo jest to prawdziwy pokaz.

Quentin Crisp

Quentin Crisp

Lynch time

Wkrótce po pamiętnym występie w „Obcym” (którego nie omieszkał potem sparodiować w „Kosmicznych jajach”) Hurt znów przyjął wymagającą rolę. Chodzi oczywiście o „Człowieka słonia” – film Davida Lyncha, w dorobku tego reżysera wyjątkowy, bo bardzo „ulizany” i spójny.

Osią fabuły jest relacja między Johnem Merrickiem, mężczyzną cierpiącym na zespół Proteusza, a lekarzem, który wydobył go z objazdowego cyrku. Ponieważ postać Merricka była autentyczna, dołożono starań, by pieczołowicie odtworzyć jego straszliwe deformacje. W efekcie John Hurt wychodził przed kamerę po siedmiu godzinach nakładania charakteryzacji, by dołączyć do Anthony’ego Hopkinsa, znudzonego nieco swoją rolą miłego lekarza (woli, jak się zdaje, grać lekarzy-ludożerców). Mimo wszystko opłaciło się – nasz bohater po raz kolejny pokazał klasę, tworząc poruszającą kreację mimo maski, która praktycznie uniemożliwiała jakąkolwiek mimikę. Film zdobył osiem nominacji do Oscara, otwierając Lynchowi wrota kariery a Hurtowi zdobywając powszechną aprobatę.

John Merrick vel Człowiek słoń

John Merrick vel Człowiek słoń

Prześladowany i prześladowca

Nadszedł rok 1984, który rzecz jasna nie mógł obejść się bez ekranizacji słynnej powieści George’a Orwella. John Hurt zagrał tu Winstona Smitha, stawiającego rozpaczliwy opór totalitarnemu państwu. Chociaż film nie zdobył znaczących nagród, nazwisko naszego aktora regularnie pojawiało się we wszelkich przyznanych mu nominacjach. Dwadzieścia lat później Hurt wystąpi w roli postaci, której literackim źródłem był niewątpliwie orwellowski Wielki Brat – kanclerza Wielkiej Brytanii, Adama Sutlera.

Bojownikiem o wolność będzie tu zamaskowany anarchista, rzucający z wirtuozerską sprawnością nożami – V. Sutler nie jest w „V for vendetta” postacią pierwszo- ani nawet drugoplanową, jednak to wokół niego i zdobytej przez niego władzy kręci się scenariusz. Kanclerz musiał być charyzmatycznym, stanowczym przywódcą – i Hurt go takim uczynił. Następnie usunął się w cień, by porozkoszować się ironią losu i pozwolić poszaleć na ekranie Hugo Wevingowi i Natalie Portman.

 V for vendetta

V for vendetta

Jest jeszcze wiele smacznych ról, z których być może go pamiętacie (jak te w „The Limits of Control” czy „Midnight Express”). Ale z pewnością jeszcze więcej tych, z których go nie kojarzycie. Czy wiecie na przykład, że Hurt grał w ostatnim, niesławnym odcinku przygód Indiany Jonesa? A w „Harrym Potterze”? W „Hellboyu”? Są to role niepozorne, ale są przecież aktorzy, którzy z niepozornych ról potrafią zrobić show – jak Robert De Niro w „Gwiezdnym pyle” czy David Bowie w „Prestiżu”. Hurt nie jest aktorem o magnetycznej osobowości, natychmiastowo rozpoznawalnym, jak Christopher Walken, który zgarnął mu sprzed nosa Oscara za rolę drugoplanową. Drugą nominację do Oscara przegrał Hurt do Roberta De Niro, który, jak uznała Akademia, zdeklasował jego rolę w „Człowieku słoniu”, występując u Martina Scorsese we „Wściekłym byku”. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że otrzyma jeszcze jakąś większą rolę godną jego talentu.

John Hurt znany jest nie tylko z aktorskiego kunsztu, ale też ze wspaniałego głosu. Jeśli pamiętacie sarkastycznego narratora z „Pachnidła” czy też mroczny głos z offu w „DraculiCoppoli – był to właśnie on. Hurt czytał również partię Aragorna w animowanym „Władcy pierścieniRalpha Bakshiego. Ponownie nie jest to głos, który rozpoznalibyście na końcu świata, a przecież wiemy, że takie głosy są – choćby charakterystyczny, melodyjny bas Christophera Lee. Problemem, a może właśnie triumfem, Johna Hurta, jest to, że jest zbyt dobry w udawaniu i stara się być charakterystyczny tylko na tyle, na ile wymaga tego jego rola. Pozostaje więc na dobre i na złe – człowiekiem, którego nie widać.

(Visited 19 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>